Ola całymi dniami szykowała się do Sylwestra: sprzątała, gotowała, nakrywała do stołu. To jej pierws…

To było dawno temu, kiedy szykowałam się na swoje pierwsze powitanie Nowego Roku bez rodziców. Cały dzień krzątałam się w małym mieszkaniu w Warszawie: sprzątałam, gotowałam, nakrywałam do stołu. Wszystko dla Marka mojego ukochanego, z którym mieszkałam dopiero od trzech miesięcy.

Marek był ode mnie starszy o piętnaście lat. Miał za sobą nieudane małżeństwo, płacił alimenty, a czasem, zbyt często, zaglądał do kieliszka… Ale gdy się kogoś kocha, to takie rzeczy wydają się drobiazgami. Nikt nie rozumiał, co właściwie mnie w nim zauroczyło; do przystojniaków nie należał wręcz przeciwnie, można było uznać go za brzydkiego, wiecznie naburmuszony, złośliwy, skąpy do granic, zawsze bez grosza. A jak już jakieś złotówki się pojawiły, to wydawał je tylko na siebie. W tym właśnie moim Marku zakochałam się bez pamięci.

Cały ten czas żywiłam nadzieję, że Marek doceni, jaką jestem gospodarną i spokojną kobietą. Wierzyłam, że w końcu będzie chciał się ze mną ożenić. Powtarzał przecież: Trzeba ze sobą trochę pomieszkać, zobaczyć, jaka z ciebie gospodyni. Bo jeszcze będziesz taka jak była żona. O tej pierwszej żonie nie opowiadał prawie nic, ciągle owijał w bawełnę. Tym bardziej się starałam: znosiłam jego powroty po alkoholu, dbałam o dom, gotowałam, prałam, zakupy za własne pieniądze przynosiłam, byle tylko nie pomyślał, że jestem interesowna. Stół na wigilię też sama zastawiłam i nawet nowy telefon dla Marka przygotowałam w prezencie.

Kiedy ja krzątałam się po kuchni, mój ukochany szykował się do świętowania na swój sposób czyli upijał się z kolegami. Wrócił w dobrym humorze i oświadczył, że na Nowy Rok przyjdą goście jego znajomi, których nawet nie znałam. Była godzina do północy, stół już nakryty, cały nastrój prysł, ale starałam się nie wybuchnąć. Przecież nie chciałam, by pomyślał o mnie jak o swojej byłej.

Na pół godziny przed Nowym Rokiem do mieszkania wtargnęła grupa pijanych mężczyzn i kobiet. Marek rozpromienił się, wszystkich sadzał przy stole, impreza rozkręcała się na całego. Mnie nawet nikomu nie przedstawił, a goście całkiem mnie ignorowali zajęci byli sobą, swoimi żartami, chichrami. Kiedy zachęciłam, by już nalewać szampana do kieliszków, bo za chwilę sylwester, jedna z kobiet spytała z drwiącym uśmiechem:

A to kto w ogóle jest?

Sąsiadka od łóżka zawył śmiechem Marek, a za nim reszta kompanii.

Jedli przygotowane przeze mnie jedzenie, przy czym sami sobie dogryzali, a mnie wyszydzali. O północy, gdy zegar wybił dwanaście, śmiali się, jaka to jestem naiwna i chwalili Marka, że złapał sobie darmową kucharkę i sprzątaczkę. Marek ani słowem mnie nie obronił przeciwnie, śmiał się z nimi, zajadając się moimi potrawami.

Cicho wyszłam z pokoju, wsunęłam wszystkie swoje rzeczy do toreb i nie oglądając się, poszłam do rodziców. Tak okropnego Nowego Roku nie przeżyłam nigdy. Mama tylko westchnęła: A nie mówiłam?, tata pogładził mnie po ramieniu, a ja wyleczyłam się ze złudzeń i doszczętnie ryczałam rozczarowanie.

Minął tydzień. Marek, gdy już nie miał pieniędzy na kolejne piwo, przyszedł do mnie, jakby nic się nie stało:

A ty co, obraziłaś się i uciekłaś? dopytywał się, widząc, że nie zamierzam wracać. No nieźle, ty sobie u mamusi siedzisz, a ja w domu nawet myszy nie mam czym nakarmić. Jeszcze trochę, a będziesz jak moja była!

Zamurowało mnie z oburzenia. Ile razy w myślach układałam sobie, co powiem. Teraz jednak byłam w stanie tylko zamknąć mu drzwi przed nosem i odesłać do licha.

Tak to właśnie wtedy, tego pamiętnego Nowego Roku, zaczęło się moje nowe życie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ola całymi dniami szykowała się do Sylwestra: sprzątała, gotowała, nakrywała do stołu. To jej pierws…