Norbert leżał mokry, głodny i płakał. Niedawno było mu ciepło i dobrze, a potem został sam. Od czasu do czasu chwytały go czyjeś ręce, zastępowały pieluchy suchymi i wkładały mu do ust butelkę z płynną mieszanką.
Chłopiec, znosząc głód, zasypiał i budził się, gdy znów było wilgotno i zimno. Żyjąc na tym świecie zaledwie przez kilka dni, zrozumiał już, że coś jest nie tak, nie powinien być sam. Z biegiem czasu dziecko uświadomiło sobie, że nie ma sensu płakać i po prostu cicho jęczało w oczekiwaniu na ręce tych samych obcych mu ludzi.
– Kasiu, cześć! Gdzie jest dziecko? – sąsiadka przyszła z pomocą.
– Nigdzie go nie ma! Mnie nie zależy. W szpitalu go zostawiłam! Nie potrzebuję go! – krzyknęła. – Wyjdź już!
– Co Ty zrobiłaś?! Oszalałaś?! – sąsiadka była oburzona.
– Zostawiłam go dla nieznajomych! – Kasia początkowo chciała odesłać sąsiadkę, ale zmieniła zdanie, ta była dla niej jak ciocia, nieraz pomagała jej, karmiła ją i pozwalała spędzić noc, kiedy matka wpadała w szał alkoholowy i przyprowadzała obcych mężczyzn… Tylko ta sąsiadka nie obwiniała Kasi za zajście w ciążę w tak młodym wieku, a później odwiodła dziewczynę od aborcji. Dzięki niej Kasia zdecydowała, że urodzi i pójdzie do szpitala.
– No, chodź tutaj! – złapała Kasię za rękę. – Upiekłam ciasto, specjalnie dla Ciebie kupiłam mleko od Zofii. A Ty… Jak możesz tak postępować?
– Nie potrzebuję go! Nie mam pieniędzy, wciąż się uczę, po co go wychowywać? – usprawiedliwiała się.
– Co dziecko ma z tym wspólnego?! Jest teraz znacznie biedniejsze od Ciebie! Ma samo leżeć w mokrych pieluchach, głodne, ma płakać?! Nikt się nim nie opiekuje…
– Czego ode mnie chcesz?! – krzyknęła Kasia.
– Sama przecierpiałaś całe dzieciństwo, nie widziałaś żadnej troski ani uczucia, a chcesz tego samego dla swojego dziecka?
Kasia najpierw uśmiechnęła się przez łzy, a później zaczęła zanosić się płaczem.
– Więc śmiało, zabierz go do domu!
– Kto się urodził?
– Chłopiec…
– Idź po niego. Zabiorę go do siebie na początek, mam jeszcze rzeczy syna, mam go w co ubrać! Kiedy dojdziesz do siebie, zaopiekujesz się swoim synem.
Norbert ponownie obudził się z głodu. W pokoju było cicho. Bardzo chciało mu się płakać, ale nie było sensu…Potem słychać było jakiś hałas. Ktoś podszedł do łóżka i wziął go w ramiona.
– Mój synu – Norbert usłyszał nieznany, ale bardzo kochany głos. Wkrótce był owinięty w coś w rodzaju pieluchy, miał nowe ciepłe spodnie, kamizelkę i czapkę. Ktoś jeszcze owinął go ciepłym kocem i wziął w ramiona, tak ciepłe, że czuło się ich ciepło nawet przez ubranie.
***
Kasia ułożyła kwiaty i spojrzała na zdjęcie uśmiechniętej sąsiadki.
– Przepraszam Cię, ciociu – powiedziała cicho. – Anka miała ciężki poród, ale dzięki Bogu wszystko dobrze się skończyło, już przyjechała do domu. Jej mąż jest bardzo opiekuńczy, ale chciał ją wysłać na aborcję. Mówił: jeszcze wcześnie, żyjmy dla siebie. Odradziłam to, ciociu. Jakże mogłabym inaczej… To dzięki Tobie, Ty mnie tego nauczyłaś.
Potem do grobu podeszły jeszcze dwie osoby: Norbert i jego żona Daria.
– Babciu, jak Ci tam jest? – zapytał mężczyzna z uśmiechem.
– Słucha nas – powiedziała Kasia.
– Chcemy Ci powiedzieć, że czekamy na kolejnego członka rodziny! – Norbert przytulił swoją żonę.
-To cudowne! – Kasia była zachwycona. – Ciociu, słyszałaś? Twój wnuk postanowił zostać tatą!
Po chwili stania przy grobie pożegnali się i poszli do domu…



