Michał, poczekaj! wołała przez otwarte okno Zuzia.
Ale on jej nie słyszał.
Już wsiadł do swojego auta, przekręcił kluczyk. Wtedy Zuzia chwyciła telefon i pobiegła do drzwi.
Zbiegała schodami z czwartego piętra, po drodze kilka razy wybierając jego numer, ale Michał ani razu nie odebrał.
W głowie miała tylko jedno: Byle zdążyć!
I ktoś na górze chyba usłyszał jej myśli, bo gdy wybiegła na podwórko jak burza, Michał dopiero rozgrzewał silnik.
Zaskoczony jej widokiem bez kurtki, cała roztrzęsiona opuścił szybę: Co się stało? Jakbyś ducha zobaczyła!
Pod twoim samochodem tam…
Zuzia była kompletnie zasapana, nie umiała nic wyjaśnić, więc padła na kolana i zajrzała pod auto.
Nie dbała o mokry śnieg przy kolanach czy plamy na dżinsach.
Gdy wyciągnęła spod samochodu chudego, poszarpanego kota, Michał aż cofnął się z niedowierzaniem.
Zuzia, co ty wyprawiasz? Teatralne przedstawienie? Spieszę się do pracy!
Kot był pod twoim autem, zauważyłam go z okna. Bałam się, że go przejedziesz…
Kto? Kot? prychnął Michał. I ty dla jakiegoś kota robisz taki cyrk? Serio…
Koty też chcą żyć, Michał patrzyła na niego jak na kosmitę.
Wiesz… gdyby chciał żyć, nie siedziałby pod autem. Słysząc silnik, powinien uciec. Chyba niepotrzebnie się tym przejmujesz.
Nie miał sił uciekać! Zobacz na niego! Przecież ledwo patrzy…
Dobra, Zuzia Uratowałaś kota gratulacje. Wrócisz, możesz zjeść cukierka z misy i wrzucić posta w sieci. Ja muszę jechać. Do wieczora.
Stała z kotem na rękach i patrzyła, jak Michał odjeżdża. I dopiero teraz zaczęło do niej docierać, ile w nim tej obojętności. Wcześniej tego chyba nie zauważyła.
Spojrzała na kota. Wyglądał żałośnie. Nawet patrzeć było mu trudno ale patrzył. I w tym spojrzeniu była wdzięczność. Tak, dokładnie wdzięczność.
Wróciła do mieszkania, ubrała się, zabrała trochę gotówki i zamówiła taksówkę.
Dokąd jedziemy? zagadnął kierowca, gdy usiadła na tylnym siedzeniu.
Tak jak mówiłam przez telefon, do weterynarza. Proszę jak najszybciej.
Aaaa, weterynarz. Coś z kotem? rzucił przez lusterko.
Tak. Potrzebuje pomocy.
Bez pytań. Znam dobrą klinikę, nie jest Pani chyba najważniejsze gdzie, byle dobrze, co?
Najlepsza będzie w porządku.
Spokojnie, tam Panią zawiozę mrugnął. Mają tam świetnych specjalistów, cudotwórcy!
Po piętnastu minutach Zuzia już czekała w klinice, aż lekarz ją przyjmie. Było mnóstwo ludzi, wszyscy z jakimś pupilem, wszyscy z problemami
Co się stało pani kotkowi? zapytała starsza pani z ratlerkiem na rękach.
Sama nie wiem Znalazłam go pod samochodem. Pewnie całą noc siedział w mrozie…
W mrozie?! Matko jedyna! Może Pani wejść przede mną, my tylko kontrola z Fafikiem. Pani widzę, że pilnie potrzebuje.
Naprawdę? Przepuści mnie Pani?
No jasne, przecież jesteśmy ludźmi
W gabinecie Zuza siedziała okropnie zdenerwowana, gdy lekarz badał kota. Po oględzinach, czekała jeszcze na wyniki badań. Czekała wieczność.
Michał kilka razy dzwonił, ale Zuzia była zajęta i ignorowała połączenia.
Więc tak, proszę Pani zaczął lekarz, poważnie. Rozumiem, że kota znalazła Pani na ulicy?
Tak. Pod samochodem był, nie wiem jak długo, ale pewnie całą noc.
Ma oznaki odmrożenia, ale to nie najważniejsze Najgorzej, że ma pełno innych chorób. Leczenie potrwa, będzie kosztowne. Czy jest Pani gotowa na taką odpowiedzialność? Jeśli nie, może lepiej oddać go komuś, kto się poświęci.
Tu już Zuzia się nie spodziewała, że leczenie kota to będzie długi i drogi proces.
Popatrzyła kotu w oczy.
I kot nic nie prosił. Po prostu patrzył z wdzięcznością, jakby mówił: Nawet jak mnie zostawisz, zrozumiem.
