Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Zofia kończyła właśnie sprzątanie, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Szybko opłukała ręce i pobiegła otworzyć. W progu stała jej teściowa, Stefania Mirosławowna. Uśmiechnęła się do Zofii z lekkim przekąsem, przynajmniej tak to odebrała Zofia, i bez ceregieli weszła do mieszkania.

Dzień dobry, cóż za niespodzianka? odparła zaskoczona Zofia.

Przyszłam po prostu w odwiedziny kobieta nawet nie raczyła się przywitać, idąc w głąb mieszkania.

Ale teraz jestem zajęta! Dlaczego nie zadzwoniła pani wcześniej? Co to za zwyczaj wpadać jak grom z jasnego nieba?

Stefania tylko wzruszyła ramionami i powiedziała z lekceważeniem:

A czy muszę cię pytać o pozwolenie, żeby wejść do swojego mieszkania? Co?

Zofia poczerwieniała, przypominając sobie, że ich obecność w mieszkaniu była niejako łaską teściowej. Stefania zgodziła się przyjąć syna i synową na określonych zasadach, czasem nawet grożąc, że ich wyrzuci.

Tak się złożyło, że Marek, jej mąż, wplątał się w spore kłopoty finansowe. Oboje z Zofią ciężko pracowali, by spłacić długi. Brakowało im pieniędzy na wynajem, więc Stefania ulitowała się nad synem. Miała dwa mieszkania w jednym sama mieszkała, a drugie zazwyczaj wynajmowała. Zgodziła się przyjąć Marka i Zofię, pozwalając im mieszkać za darmo, dopóki nie uporają się z zobowiązaniami. Ich jedynym obowiązkiem były opłaty za media.

Jak wam się wiedzie? Stefania przeszła do kuchni, bez skrupułów wyjmując sobie filiżankę z szafki.

W porządku burknęła Zofia, kończąc sprzątanie i przechodząc do pokoju, gdzie już siedziała starsza kobieta.

Teściowa zmierzyła ją badawczym wzrokiem. Nie podobało jej się, że Zofia wygląda na bardzo bladą tego dnia. Nie była jej wielką fanką, ale pogodziła się z wyborem syna. Choć zdarzało się, że w towarzystwie lekko kpiła z synowej.

Wszystko OK? Jakoś mi się nie podoba, jak wyglądasz!

Naprawdę, wszystko w porządku powtórzyła Zofia cicho.

Co ty się tak uparłaś na to „w porządku, w porządku”? Nie znasz innych słów?

Wzruszyła ramionami. W rzeczywistości nie najlepiej się dziś czuła, lecz nie zamierzała się do tego przyznawać teściowej.

Co dziś robisz? Stefania nie dawała za wygraną.

Jeszcze nie wiem, może skoczę do sklepu, muszę coś dokupić. Potem będę pracować.

Stefania kiwnęła głową. Wiedziała, że Zofia pracuje jako księgowa zdalnie. Rozmowa zamarła i starsza kobieta zaczęła się nudzić.

Może pójdę z tobą na zakupy? Jestem autem, zawsze mogę cię podwieźć! I tak nie mam nic do roboty.

Zofia chciała najpierw odmówić wyjście ze Stefanią wiązało się nieraz z przytykami i docinkami ale wizja powrotu do domu z ciężkimi siatkami sprawiła, że kiwnęła głową:

Byłoby miło.

To zbieraj się! Przestań się tu snuć z ponurą miną!

Zofia ubrała się szybko, mimo to teściowa nie powstrzymała się od komentarza:

No tak, zanim się ubrałaś, to zdążyłam się wyspać, ty nasza śpiocho.

Zofia nie odpowiedziała, wiedziała, że Stefania tylko ją zaczepia. Od rana czuła mdłości i nie miała ochoty wdawać się w kłótnie.

To gdzie jedziemy?

Zofia wymieniła kilka sklepów, a Stefania wystartowała autem. Jej samej niespecjalnie zależało na zakupach, lecz jeszcze mniej chciało jej się wracać do pustego mieszkania, gdzie nikt na nią nie czekał. Mąż dawno nie żył, a Marek i Zofia nadawali jej życiu sens, choć oni sami nie mieli o tym pojęcia. Stefania doskonale ukrywała swoje uczucia.

Po co bierzesz tę tandetę? Stefania z dezaprobatą spojrzała na tanie produkty w rękach synowej.

Tak nam teraz wypada, nie mamy na lepsze Zofia powiedziała z godnością. Przecież wie pani, że spłacamy długi.

Teściowa wzruszyła ramionami, szczerze mówiąc nie przejmowała się tym za bardzo.

Może wpadniemy jeszcze do kawiarni? Ja stawiam.

Zanim Zofia zdążyła odpowiedzieć, nagle zachwiała się na nogach, bliska omdlenia. Na szczęście były już przy samochodzie Stefania przytrzymała ją i posadziła na siedzeniu.

Co ci jest? Zofia, słyszysz mnie? O matko…

Stefania polała trochę wody z butelki na twarz Zofii. Ta po chwili ocknęła się.

Wszystko w porządku? Coś cię boli?

