Grażyno, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie puszcza się matka Michała, Teresa Kowalska.
Według mnie nie mam zbędnych, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdemu trzeba być jak wiór i słomka ripostuje Grażyna, przyglądając się złośliwie Elżbiecie i Teresie.
Elżbieta, mająca już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypomina Michała chudego, garbatego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Teresa zaś jest niczym prosta, sztywna drut do szydełkowania.
Michał ma już dosyć tego ciągłego wpatrywania się w sylwetki. Marzy o kobiecie radosnej, z apetytem na życie, i w końcu ją znajduje.
Nazywa się Grażyna. Grażyna same słowa pachnące jak ciepłe ciasto w piekarni. Nie jest pulchna, ale przy 173cm wzrostu waży 85kg. Te kilogramy promieniują zdrowiem i uśmiechem. Ma wysokie piersi, smukłą talię, kobiece kształty i piegi na pełnych policzkach, które aż prosi się, by je przygryźć. Michał zachwyca się, gdy tylko ją zobaczy.
Wieczorem Michał wozi Elżbietę do banku PKO BP w Warszawie. Ona bierze kupon i siada w wyznaczonym fotelu, a on krąży po sali, czekając.
Nagle dochodzi do niego srebrzysty, dzwoniący śmiech. Jest cichy, ale tak zaraźliwy, że Michał nieświadomie się uśmiecha. Nie może oprzeć się pokusie podążyć za dźwiękiem.
Śmieje się kasjerka, Ania, obsługująca starszego klienta. Ten powie coś zabawnego, a ona jeszcze raz się roześmiewa. Michał nie odrywa od niej oczu od falującej fryzury po usta w kształcie kokardy. Co więcej, jej sylwetka wydaje się całkowicie proporcjonalna, co widać gołym okiem.
Michał jedzie w samochodzie z Elżbietą, słuchając jej monotonnej opowieści, ale myśli o Anii, jakby nie był tu, nie przy Elżbiecie, lecz w banku, przy tej dziewczynie.
Michał, słuchasz mnie? pyta niezadowolona siostra.
Oczywiście, Elżbieto, słucham odpowiada, starając się odgadnąć, o co chodzi w jej słowach.
Wiesz, mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka skarży się Elżbieta o swojego stałego zalotnika. Michał przytakuje współczująco, zadziornie wyciągając język, jakby mówił: Co za łajdak
Następnego dnia, pod koniec popołudnia, Michał biegnie do banku. Jego marzenie o Anii jest w zasięgu ręki, a on z ulgą westchnie, gdy wchodzi. Po zamknięciu placówki wyciąga z auta bukiet róż i podchodzi do dziewczyny.
Dziewczyno, nie potrzebujesz męża, czy może chcesz go dla mamy? wyrzuca nieco wymądrzonym tonem, podając jej róże.
Jego twarz wygląda na nieco zdezorientowaną i zabawną, więc Ania rozbawia się dźwięcznym śmiechem i przyjmuje kwiaty.
Boże, jakie piękne! Jak cudownie pachną! zachwyca się, pochylając się w stronę róż, a Michał nie może oderwać od niej wzroku.
Od tej chwili są nierozłączni. Zdarza się w życiu tak, że spotykasz kogoś i od razu wiesz, że to już wszystko, co ci potrzeba. Tak stało się z Michałem i Grażyną. Po miesiącu znajomości składa jej oświadczyny, a ona zgadza się z radością. Teraz muszą poznać rodziny.
Rodzice Grażyny przyjmują go przy obficie zastawionym stole, pełnym domowych ciast, śmiechu i gwaru. Matka Grażyny, piękna i dostojna Maria Nowak, całuje go w oba policzki, co go kompletnie zakłóca. Ojciec, Stanisław, przybija mu serdecznie w ramię, jak starego przyjaciela, i prowadzi do kuchni.
Trzymaj się z daleka od kobiet, bo cię przytłoczą. Ale nie martw się, Teresa, matka Michała, to spokojna, życzliwa kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. Grażyna jest naszym diamentem proszę, chroń ją, synu. mówi Stanisław, patrząc uważnie na Michała.
Wszyscy siedzą przy stole, jedzą z apetytem, głośno się śmieją, opowiadając zabawne historie. Potem Jan Kowalski, ojciec Michała, gra na gitarze, a goście podśpiewują. Michał czuje się w tej rodzinie tak, jakby znał ją od zawsze.
Trzy dni później jedzie do rodziców Grażyny. Po drodze wjeżdżają do cukierni, gdzie Grażyna kupuje ręcznie robione eklerki z kremem dla pań. O piątej po południu docierają pod dom.
