Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

Piotr ożenił się z Natalią na złość swojej wielkiej miłości, chcąc udowodnić sobie i jej, że nie cierpi po odejściu ukochanej. Z Martą spotykał się prawie dwa lata. Kochał ją tak, że świat stawał na głowie; gotów był nosić ją na rękach i przenosić góry. Był pewien, że wszystko prowadzi do ślubu. Zresztą, nie podobało mu się tylko, kiedy Marta próbowała to odwlekać:

Po co nam teraz ślub? Ja jeszcze studiów nie skończyłam, u ciebie w firmie nie najlepiej się układa. Ani porządnego samochodu, ani własnego mieszkania nie masz. Iga to moja najlepsza przyjaciółka, ale codzienne spotkania z nią w kuchni? Nie chcę tego. Gdybyś nie sprzedał domu po rodzicach, moglibyśmy tam zamieszkać.

To trochę bolało Piotra. Ale Marta miała rację: mieszkał z siostrą w mieszkaniu po rodzicach, a w rodzinnej firmie dopiero zaczynał łapać orient. Kto by przewidział, że będzie musiał przejąć zarząd, zanim skończy studia? Piotr i tak ledwo ogarniał wszystko na raz, próbując ratować interes i zdobyć dyplom.

Dom sprzedali za porozumieniem z Igą. Doszli do wniosku, że ważniejsze jest utrzymanie biznesu. W pół roku, zanim oficjalnie przejęli spadek, uzbierało się sporo długów oboje byli wtedy jeszcze studentami, Piotr na ostatnim roku, Iga na trzecim. Sprzedaż domu pozwoliła spłacić zobowiązania, zainwestować część w sklep i jeszcze została niewielka rezerwa.

A Marta uważała, że trzeba żyć chwilą, nie czekając na nieosiągalne jutro. Łatwo jej było mówić cały czas miała wsparcie rodziców. Ale kiedy nagle stajesz się głową rodziny, nadzieją i opoką dla siostry, myślisz już inaczej. Piotr wiedział, że jeśli uporządkuje sprawy, będzie miał dobry samochód, dom i ogród.

Nic nie zapowiadało, co się wydarzy. Czekał na Martę na przystanku przy kinie, umówieni byli na film. Poprosiła, by nie podjeżdżał po nią do domu dziwiło go to, bo Marta nie znosiła komunikacji miejskiej. Patrzył więc, czy wysiada z autobusu, tymczasem podjechała luksusowym autem.

Wybacz, nie możemy być razem. Wychodzę za mąż podała mu jakąś książkę, szybko się odwróciła i wsiadła do samochodu.

Piotr stał długo, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał. Co mogło stać się w te trzy dni jego nieobecności w Warszawie?

Iga zrozumiała wszystko po wyrazie jego twarzy:

Już wiesz?

Kiwnął głową w milczeniu.

Znalazła bogatego sponsora. Ślub dwudziestego piątego. Chciała, żebym była świadkową, ale odmówiłam. Tak się nie robi! Iga rozpłakała się, rozżalona losem brata.

Cicho, już dobrze pogładził ją po głowie, jak wtedy, gdy byli dziećmi. Niech jej się wiedzie, a nam po prostu będzie jeszcze lepiej.

Następne dwadzieścia cztery godziny Piotr spędził zamknięty w pokoju. Iga pukała:

Chociaż coś zjedz. Usmażyłam naleśniki…

Gdy w końcu wyszedł, miał błysk w oku:

Ubieraj się, ruszamy.

Co ty wymyśliłeś?

Ożenię się z pierwszą spotkaną dziewczyną, która powie tak.

To głupie próbowała go przekonać Iga. Nie tylko swoją przyszłością ryzykujesz.

Było to jednak bezskuteczne.

Nie pójdziesz ze mną, pójdę sam!

W parku było sporo ludzi. Pierwsza spotkana dziewczyna popukała się w czoło. Druga wyraźnie uciekła, ale trzecia spojrzała mu głęboko w oczy i zgodziła się.

Jak masz na imię? zapytał.

Natalia odparła dziewczyna.

Trzeba uczcić zaręczyny Piotr zabrał nowo poznaną i Igę do kawiarni.

