Od pierwszego dnia naszego wspólnego życia czułam się w domu teściowej jak intruz.

Od pierwszego dnia naszego wspólnego życia czułam się w domu teściowej jak intruz. Traktowała mnie okropnie. Ostatecznie sama znalazła się w takiej samej sytuacji.

Po ślubie Tomasz przywiózł mnie do swojego rodzinnego domu i zaczęłam mieszkać z teściową. Zabraniała mi korzystać z niektórych sprzętów AGD, a przecież własnych nie mogliśmy kupić, nie byłoby gdzie ich postawić. Doszło do tego, że bardzo często prałam ręcznie swoje ubrania.

Nie przepuściła mojej mamy przez próg domu, kiedy ta przyjechała do mnie w odwiedziny! Pozwoliła jej jedynie zostawić większy bagaż. Mama zmuszona była prosić znajomych o nocleg. Wspominam tamte czasy trochę jak przez mgłę. Wyrzuciłam je z pamięci dawno temu. Ironia losu jest taka, że teraz to moja teściowa mieszka w czyimś domu!

Poznaliśmy się z Tomaszem kiedy kończyłam drugi semestr na Uniwersytecie w Poznaniu. Ja młodziutka studentka i on właśnie rozpoczynający studia doktoranckie. Bardzo szybko postanowiliśmy się pobrać. Świeżo po ślubie przywiózł mnie do rodzinnego domu, gdzie wciąż mieszkała jego matka Maria. Miał też siostrę Kingę, która studiowała za granicą. Dom był dwupiętrowy, powinno wystarczyć miejsca dla wszystkich. Tomasz i ja zamieszkaliśmy na piętrze. Teściowa od początku nie planowała zawierać ze mną bliższej relacji. Obca kobieta na jej terytorium – tego od początku nie było w jej planach! Dobrze wiedziałam, że w głowie od dawna miała inną kandydatkę na swoją synową. Może nie najpiękniejszą, ani najmądrzejszą ale z bardzo bogatej rodziny. A tu proszę, syn przyprowadził do domu zwykłą dziewczynę z małego miasteczka, która bała się oddychać, żeby nie sprawić niezadowolenia teściowej.

Maria była raczej skąpa w okazywaniu uczuć. Najwięcej ciepła i miłości otrzymał on od swojej babci, która właściwie go wychowywała. Niestety po jej śmierci musiał wrócić do domu swojej matki. Tomasz nie znał swojego ojca. Ten gdy dowiedział się, że Maria spodziewa się dziecka, wyszedł po zapałki i nigdy nie wrócił. Zupełnie nie był gotowy do życia rodzinnego. Maria musiała radzić sobie sama. Była atrakcyjną i sprytną kobietą. Już w wieku niemowlęcym oddała Tomka pod opiekę swojej mamie i właściwie od tego momentu przestała brać udziału w jego wychowaniu. Wkrótce wyszła za mąż i urodziła kolejne dziecko, Kingę. Czasami odwiedzała swojego starszego syna ale do swojego domu zapraszała go bardzo rzadko, bo ojczymowi nie było to w smak. Kinga wspomina swoje dzieciństwo jako czas zupełnej beztroski. Pewne wakacje rodzeństwo spędziło razem u babci, ponieważ Maria z mężem pojechała na wczasy za granicę. Kinga nieustannie okazywała swoją wyższość bratu i chwaliła się prezentami od rodziców, o których mój mąż mógł wtedy tylko pomarzyć. Biedny Tomeczek, pozbawiony rodzicielskiej miłości, żył razem z babcią w jej małym, ubogim mieszkanku. O drogich prezentach nie było mowy. Babcia nie mogła dać mu wiele materialnych rzeczy ale dostawał od niej nieograniczone pokłady miłości, ciepła i wsparcia. Tomasz ciężko pracował na swój sukces. Od najmłodszych lat zmuszony był na siebie zarabiać i udawało mu się łączyć to z nauką. Maria kochała młodszą córkę i łożyła jej wykształcenie spore sumy.

Moje lata spędzone z teściową były traumatyczne. Wyprałam je z pamięci. Marzyłam tylko o tym, aby jak najszybciej stamtąd uciec. Nieważne gdzie. Od początku było wiadomo, że Maria czekała tylko na powrót Kingi ze studiów, by jak najszybciej uregulować kwestie spadkowe i to jej przekazać cały swój majątek. W tamtym okresie Tomasz bardzo dużo pracował, wyjeżdżał w długie delegacje. Kiedy był w domu moja teściowa nie wchodziła z nami w żadne interakcje. Zaczynała się nade mną znęcać dopiero w czasie jego nieobecności. Moja mama została wręcz wyproszona z jej domu i zmuszona do spędzić noc u dalekich znajomych. Wiedziała jaka jest moja teściowa, więc rozumiała wszystko bez słów. Nie skarżyłam się mężowi, chciałam uniknąć afery. W weekendy wychodziłam z domu, nieważne gdzie, chodziłam do parku, do kina, muzeum, biblioteki, aby jak najdalej od tej kobiety. Każde moje spotkanie z nią oznaczało nowe spory i nieporozumienia. Patrzyłam w cudze okna i marzyłem o własnym – przytulnym kąciku, choć małym i ciasnym, ale własnym, w którym nie byłoby obelg i nie kuliłbym się po kątach, uciekając od ciągłych narzekań. Byłaby to nasza bezpieczna przystań gdzie ja, mój mąż i nasze przyszłe dzieci będziemy żyć w spokoju i szczęściu. Wtedy już czułam, że rodzi się we mnie nowe życie. Wychudzona z nerwów, okrutnie zmęczony po zajęciach, chodziłam zmarznięta oglądałam mieszkania do wynajęcia.

Nie wiedziałam, że może być jeszcze gorzej. Moje życie zamieniło się w piekło, gdy wróciła Kinga. Moja teściowa, kompletnie oszalała. Opętała ją myśl by jak najszybciej wydać swoją ukochaną córkę za mąż. W międzyczasie, starała się doprowadzić do naszej wyprowadzki. Zabroniła mi korzystać z pralki, mówiąc, że kupiła ją dawno temu za własne pieniądze. Nie mogliśmy kupić własnej. Oszczędzaliśmy pieniądze, poza tym nie było miejsca na dwa takie urządzenia. Nocą nie pozwalała na odpoczynek. Celowo bardzo głośno oglądała telewizor, trzaskała garnkami w kuchni. Praktycznie w ogóle wtedy nie spałem. To wszystko było po prostu bardzo przykre. Nie wiedziałam co robić. Nie mogłem nic powiedzieć, bo mieszkałem w jej domu, według jej zasad.

Po urodzeniu syna stał się cud. Przenieśliśmy się do małego, służbowego mieszkania, które Tomasz otrzymał od firmy. Syn miał miesiąc. Nie posiadałam się ze szczęścia. W swoim małym gniazdu w końcu czułam się swobodnie.  Nikt mnie nie obrażał, nie komentował złośliwie każdego mojego kroku, nikt się nie złościł.

Oceń artykuł
TwojaCena
Od pierwszego dnia naszego wspólnego życia czułam się w domu teściowej jak intruz.