Tomek, powiedz mi, jak ty mogłeś zapomnieć?! Rano ci przypominałam kilka razy, jeszcze ci SMS-a wysłałam! Zofia patrzyła na męża z wyrzutem.
On stał z miną zbitego psa w drzwiach kuchni i tylko wzruszał ramionami.
No nie wiem, Zosiu… Jakoś wyleciało mi z głowy. próbował się bronić Tomek.
A telefonu też nie sprawdzałeś?
Nie wyjmowałem z kieszeni, to i nie zobaczyłem twojej wiadomości…
Zofia już była na granicy wybuchu.
Nowy akumulator do samochodu kupić nie zapomniałeś, ale o prezencie dla naszej Julki pod choinkę już tak…
No tak wyszło Sklep z częściami był otwarty tylko do 20:00, to się śpieszyłem. Przepraszam cię.
Czasem mam wrażenie, Tomek, że twoje gruchoty są ważniejsze niż nasza córka westchnęła ciężko Zofia, siadając przy stole i zerkając na zegarek.
Było już pięć po jedenastej.
Późno, ciemno, a już nic się nie da zrobić. I to było najbardziej dobijające.
Zosiu, proszę cię, nie przesadzaj. Kocham Julkę i ty to wiesz. Po prostu… zapomniałem. Komu się nie zdarza?
Mi się nie zdarza, Tomek! Zofia mówiła cicho, żeby Julka jej nie usłyszała, choć najchętniej wykrzyczałaby wszystko.
Mąż chciał ją objąć, żeby rozładować sytuację, ale odsunęła się i…
… zaczęła przekładać sałatkę jarzynową do miski.
Jeszcze przed chwilą spędziła pół dnia, mieszając te wszystkie warzywa, żeby zrobić Tomkowi przyjemność, a on… a on o prezencie dla córki zapomniał!
Wiedziałam, że sama powinnam wszystko załatwić mruczała pod nosem. Ale nie, zaufałam tobie, myślałam, że odpowiedzialny facet z ciebie.
Zosiu, wiem, zawaliłem, ale jak już spojrzeć na sprawę, świat się nie zawali. Nie będzie prezentu pod choinką, to powiemy Julce, że…
Że co? Że tatuś ma już zaniki pamięci w wieku 35 lat, czy że bateria pilniejsza?
Powiemy, że w tym roku Święty Mikołaj miał dużo roboty i nie zdążył. Jutro rano polecę do sklepu i jej coś kupię. Pakuneczek od Mikołaja jak znalazł.
Gdzie ty coś kupisz? Jutro wszystko zamknięte, tylko żabki ewentualnie czynne. Ech Tomek, Tomek…
Trudno jej było się nie denerwować.
Odkąd pojawiła się Julka, ich rodzina miała zwyczaj, że tuż po północy w Nowy Rok cała trójka szła do choinki, a tam czekały prezenty.
Julka kochała ten rytuał, no bo przecież wierzyła w magię i cuda normalka w tym wieku. Zawsze z wypiekami na twarzy szukała wymarzonego upominku.
Dzisiaj już chyba z dziesięć razy zaglądała pod choinkę w razie czego, gdyby prezent już się pojawił i opowiadała mamie, jak czeka na niespodziankę od Mikołaja.
Ciekawe, co mi w tym roku przyniesie? rozmyślała na głos. Chciałabym rower, jak Kuba z naszej klatki, ale jak będą rolki spoko.
Zofia uśmiechała się pod nosem, bo poprosiła Tomka, żeby to właśnie rolki dla Julki kupił. Zawsze sama wybierała prezenty, ale tym razem Tomek po drodze miał sklep, a ona została w domu, żeby dokończyć sałatkę.
Tomek wrócił po dwudziestej, a gdy Zofia nakładała talerze i w tajemnicy zapytała o prezent ten nagle zbladł i przyznał się, że zapomniał…
Daj spokój, Zosiu, nie psujmy sobie tej nocy, naprawdę nie chciałem. Pogadam z Julką, wszystko jej wytłumaczę, zrozumie.
Zofia tylko cicho płakała, wycierając łzy w kuchni. Jak można, no jak?! O prezencie dla własnego dziecka zapomnieć?
Aż do końca wierzyła, że Tomek pewnie coś ukrył, czekał na odpowiedni moment… Ale nie, sklepy zamknięte, noc, wszystko pozamiatane.
Pomóc ci jakoś? zapytał Tomek nieśmiało, patrząc jak żona rozkłada sztućce.