Przy stoliku zapanowało niezręczne milczenie. Iga nie wiedziała, jak się odnaleźć, Piotr obmyślał plan zemsty. Już wiedział, że ślub musi odbyć się tego samego dnia, co Marty pobierającej się z nowym wybrankiem.

Musisz mieć powód, że oświadczyłeś się nieznajomej przerwała ciszę Natalia. Jeśli to tylko impuls, nie obrażę się. Możesz się wycofać.

Dałaś słowo. Jutro składamy podanie i idziemy poznać twoich rodziców.

Piotr mrugnął.

Ale moglibyśmy już być na ty.

Przez cały miesiąc przed ślubem codziennie się spotykali, rozmawiali, poznawali się powoli.

Ty mi powiedz, dlaczego właściwie się zgodziłaś? spytał pewnego razu Piotr.

Wyobraziłam sobie siebie jako bohaterkę polskiej bajki, wydawaną za mąż przez króla za nieznajomego. Takie opowieści kończą się słowami: żyli długo i szczęśliwie. Chciałam przekonać się, czy to prawda.

Prawda była taka, że życie już ją nauczyło przeszła rozczarowanie, straciła trochę oszczędności, ale dzięki temu zaczęła dobrze oceniać ludzi. Natychmiast rozpoznawała pozerów i trzymała ich na dystans. Nie szukała specjalnie tego jedynego, ale wiedziała, że potrzebuje mądrego, samodzielnego faceta, który potrafi podejmować decyzje. U Piotra widziała odwagę i konkret. Gdyby szedł z kolegami, nie zwróciłaby na niego uwagi.

Jaką jesteś bajkową bohaterką? Jagienką, Balladyną czy może królewną żabką?

Pocałuj, to się przekonasz zażartowała.

Ale nie było między nimi ani pocałunków, ani bliskości.

Piotr wszystkiego dopilnował od przygotowań wesela po wybór kreacji ślubnej. Nie pozwolił nikomu wybrać sukni i welonu.

Będziesz najpiękniejsza powtarzał jej.

W Urzędzie Stanu Cywilnego, na chwilę przed ceremonią, spotkali Martę i jej narzeczonego. Piotr przybrał maskę:

Pozwól, że ci pogratuluję pocałował ją w policzek. Bądź szczęśliwa z tym twoim portfelem na nogach!

Nie rób scen syknęła Marta.

Oceniając wzrokiem Natalię, zobaczyła piękną, elegancką kobietę o królewskim wdzięku. Marta czuła przegraną. Zazdrość ściskała jej serce. Szczęścia nie odczuwała, czuła za to, że popełniła błąd i nie dostanie tego, na co liczyła.

Piotr wrócił do Natalii:

Wszystko okej powiedział udając luz.

Jeszcze możesz się wycofać szepnęła Natalia.

Nie. Gramy do końca.

Dopiero w sali ślubnej, spoglądając na smutne oczy swojej przyszłej żony, uświadomił sobie, co narobił.

Sprawię, że będziesz szczęśliwa mówił te słowa i wierzył w nie.

Zaczęła się nowa codzienność. Iga i Natalia zaprzyjaźniły się, świetnie się dogadywały i wzajemnie uzupełniały. Temperamentnej Idze Natalia pomagała panować nad emocjami, a sama zorganizowała domowe życie i stopniowo przejmowała dyskretnie stery w gospodarstwie.

Natalia, jako świetna ekonomistka i księgowa, szybko uporządkowała finanse. Po pół roku otworzyli drugi sklep, a niedługo potem zorganizowali ekipy remontowe sprzedawali materiały budowlane i robili remonty. Zyski szybko urosły.

Była jak mądra Jagienka: umiała tak podsunąć pomysł, że Piotr sądził, iż to on wpadł na rozwiązanie. Życie robiło się coraz stabilniejsze, przewidywalne, spokojne. To rutyna myślał Piotr. Nie kocham jej, to wszystko wyjaśnia.

Dzięki Natalii weszli na wyższy poziom zajęli się budową domów pod klucz. Pierwszy wybudowali dla siebie piękny, przestronny dom.