Odpędziła się słabo ręką, otarła policzki i odpowiedziała:

Nic się nie stało, po prostu jestem przemęczona. Może się trochę zestresowałam.

Stefania pokręciła głową, już coś podejrzewając, ale zachowała myśli dla siebie.

Wracamy do domu!

Ale ja jeszcze do jednego sklepu muszę… próbowała zaprotestować Zofia.

Teściowa nawet nie chciała tego słuchać. Szybko zaparkowała pod blokiem, wyszła, a Zofia choć już czuła się lepiej poszła za nią. Stefania bez słowa zabrała wszystkie torby.

Ty idź spokojnie, tylko mi tu nie przeszkadzaj rzuciła przez ramię.

W mieszkaniu Zofii szybko wróciło lepsze samopoczucie. Wzięła się od razu za rozpakowywanie zakupów, gotowanie obiadu i nadrabianie pracy.

Często ci się to zdarza? odezwała się Stefania.

Co, tamto w sklepie? Czasem się zdarza, nic wielkiego.

Teściowa westchnęła znacząco i usiadła przy stole.

Też tak miałam, jak byłam w ciąży z Markiem. Mdłości, omdlenia…

Przepraszam? Ja nie jestem w ciąży! Zofia aż się zarumieniła. Teraz to naprawdę niewskazane! Praca, długi… dziecko to kolejne koszty.

Stefania, niemal pierwszy raz tego dnia, spojrzała na Zofię z troską:

Dziecko to nie tylko koszty to największy prezent.

Raczej nam teraz niepotrzebny taki prezent mruknęła Zofia. Naprawdę, nie czas na dzieci.

Ale jeśli już jest, to nie masz wyboru.

Zofia nabrała powietrza i odparła ostrzej niż zamierzała:

Pani Stefaniu, nie jestem w ciąży. Proszę nie wymyślać bzdur.

Nie podnoś na mnie głosu! Jak się tak boisz, to zrób test, zamiast na mnie krzyczeć.

Po co pani tu przyszła? Dopiec mi?

Zofia, wywiozłam cię do sklepu, pomogłam, kiedy ci słabo się zrobiło, a ty na mnie krzyczysz! Lepiej porozmawiaj z Markiem, co dalej robicie.

Dalej pracować tylko tyle odpowiedziała.

Teściowa ciężko westchnęła, nie podobają się jej zwykle spokojne reakcje Zofii. Ale coraz mocniej podejrzewała, że to sprawa hormonów, co oznaczało jej zdaniem jedno Zofia jest w ciąży. Zaczęła już w myślach układać scenariusze, jak opiekuje się wnuczkiem.

Dlaczego się tak uśmiechasz?

Jak byś chciała nazwać chłopczyka? A jak dziewczynkę?

Zofia oniemiała, a potem się zezłościła:

Nie jestem w ciąży! Nie czas na takie rozmowy! Proszę wracać do siebie, jeśli nie ma pani, co robić.

I wrócę Stefania wstała, wychodząc, rzuciła jeszcze przez ramię: Ale pamiętaj, że z wnukami na pewno będę ci pomagać.

Zofia tylko prychnęła i wygięła usta w grymasie.

Gdy tylko teściowa wyszła, Zofia podeszła do apteczki. Nie chciała dziecka, ale wiedziała, że wszystko jest możliwe. Nie chciała przyznać racji teściowej, a do tego była po prostu przerażona.

Bała się wszystkiego: porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie widziała się w roli matki i martwiła się, że nie podoła.

Wyjęła z apteczki test ciążowy, który kupiła kilka miesięcy temu „na wszelki wypadek”. Wtedy nie był potrzebny… Teraz okazja się nadarzyła.

Gdy tylko minął wymagany czas, z drżącymi dłońmi wzięła w palce papierek. Dwie kreski. Praca zeszła na dalszy plan. Zofia wiedziała, że powinna wysłać dziś raport, ale teraz liczyło się tylko życie, które rosło w niej.

Wieczorem, gdy Marek otworzył drzwi, niemal natychmiast podała mu test.

Co to? Marek spojrzał na nią niepewnie.

Jestem w ciąży wyszeptała.

Oboje byli zaskoczeni, Marek uśmiechnął się jednak lekko:

Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?

Tak… Co teraz?

Zamyślił się na chwilę, po czym pogładził ją po brzuchu:

Zaczniemy wymyślać imię dla malucha!

Ale praca? Długi?

Damy radę! Mama na pewno pomoże z dzieckiem. Przecież kocha dzieci!

Marek uświadomił sobie, jak wiele się zmienia w ich życiu, sadzając ją na kanapę. Zofia niespodziewanie się rozpłakała:

Boję się, Marek… Poród, ból! A jak zajmować się takim maleństwem? Jeśli go upuszczę? Jeśli źle chwycę?

Cicho, Zosiu przytulił ją mocno. Będę przy tobie. Razem sobie poradzimy.

Zofia uspokoiła się w jego ramionach, a chwilę później to już ona osobiście zadzwoniła do Stefani, żeby powiadomić ją o nowinie. Przeczuwała, że teściowa się bardzo ucieszy i nie pomyliła się…

Oceń artykuł
TwojaCena
Ona się nie pomyliła