Nigdy Nie Zawłaszczyłam Cudzego Szczęścia Marta już w liceum pogardzała i równocześnie zazdrościła…

W ŻYCIU CUDZEGO NIE WZIĘŁAM

Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, pamiętam, jak pogardzałam Anią i jednocześnie jej zazdrościłam. Pogardzałam bo jej rodzice byli beznadziejnymi pijakami. Ledwo wiązali koniec z końcem, raz tu, raz tam podejmowali się byle jakich prac, a pieniędzy zawsze brakowało. Ania często była głodna, chodziła w znoszonych ubraniach i wyglądała na przytłoczoną codziennością. Ojciec czasem bił ją, czy to miał za mało wódki, czy za dużo, powód mógł być każdy. Matka nie stawała w jej obronie zbyt się bała własnego męża. Jedynym światłem w życiu Ani była babcia. Ta, skromną emeryturę dzieląc między swoje potrzeby a ukochaną wnuczkę, raz w miesiącu dawała jej wypłatę za dobre zachowanie. Ania wiedziała, że nawet jak coś przeskrobie, babcia i tak udawała, że nie widzi i wręczała te swoje pięć złotych. Ach, ten dzień był dla Ani świętem! Od razu biegła do sklepiku, kupowała lody dla siebie i babci trochę chałwy i parę cukierków. Zawsze chciała rozciągnąć te słodkości na cały miesiąc, ale już po dwóch dniach wszystko znikało. Wtedy babcia z uśmiechem wyciągała ukryte lody z lodówki i mówiła:
Zjedz, kochanie, jakoś mi gardło dzisiaj dokucza.
Zastanawiające, zawsze gardło zaczynało jej boleć w dniu, kiedy kończyły się słodycze… Ania w myślach liczyła na babciną porcję.

Moja rodzina była zupełnie inna. Dom pełen dostatku, rodzice dobrze zarabiali, dbali o mnie jak o oczko w głowie, kurzyli się przy mnie. Zawsze byłam ubrana zgodnie z najnowszą modą. Dziewczyny z klasy czasem pożyczały ode mnie sukienki i dodatki. Niczego mi nie brakowało. Najedzona, zadbana, modnie uczesana.

Zazdrościłam jednak Ani nie tej jej biedy, ale niezwykłej urody, jakiegoś wewnętrznego ciepła i tego niezwykłego daru dogadywania się z każdym. Ja nie zniżałam się nawet do rozmowy z Anią. Kiedy ją mijałam, patrzyłam na nią tak, że aż przechodził ją zimny dreszcz. Raz, na korytarzu, przy wszystkich nazwałam ją:
Ty jesteś żałosna!
Ania popłakała się i pobiegła do domu, gdzie opowiedziała wszystko babci. Babcia posadziła ją obok siebie, pogłaskała po głowie i powiedziała:
Nie płacz, Aniu. Jutro powiedz tej, która cię skrzywdziła: Masz rację jestem u Boga. Od razu zrobiło jej się lepiej.

Też nie byłam brzydka. Ale wokół mnie krążyła aura chłodu i niedostępności. W naszej klasie wszystkich zjednywał sobie Tomek. Był klasowym łobuziakiem, duszą towarzystwa, zawsze sypał żartami. Nie przejmował się ocenami ani uwagami wychowawców. I choć w dzienniku miał same dwóje i tróje, a nauczyciele nieraz go wypraszali z klasy, lubili go za pogodę ducha i życzliwość.

W starszych klasach Tomek zaczął odprowadzać mnie ze szkoły do domu. Rano czekał przy drzwiach wejściowych do szkoły, bym mogła wejść z nim do klasy. Koleżanki sama żartowały:
O, narzeczeni przyszli!
Nawet nauczyciele dostrzegali rodzące się między nami uczucie.

Nadszedł dzień ostatniego dzwonka, a za nim studniówka. Młodzież rozproszyła się po świecie, każdy ruszył swoją drogą. Ja i Tomek pobraliśmy się niedługo potem. Ślub był szybki nie dało się już ukryć owoców naszej miłości, nawet wielowarstwowa suknia nie potrafiła ich przesłonić. Pięć miesięcy później urodziła się nasza córka, Zosia.

Ania, ukończywszy szkołę, od razu podjęła pracę babcia odeszła już na zawsze, a rodzice liczyli na jej wsparcie finansowe. Chętnych na jej rękę nie brakowało, lecz żadnego nie pokochała tak naprawdę. Nie śpieszyła się z zamążpójściem, trochę wstydząc się swoich rodziców.

