Późny zimowy poranek powoli budził moją kamienicę do życia. Z dworu dochodził miarowy dźwięk łopat ślizgających się po śniegu pod oknami pan Marek ze śmietnikiem walczył już od świtu, żeby przejście do sklepu było czyste. Drzwi do klatki trzaskały raz po raz, puszczając spieszących się do pracy sąsiadów.
Nasz kot Burek siedział na parapecie na szóstym piętrze i patrzył z góry na ten rozgardiasz. Czasem myślę, że kiedyś był dyrektorem banku, bo liczenie pieniędzy i dbanie o stan konta miało dla niego największe znaczenie. Ale odkąd jest z nami, zauważyłam, że nauczył się, co w życiu ważniejsze.
Teraz wie, że nic nie jest cenniejsze niż serdeczne spojrzenie, kawałek domowego ciepła i dach nad głową. Reszta sama się znajdzie. Spojrzałam na niego kątem oka już przymierzał się, żeby wdrapać się do mnie na kanapę. Zsunął się z parapetu, wskoczył na moje poduszki i wtulił się miękkim, ciepłym futerkiem w moją głowę.
Bo wieczorami i szczególnie rano ta moja głowa coraz częściej daje się we znaki. Burek robi to, co potrafi najlepiej przynosi ulgę tym swoim ciepłem.
Bureczku, ty to dopiero jesteś lekarz szepnęłam z uśmiechem, gdy poczułam znajome ciałko przy sobie. Znowu ból przegoniłeś Wielkie ci dzięki, chłopaku. Jak ty to robisz?
Kot zadrgał łapką niby mimochodem, żeby pokazać, że dla niego to żaden wysiłek potrafiłby i więcej.
Z przedpokoju jednak już dochodziło posapywanie. To mój wierny pies Gucio. On czuł się tu najważniejszy i zawsze gotów postawić mnie na nogi swoim szczekaniem. W końcu od lat pilnował naszego domu i nie pozwoliłby, żeby którykolwiek z sąsiadów zapomniał, że nad moim bezpieczeństwem czuwa właśnie on.
Ciekawe, kim był kiedyś może majstrem albo milicjantem? zastanawiał się pewnie Burek patrząc na mojego hałaśliwego psiaka. Ale może rzeczywiście z nim jest pewniej śmiałam się do siebie.
Oj, moi kochani, co ja bym bez was zrobiła z trudem podniosłam się z sofy, czując, jak stawy odmawiają posłuszeństwa. Już, już zaraz pora na śniadanie i pójdziemy na spacerek.
A jak tylko dadzą emeryturę, to i kurkę kupimy.
Słowo kurka wywołało wśród moich pupili prawdziwy entuzjazm. Burek zaczął ugniatać łapkami tapicerkę, mrucząc głośno i ocierając się łebkiem o moją chudą rękę.
Z ciebie to jest spryciarz, wszystko rozumiesz rozczuliłam się. Gucio sapnął porozumiewawczo i ł nos w moje kolana.
Człowiekowi cieplej na duszy przez was. I w domu jakby weselej, łatwiej się znosi codzienność. Myślałam, uśmiechając się, obserwując ich oboje.
A jak mnie kiedyś zabraknie Kto to wie? Kto co mówi, a ja i tak nie zgadnę, co potem będzie. Marzyłabym, żeby się kiedyś odrodzić kotem żeby dobrzy ludzie się mną zaopiekowali. Psem bym nie była, nie lubię hałasować. Ale kotem kotem byłabym porządnym. Czułym, dla ludzi dobrych, a nie byle gdzie.
Phi, co mi tam za myśli do głowy przychodzą otrząsnęłam się lekko. Na starość to już cuda potrafią człowieka naszła.
Nie zauważyłam nawet, jak Burek lekko się uśmiechnął pod wąsem i spojrzał na Gucia z nieco kpiącą miną, jakby chciał powiedzieć: A widzisz, kotem by chciała być, a nie psem.
Burek odkąd jest z nami chyba nauczył się czytać myśli. I pewnie sam byłby z tego całkiem zadowolony.
No cóż, dożyłam takich czasów.