Nie, dzięki, już mi pomogłeś…
W tej chwili na kuchnię wpadła rozpromieniona Julka, która już obejrzała wszystkie świąteczne bajki:
Mamo, tato! Do Nowego Roku niedługo! Zaraz przyjdzie Mikołaj!
Zofia znów spojrzała wściekle na męża ale szybko się odwróciła, nie chcąc psuć córce świątecznego nastroju.
W dodatku już wymyśliła, jak wybrnąć z sytuacji. Po prostu włoży pod choinkę kopertę z banknotem, a na niej napisze Na rolki dla Julki.
To nie to samo, co pięknie zapakowany prezent, ale przecież lepsze to niż nic.
Może się uda.
*****
Zegar wybił prawie jedenastą, gdy cała rodzina usiadła do stołu, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Tomek, kogoś zaprosiłeś? zdziwiła się Zofia. Bo ja nikogo.
Ja też nie, może sąsiedzi? Zaraz sprawdzę, a wy nalejcie sobie soku odpowiedział Tomek.
Otworzył drzwi, a tam brodaty facet w czerwonej, znoszonej kurtce. Bardziej wyglądał na bezdomnego niż na Mikołaja, nawet zapach to sugerował…
Czego pan chce? Pomylił pan mieszkania, czy przyszedł po kasę? Uprzedzam, nie dam ani grosza.
Nie, nie po pieniądze. powiedział wesoło brodacz.
Nie po pieniądze? Żartuje chyba… pomyślał Tomek.
Zawsze współczuł bezdomnym, ale to, co powiedział facet, brzmiało trochę… absurdalnie.
To po co pan…?
Znalazłem kotka w waszej klatce. Patrzcie, jaki śliczny spod kurtki wyjął puszystą kulkę. Chciałem zapytać, może to wasz?
Tomek się zakrztusił śmiechem. Myśli, że jak nie dostanie kasy, to sprzeda kota? Cwane.
Pierwszy raz widzę tego kota. U nas w domu nigdy żadnych zwierząt. odpowiedział.
Może jednak weźmiecie? Jeśli macie córkę, z pewnością by jej się spodobał.
No jasne, teraz będzie mi kota wciskał… Tomek pokręcił głową.
Dziękuję, nie, nie jesteśmy zainteresowani.
Jasne, rozumiem. westchnął brodacz. No to zabieram na śmietnik…
Już miał odchodzić z kotkiem schowanym pod kurtką, kiedy Tomek go powstrzymał.
Ej, czekaj! Co na śmietnik?! Po co brać takiego malucha i wyrzucać?! Zostaw go na klatce.
I tak go zaraz ktoś wygoni na dwór, a na śmietniku przynajmniej kartony są, gdzie się schowa, i coś do jedzenia można znaleźć.
Tomek zazwyczaj był obojętny wobec zwierzaków, ale zrobiło mu się żal malucha mały, drżał, pewnie głodny.
Nie zastanawiając się długo
Daj go tutaj! wyrwał brodaczowi kotka. Nie wrzucaj go na śmietnik.
Jak pan chce powiedział mężczyzna z uśmiechem i poszedł na klatkę.
*****
Kiedy Tomek wszedł do mieszkania, z kuchni zaglądały zaniepokojone Zofia i Julka.
Co tak długo? Co się stało?
Nic, wszystko w porządku ukrył kota za plecami i modlił się, żeby nie zamiauczał.
Jak się Zofia dowie, kto trafił do mieszkania… poleci na dwór nie tylko kot, ale i on sam.
No ale potrzebował chwilę, żeby ją przygotować. No i jakoś wytłumaczyć ten szalony pomysł kotek godzinę przed Nowym Rokiem?
Kto to był? pytała podejrzliwie Zofia.
A, nasz sąsiad, Staszek z piątego. Radził się, jaki akumulator kupić.
Aha, specjalista od akumulatorów… Dobra, myj ręce i siadaj do stołu.
Jasne, pięć minut i już jestem.
Kiedy dziewczyny poszły do kuchni, Tomek gorączkowo szukał schowka na kota. Balkon zimno, łazienka nie, zaraz ktoś przyjdzie, pokój Julki i sypialnia odpadają, została tylko salonowa szafka…
Tomek, idziesz? Ile można czekać?! syknęła Zofia.
Już, już!
Szybko wsadził kotka na dół do szafy, furtka lekko uchylona, żeby miał czym oddychać, i pognał do kuchni.
*****
Szczęśliwego Nowego Roku! grzmieli sąsiedzi za oknem.