Minęła dekada.

Pewnego dnia, pod gabinetem poradni leczenia uzależnień, spotkały się dwie pary: Ania z matką i Tomek ze mną. Ania od razu poznała Tomka wyrósł na przystojnego, poważnego mężczyznę. Mnie zaś trudno było patrzeć bez łez. Byłam wtedy wrakiem chuda, z drżącymi dłońmi, wypalonym spojrzeniem i wiecznie zamglonym wzrokiem. Dwudziestoośmioletnia staruszka.

Tomek spojrzał na Anię z zakłopotaniem:
Cześć, koleżanko z klasy wyczuwało się, że wolałby mnie tam nie spotkać, a już szczególnie nie w obecności Ani.
Witaj, Tomku. Widzę, że masz kłopot. Długo to już trwa? rzuciła Ania, szybko analizując sytuację.
Długo przyznał Tomek, zawstydzony.
Pijąca kobieta to tragedia. Wiem po swojej mamie. A ojciec, dosłownie, umarł od alkoholu współczuła Ania, i sobie, i Tomkowi.

Po tej wizycie wymienili się numerami telefonów tak na wszelki wypadek, bo wiadomo: tragedia ciągnie do tragedii. Od tej pory Tomek coraz częściej zaglądał do Ani, niby po radę, jak sobie radzić z żoną pijaczką. Ania chętnie dzieliła się doświadczeniem. Tłumaczyła, co robić, czego się wystrzegać, gdzie szukać pomocy. Wiedziała, jak wielu mężczyzn i kobiet tonie w kieliszku.

Szybko okazało się, że Tomek i jego córka Zosia już dawno mieszkają sami, a ja wegetuję u swoich rodziców. Tomek chronił córkę przed nieprzewidywalną matką. Ostatnia kropla przelała się, gdy wpadłam w taki ciąg, że leżałam na podłodze, a trzyletnia Zosia stała na parapecie była o krok od upadku z piątego piętra. Tomek srogo się przejechał na swoim małżeństwie. W cudzej duszy nie woda, nie zajrzysz od razu do środka… Najgorsze, że nie chciałam się leczyć. Byłam pewna, że jeszcze wszystko kontroluję i w każdej chwili mogę przestać pić. Ale mnie ciągnęło już tylko na dno…

Małżeństwo się rozpadło.

Pewnego dnia Tomek zaprosił Anię do restauracji. Przy kawie wyznał jej, że od szkolnych lat był w niej zakochany. Bał się jednak wtedy jej odrzucenia, potem pojawiłam się ja i niespodziewana ciąża… Życie ich poplątało, a spotkanie w przychodni uznał za znak od losu. Przy Ani znów poczuł, że żyje.

Oświadczył się jej. Udało mu się zdobyć jej serce, na co Ania też była gotowa szczerze mówiąc, zawsze jej się podobał, ale nigdy nie chciała nikomu wchodzić w drogę. Teraz się wszystko zmieniło Tomek był wolny i kochał właśnie ją.

Cicho i skromnie wzięli ślub. Ania przeprowadziła się do mieszkania Tomka. Zosia na początku była nieufna wobec nowej cioci. Bała się, że tata podzieli teraz swoją miłość na dwie osoby. Ale Ania była tak serdeczna i troskliwa, że Zosia sama poprosiła, aby mogła do niej mówić mamo. Po kilku latach Zosia doczekała się siostrzyczki małej Marysi.

Kiedyś, w domu Tomka i Ani, rozległ się dzwonek. Ania otworzyła drzwi. Przede mną trudno było mnie rozpoznać, ale głos nie pozostawiał wątpliwości. Z ust czuć było spirytusem, a wygląd mówił sam za siebie stoczyłam się na samo dno.

Ty żmijo, ukradłaś mi męża i córkę! Dobrze, że całe życie cię nienawidziłam! wykrzyczałam.

W Ani nie drgnął nawet mięsień twarzy. Stała spokojna, pewna siebie, zadbana, piękna.

W życiu cudego nie brałam. Sama oddałaś rodzinę, nawet tego nie zauważając. Nigdy o tobie nie powiedziałam złego słowa. Szczerze mi cię żal, Marto…

Ania z godnością zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nigdy Nie Zawłaszczyłam Cudzego Szczęścia Marta już w liceum pogardzała i równocześnie zazdrościła…