Okradasz mojego syna, on nie ma nawet na żarówkę – czyli jak teściowa próbuje zedrzeć pieniądze na p…

Niedzielny poranek. Leżałem sobie pod kocem na kanapie i odpoczywałem. Monika, moja żona, pojechała do swojej mamy na drugi koniec Warszawy tak niby tylko wymienić żarówki. Oczywiście wiedziałem, że powód wizyty jest inny:
Synku, pamiętasz, że dzisiaj urodziny Maćka?

Zawsze powtarzam, że Monika to kobieta, która nie potrafi oszczędzać. Wypłata rozchodzi się jej w trzy dni, góra pięć. Dobrze, że pierwsze, co robi, to przekazuje mi środki na prąd, gaz i zakupy. Reszta idzie na jakieś nowe planszówki, dodatki i całą masę pierdół, które kupuje, bo to ją relaksuje. Sam wolę nie dyskutować niech się bawi, a nie szwenda z koleżankami czy łazi po pubach do rana. Poza tym gdzieś czytałem mądrą myśl, że pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa są najcięższe dla każdego człowieka.

Nie opisuję tego wszystkiego po to, aby ktoś mi współczuł. Po prostu próbuję pokazać, czemu Monika ciągle ma pusty portfel, a ja nie. Jakoś umiem odkładać, czasem nawet pożyczam Monice w nagłych przypadkach. Ale gdy prosi o pieniądze dla swojej matki, siostrzenic czy młodszej siostry, zawsze odmawiam.

No ale, rzecz jasna, przypomniałem sobie, że dziś są urodziny Maćka, siostrzeńca Moniki, więc prezent zamówiłem już tydzień temu. Zanim wyjechała do rodziny, wręczyłem jej pudełko i włączyłem sobie mecz. Pojechać nie zamierzałem z teściami nie pałam sympatią, a oni do mnie.

Oni są przekonani, że Moniki nie kocham, bo nie chcę wydawać na nich pieniędzy, a zabawy w opiekę nad cudzymi dziećmi omijam szerokim łukiem. Kiedyś już raz zgodziłem się popilnować dziewczynki szwagierki przez godzinę, ale wyszło na to, że godzina trwała pół dnia i przez to prawie spóźniłem się do pracy! Zwróciłem delikatnie uwagę, usłyszałem, że jestem bezczelny i niewychowany. Od tamtej pory za każdym razem odmawiam. Nie mam też nic przeciwko temu, że Monika uwielbia bawić się z siostrzenicami, ważne, że ja mam spokój.

Monika jeszcze dobrze nie wróciła, a już cała jej rodzina, łącznie z mamą i siostrzenicami, pojawiła się u nas w domu. Teściowa, bez nawet zdjęcia płaszcza, przeleciała przez przedpokój i od progu wyłuszczyła sprawę:

Zdecydowaliśmy, że skoro Maciek ma urodziny, należy mu się porządny prezent sam sobie wybrał tablet za dwa tysiące. Jesteś mi winien tysiąc złotych, daj natychmiast.

Pewnie bym kupił Maćkowi tablet, ale na pewno nie za taką kwotę. Uśmiechnąłem się więc i powiedziałem, że nie dam ani grosza. Wtedy nawet Monika zaczęła mi robić wyrzuty, że jestem dusigrosz. Postanowiłem więc szybko działać otworzyłem komputer, zawołałem chłopaka i w pięć minut wybraliśmy fajny gadżet, niedrogi, ale porządny. Zapłaciłem i wręczyłem Maćkowi. Chłopak aż pobiegł z radości do swojej mamy.

Oczywiście szwagierka tylko się skrzywiła, jakby miała super-magnesy w kieszeniach, zawsze coś przypadkiem jej się przyklei. Jednak teściowa nie była zachwycona moim gestem wręcz się zagotowała.

Nikt cię nie prosił o zakupy! Chciałam, żebyś dał pieniądze. Przecież jesteś z moją córką, a ona przez ciebie chodzi bez grosza, jak żebrak nawet na żarówkę was nie stać! Natychmiast daj mi tysiąc złotych, to są przecież oszczędności Moniki!

I wtedy już przegięła. Sięgnęła łapą do mojej torby położonej przy kanapie. Spojrzałem ostrzegawczo na żonę i mruknąłem tylko pod nosem:
Masz trzy minuty, żeby wyprosić swoją rodzinę!

I to wystarczyło. Monika wzięła swoją mamę pod rękę i praktycznie wyrzuciła ją za drzwi. Trzy minuty wystarczyły, by mieć spokój.

Zastanawiam się czasem, czy nie byłoby łatwiej, gdybym ożenił się z sierotą. Z drugiej strony wolę już, by Monika wydawała swoje pieniądze na zabawki, niż żeby rodzina co tydzień usuwała jej konto do zera. Wyniosłem z tego jedną, bardzo ważną lekcję strzeż swojej wolności i portfela, bo nawet w rodzinie faceci muszą umieć postawić granicę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Okradasz mojego syna, on nie ma nawet na żarówkę – czyli jak teściowa próbuje zedrzeć pieniądze na p…