Drzwi otwiera matka Michała, Helena Anasztazja.
Och Witajcie, kochani mówi, zaskoczona, patrząc na Grażynę i zamarzając w progu z otwartymi ustami, trzymając się za klamkę.
Mamo, też cię kocham. Może nie stójmy na progu i wejdźmy do środka? szepcze Michał, prowadząc matkę, i wchodzą do środka.
Oczywiście, synku Proszę, wchodźcie. A ty, Grażyno, to naprawdę ty? zapytuje, przyglądając się dokładnie od stóp po głowę.
Tak, jestem Grażyna! Bardzo się cieszę, że się poznajemy. podaje rękę Helenie, wchodząc. Matka Michała patrzy na nią z niedowierzaniem.
Tato, Elżbieta, mama, to jest Grażyna, moja narzeczona, już złożyliśmy wniosek i wkrótce będziemy mieli wesele. To moja rodzina: siostra Elżbieta, matka Teresa i tata Maciej. przedstawia Michał swoją narzeczoną.
Wiadomość o weselu wywołuje zdziwienie wśród bliskich Michała; w pokoju zapada cisza, słychać tylko stukot sztućców.
Tak! Grażyno! Cieszymy się z was i serdecznie witamy w rodzinie. Czy przynieśliście butelkę wina? Idealnie! A może jakieś przysmaki dla dziewczyn? rozluźnia atmosferę tata Maciej.
Nie, nie jemy ciast, zwłaszcza po nocnych porankach. Co wy, Grażyno Helena odpycha niechętnie pudełko ze słodkościami.
Wy nie jedzicie, a my jemy! Dajcie nam to pudełko, zobaczymy, co w środku. Myślę, że Grażyna nic złego nie przyniesie. Dobrze, Grażyno? żartuje tata.
Wszyscy w końcu siadają, podają się po trochu. Na stole czekolada, lekkie przystawki i butelka szampana. Otwierają ją, stukają kieliszkami, a po chwili znowu zapada niekomfortowa cisza.
Mamo, właśnie poznałem rodziców Grażyny. Są wspaniali, na pewno wam się spodobają mówi Michał, starając się przerwać milczenie. Grażyna przygląda się kieliszkowi, a Elżbieta nie odrywa wzroku od Grażyny. Tata zaczyna opowiadać dowcip, wszyscy się śmieją i napięcie nieco opada.
Grażyno, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Zaoferuję ci pomoc, żeby rozwiązać twój problem. nagle mówi Teresa.
Problem? Nie mam żadnego problemu. odpowiada zaskoczona Grażyna.
No więc? Grażyno, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? powtarza matka Michała.
Według mnie nie mam zbędnych, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdej trzeba być jak wiór i słomka. grać dalej przygląda się Elżbiecie i Teresie. Elżbieta wybucha gniewem.
Grażyno, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A kiedy urodzisz, nie mam pojęcia, co się stanie mówi Teresa.
Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, a mój ukochany i dziecko będą przy mnie. A ty, Elżbieto, nie jesteś wciąż w związku? Jestem pewna, że taka smukła kobieta musi mieć przynajmniej przystojnego mężczyznę i dwójkę dzieci odpowiada Grażyna, gryząc ciastko.
Elżbieta łapie się za gardło, chce coś dodać, wciąga powietrze, ale konflikt przerywa Maciej. Napełnia kieliszki i wznosi toast:
Za kobiety tej rodziny, różne, ale kochane!
Po kilku godzinach wychodzą na ulicę, patrzą na siebie, westchną jednocześnie i nagle wybuchają śmiechem, nie ukrywając radości.
Nie spodziewałam się usłyszeć od przyszłej teściowej, że jestem pulchna.
Grażyno, kochana, wiesz, że jesteś piękna! A matka z siostrą? Wybacz im łaskawie. Krewnych się nie wybiera.
Wesele wyznaczone jest na 25 sierpnia. Tego dnia krewni i przyjaciele gromadzą się w Urzędzie Stanu Cywilnego, by być świadkami ślubu. Po ceremonii goście przechodzą do restauracji.
Panna młoda lśni w eleganckiej sukni, podkreślającej jej kobiecą, czarującą sylwetkę. Pan młody nie może oderwać od niej spojrzenia. Matka panny młodej, Maria Nowak, nie ustępuje w pięknie i przepychu. Jej suknia podkreśla figurę, a mężczyźni nie mogą oderwać od niej oczu. W przeciwieństwie do surowej, niskiej swatki w proTak zakończyli ten cudowny dzień, trzymając się za ręce i patrząc w przyszłość pełną miłości.