Im lepiej się im wiodło, tym częściej Piotr wracał myślami do Marty: Nie mogła poczekać. Gdyby zobaczyła, czym teraz jeżdżę, w jakim domu mieszkam… To nie dom, to willa! Coraz częściej myślał: A może?

Natalia zauważała, że mąż czegoś szuka. Chciała być tą, którą pokocha, ale serca nie zmusisz, zwłaszcza cudzego. Nie każda bajka kończy się szczęściem myślała z żalem, ale nadzieję zawsze miała takie już miała imię.

Iga też widziała, co się dzieje.

Stracisz więcej, niż możesz zyskać powiedziała, gdy przyłapała Piotra na przeglądaniu profilu Marty w internecie.

Nie mieszaj się do tego! warknął.

Iga zmrużyła oczy.

Głupi jesteś. Natalia naprawdę cię kocha, a ty się bawisz!

Jeszcze tego brakowało, żeby gówniara mnie pouczała! złościł się Piotr, ale myśli coraz częściej uciekały ku Marcie. W końcu napisał do niej.

Marta narzekała, że jej życie osobiste się rozsypało. Mąż wyrzucił ją za drzwi, nie skończyła studiów, nie miała pracy, mieszkała w Krakowie w wynajętym mieszkaniu.

Piotr dwa dni bił się z myślami: jechać, czy nie. Wypadło tak, że został sam na kilka dni żona pojechała do chorej babci na wieś. Pokusa była ogromna.

Zebrał się i pojechał. Całą drogę do Krakowa czuł się, jakby leciał na skrzydłach, wyobrażał sobie powrót do dawnego uczucia.

Rzeczywistość była brutalna.

Jak cię dobrze widzieć! rzuciła mu się na szyję Marta.

Poczuł nieprzyjemny zapach. Odsunął się.

Ludzie patrzą mruknął.

Nie obchodzi mnie to! roześmiała się głośno.

Tania spódniczka, niechlujny makijaż, podejrzane perfumy… Obecna Marta przegrywała z Natalią na każdym kroku. Zawsze była taka? Dlaczego tego nie widziałem? bił się z myślami, patrząc, jak popija piwo.

Daj mi trochę pieniędzy, odwdzięczę się… oblizała usta.

Piotr nie wiedział, jak się jej pozbyć.

Muszę już iść wstał od stolika.

Spotkamy się jeszcze?

Wątpię poprosił kelnera o rachunek.

Ja chcę tu zostać… zaczęła marudzić Marta.

Proszę, niech pani skorzysta z tej kwoty włożył sporą sumę w złotówkach do rachunku.

Kelner pokiwał ze zrozumieniem.

Do domu wracał tak szybko, jak tylko pozwalały znaki.

No i głupi, Iga miała rację! Po co mi to było? wyrzucał sobie.

A przecież nigdy nie mówiłem do żony Natalko. Nie mam nikogo bliższego i droższego… Zatrzymał się na poboczu, rozważał, co przyniosły te wspólne lata. Widział oczyma wyobraźni twarz żony, jej oczy, głęboko niebieskie, jak się uśmiecha, jak czule gładzi mu włosy swoimi smukłymi palcami.

Obiecałem, że ją uszczęśliwię pomyślał. Odpalił samochód i zawrócił. Po dwudziestu kilometrach zjechał z głównej drogi i skierował się do babcinego domu.

Tydzień bez ciebie to za długo. Dwa dni bez ciebie mnie pokonały powiedział, gdy Natalia wybiegła do niego z domu.

Zwariowałeś śmiała się przez łzy.

Natalko, kochana szeptał jej do ucha, a obojgu kręciło się w głowie ze szczęścia.

Życie czasem prowadzi nas bardzo krętymi ścieżkami. Szukamy szczęścia daleko, a ono jest tuż obok w codzienności, oddaniu, wzajemnej trosce. Nie zawsze porywy serca niosą trwałe szczęście, a rutyna, którą czasem tak bardzo się gardzi, może być fundamentem prawdziwej miłości tej, która przetrwa wszystko i daje najwięcej.

Oceń artykuł
TwojaCena
Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że nie cierpi po tym, jak go zostawiła.