Każda dziewczyna wcześniej czy później wychodzi za mąż i albo ma dobre stosunki ze swoją teściową, jak przyjaciółka, albo wchodzi w konflikt z matka swojego męża, a potem kłopoty ciągną się latami. Moja teściowa jest typem kobiety, która lubi rządzić, rozkazywać i wszystko kontrolować. Ja niestety też nie należę do osób łagodnych i pozytywnie nastawionych do ludzi, którzy są dla mnie konfliktowi.
Matka mojego męża od razu mnie nie polubiła. Nie jestem złośliwa, po prostu lubię mówić to, co myślę, nie ma sensu tego ukrywać. W końcu prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw, nie chcę udawać, żeby się komuś przypodobać.
Mój mąż nie jest jedynakiem, ma dwóch braci, ich żony płaszczą się przed nią, jak tylko mogą. To z boku wygląda komicznie, tak jak w opowieści o rybaku i złotej rybce. Kiedy stara kobieta siedzi wystrojona jak królowa, a wokół niej młode dziewczyny przepychają się i próbują jej nadskakiwać.
Na wspólnych, rodzinnych spotkaniach, często miałam wrażenie, że jestem jakimś intruzem. Nawet w moje urodziny teściowa starała się być w centrum uwagi, wszyscy patrzyli na nią i słuchali, obsługiwali i obrzucali komplementami.
Kiedyś, w swoje imieniny, matka mojego męża powiedziała, że chciałaby pojechać na wakacje za granicę. Zasugerowała swoim synom zrzutkę na swój wyjazd, w końcu ma dzieci i chyba może na nich liczyć. Może bardzo by mi to nie przeszkadzało, ale akurat spodziewałam się dziecka i mieliśmy dużo wydatków z tym związanych. Pieniędzy ledwo wystarczało nam na życie, czasem nie mogliśmy sobie na wiele pozwolić. Oszczędzaliśmy na wszystkim, do tego marzył nam się własny domek i dążyliśmy do celu.
Cóż, do rzeczy. Tego wieczoru, kiedy teściowa powiedziała, że potrzebuje po tysiąc złotych od każdego z synów, uniosłam brwi. Mój mąż milczał, a ja trzymałam go za rękę, mówiąc: „powiedz jej coś, to jest bezczelne”. Jakoś jednak nie umiał tego zrobić, po prostu pogłaskał mnie po ramieniu i poprosił, żebym się uspokoiła.
Wszyscy siedzieli spokojnie, byłam jedyną osobą, która się buntowała. Rozumiem wszystko, jeżeli jest taka potrzeba, nie można żałować własnej matce pieniędzy na pomoc w czymś, coś naprawdę ważnego, ale wczasy? Wszystko musi być w granicach rozsądku. Kiedy się nad tym zastanawiałam, oni już ustalali, kto i kiedy przyniesie jej pieniądze. Nie wytrzymałam i się odezwałam:
– Mamo, nie będziemy w stanie dołożyć się do Twoich wakacji. Bez obrazy, ale nasze dziecko nie długo pojawi się na świecie i nie stać nas na takie wydatki.
Wszyscy na mnie dziwnie spojrzeli, jak odważyłam się powiedzieć to mojej teściowej. Zapytałam więc zaskoczona ich minami:
– Dlaczego patrzycie na mnie, jak na dziecko, które zrobiło komuś krzywdę? Nasza rodzina ma teraz trudności finansowe, nie dla wszystkich życie jest łatwe, a Ty mamo żądasz od nas pieniędzy, których po prostu nie mamy. Wymyśliłaś sobie takie drogie wakacje za granicą, może załatw sobie coś skromniejszego i tańszego u nas w kraju, żeby było Cię stać na wyjazd.
Mój mąż siedział w milczeniu, normalnie już dawno bym mnie poparł, ale nie tym razem. Bardzo mnie to denerwowało, że nic nie powiedział.
Teściowa wysłuchała a potem przeszła do ataku:
– Moja droga, nikt nie prosi Cię o pieniądze, apeluję do mojego syna, nie do Ciebie.
Po tych słowach wszystko się we mnie z nerwów gotowało i po chwili powiedziałam:
– Olek i ja jesteśmy rodziną, mamy też wspólny budżet, więc jeżeli prosisz swojego syna, to prosisz tak samo mnie, a ja odmawiam. Żyjemy za tysiąc złotych miesięcznie, jak możemy pozwolić sobie, aby dać Ci taka kwotę, mamy zaciągnąć kredyt?
Mąż próbował mnie uspokoić, ale było już za późno. Mogliśmy to przemilczeć, a potem przez telefon próbować jakoś się z tego wycofać. Widocznie tak miało być, miałam jej wreszcie wygarnąć, to co leżało mi na sercu.
Byłam tak zdenerwowana, że coś źle się poczułam, o od razu wiedziałam, że nerwy spowodowały stres i wcześniejsze bóle porodowe. Mąż wezwał karetkę i trzy godziny później zostaliśmy rodzicami.
Minęły trzy miesiące, moja teściowa nie odezwała się do nas i nie przyjechała nawet zobaczyć swojego wnuka.
Na swoje wczasy oczywiście poleciała, bracia męża dali jej więcej pieniędzy, nie odmówili swojej matce, tak jak my. Lecz to nie o to chodzi, to wyłącznie ich sprawa, ale nie rozumiem dlaczego obydwaj nie odzywają się do Olka.
Zawsze, kiedy potrzebowali od mojego męża pomocy, nigdy im nie odmówił. Teraz, że nie daliśmy teściowej pieniędzy, to jesteśmy źli. Nikt nam nie uwierzył, że jest nam ciężko, po prostu uznali, że jesteśmy chytrzy dla własnej matki.