Tomek też złożył życzenia dziewczynom, jak zwykle zdrowia, szczęścia. W tym momencie Julka zerwała się ze swojego miejsca do salonu, a Zofia przypomniała sobie, że nie zdążyła dorzucić koperty pod choinkę… Spojrzała oskarżycielsko na męża.
To ty będziesz teraz córkę tłumaczyć!
Ale Julka wcale się nie rozczarowała. Za chwilę z salonu rozległ się jej przepełniony radością krzyk taki, że zagłuszył petardy pod blokiem.
Mamo, tato! Szybko! Patrzcie, co Mikołaj mi zostawił pod choinką!
Rodzice wbiegli do pokoju i zamarli. Przy choince stała Julka, a pod drzewkiem leżał mały, biały kotek.
Już od dawna marzyłam o kociaku i Mikołaj mi go przyniósł! Julka aż popłakała się ze szczęścia. Nazwę go Śnieżek!
Przytuliła malca, a Zofia zaprowadziła Tomka do kuchni.
No i to niby co? Twoja sprawka?
Zosiu, tylko się nie denerwuj wszystko ci zaraz opowiem tłumaczył się Tomek.
O co ty zerknęła na Julkę. Popatrz, jaka szczęśliwa. No wiesz, mogłeś mi powiedzieć, że planujesz niespodziankę, przynajmniej nie darłabym się na ciebie.
Objęła go i pocałowała w policzek.
A Tomek aż nie mógł uwierzyć, że tak łatwo z tego wyszedł…
No, nie kłamią, że w Sylwestra cuda się zdarzają żona się rozchmurzyła, córka najszczęśliwsza na świecie.
A to wszystko przez jednego białego kotka i…
Nagle przypomniał sobie o bezdomnym.
Zosiu, wiesz co… Muszę na chwilę wyjść, zaraz wrócę.
*****
No Władziu brodaty mężczyzna klepnął drugiego po plecach. Wszystkie kociaki udało nam się dzisiaj porozdawać, na szczęście. Można wracać do piwnicy, zanim zamkną na noc.
O, udało się, Stachu. Dobre te twoje pomysły ze śmietnikiem. zaśmiał się drugi.
Myślisz? Trochę się bałem, że mnie opędzą za takie teksty.
Ryzyko było, ale tylko ktoś z sercem, kto się przejmie losem tego kotka, nie pozwoli, żeby na śmietnik trafił.
No tak…
Przysiedli na ławce przed blokiem tego, gdzie tego wieczoru rozdali cztery małe koty, które znaleźli rano w piwnicy. Wszyscy dziś chodzili rozradowani, nikt ich nie przeganiał, czasem ktoś życzył zdrowia, szczęścia a oni odwdzięczali się tym samym.
Nagle drzwi klatki się otwierają i wypada Tomek. Rozejrzał się, wypatrzył ich na ławce i podszedł szybko.
Co jest, zmienił zdanie? Przyszedł kota oddać? mruknął Stachu.
To on? No nieźle…
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Tomek uśmiechnął się, wręczając im wielką torbę. Z żoną przygotowaliśmy dla was taki noworoczny poczęstunek.
Dzięki, serio się nie spodziewaliśmy szczerze się uśmiechnęli Władek i Stachu.
A to ode mnie osobiście Tomek podał brodaczowi butelkę szampana tego, wiecie, na dobry początek.
No Stachu, będziemy mieli swoje święta! Cuda się zdarzają ucieszył się Władek, zacierając dłonie.
Tomek już miał odejść, ale zatrzymał się i zapytał:
A gdzie zamierzacie świętować, jeśli można spytać?
A tam, w piwnicy, ciepło jest, kartony leżą, wygodnie spać odpowiedział Stachu.
A wiecie co? Chodźcie ze mną.
Pięć minut później cała trójka stanęła przy garażu Tomka. Otworzył drzwi szeroko.
Wchodźcie, rozgośćcie się. Jest kanapa, grzejnik, stolik. Nawet talerze jakieś się znajdą. Ja samochód wystawię na dwór, miejsca wam nie zabraknie.
Damy radę i tak chcieli protestować.
Nie ma mowy, auto może postać na zewnątrz. I nie urządzać tu balang, dobra?
Spokojnie, z głową świętujemy, taki zwyczaj zapewnił Stachu.
To świetnie. Jutro zajrzę, pogadamy. Może uda mi się wam znaleźć coś na stałe…
Niespodzianka… mruknął Władek.
I to jaka… dodał Stachu.
No i taka była nasza noc prawdziwie noworoczna, polska, i… pełna cudów.