Jestem gotowa! powiedziała pewnie. Będę się nim opiekować, ile trzeba. Nawet całe życie.
Dobrze uśmiechnął się lekarz. Kota zostawi Pani u nas na dwa tygodnie, a potem dam wskazówki i leki. Wszystko, byle żył jak najdłużej.
Bardzo dziękuję… Zuzia była bliska łez.
To Pani dziękuję, bo rzadko dziś spotyka się takich ludzi.
Pogłaskała kota, obiecując, że wróci.
A kot, wysilając się okropnie, zdołał nawet zamiauczeć na pożegnanie.
Do domu Zuzia wróciła dopiero wieczorem, tak zmęczona, że chciała tylko paść do łóżka, bo rano praca. Niestety, marzenia pozostały marzeniami, bo czekał tam na nią Michał. I, sądząc po jego minie, był zły jak osa.
Zuza! Gdzieś Ty była? Dzwoniłem kilka razy, ignorujesz mnie. Co się dzieje?
Przepraszam, miałam ciężki dzień rzuciła zmęczonym głosem, ściągając kurtkę i ustawiając jego buty, które jak zwykle rzucił przy drzwiach.
Śmieszne, przecież masz dziś wolne. Coś ty robiła, że taka padnięta chodzisz?
Byłam z kotem u weterynarza, prawie cały dzień tam spędziłam.
Z jakim kotem?! Co?
Tym, którego spod Twojego samochodu wyciągnęłam rano. Proszę, daj mi trochę spokoju, pójdę odpocząć.
Chwila. Ty chcesz powiedzieć, że cały dzień zmarnowałaś na jakiegoś bezdomnego kota?! Oszalałaś?
Czy on bezdomny, czy nie zaczęła się denerwować potrzebował pomocy. Inaczej by zdechł
A nic, że tu z głodu padam? Wracam, ani Ciebie, ani obiadu.
Michał, jesteś dorosły. W zamrażarce są pierogi, mogłeś sobie ugotować. Rozumiem, że jesteś przyzwyczajony do innej kuchni, ale jeśli naprawdę głodujesz, to…
Pierogi? Co ja, na śmietniku się wychowałem?! Mam pierogi zjeść? A ja, w odróżnieniu od ciebie, naprawdę harowałem cały dzień. A teraz jeszcze mam przy garach stać?
Zmęczona jak nigdy, i tak poszła do kuchni i przygotowała mu kolację. Taką, jak lubił.
Nie zasłużył, ale nie miała ochoty na kolejną awanturę. On nawet nie podziękował
Dwa tygodnie później w końcu mogła odebrać kota z kliniki.
Poprzedniego dnia kupiła wszystko, co potrzebne, ale Michałowi nie pokazywała nic po co go denerwować na zapas.
Szczerze mówiąc, nie wiedziała, jak mu powiedzieć, że kot zostanie z nimi.
Ale była pewna, że Michał jakoś spokojnie przyjmie to do wiadomości w końcu to jej mieszkanie, a on ani jej mąż, ani nawet nie planuje oświadczyn. To ona decyduje.
Ale się myliła. Kiedy Michał zobaczył kota, zrobił straszliwą scenę.
Ty… ty przyprowadziłaś tego sierściucha do domu?! Zuza, wszystko z Tobą dobrze? Chyba się uderzyłaś, jak pod auto wlazłaś!
Spokój. Uratowałam go i teraz za niego odpowiadam.
Ile już wydałaś na jego leczenie? A ile jeszcze wydasz?!
Co za różnica? To moje pieniądze. Robię z nimi co chcę. Ty się nie tłumaczysz, nawet zakupów nie robisz, a lubisz dobrze zjeść.
Tłumaczyłem, że mam auto, potrzeba inwestycji. W pracy też mi nie najlepiej. Po co zmieniasz temat? Chodzi o tego… kota!
Ma imię. Nazywa się Mironek.
Nadałaś mu imię? Ty powinnaś się przebadać!
Tamtego wieczora Zuza spała osobno. Dobrze, że miała dwa pokoje. Całą noc myślała…
O swoim związku z Michałem.
Mieszkali razem niespełna rok, ale ostatnio wszystko się psuło. Michał robił się coraz bardziej roszczeniowy, potrafił ją poniżać, podnosił głos. Przestały to być zdrowe relacje, wyraźny sygnał ostrzegawczy. Ale chciała dać mu jeszcze jeden raz szansę.
Każdy na nią zasługuje, ale to już zależy, czy się ją wykorzysta.
Michał nie wykorzystał. Dalej kłócił się o kota, mówił, że powinien mieszkać na dworze. Zuza słuchała go spokojnie, analizowała i doszła do wniosku, że wystarczy. I w końcu, któregoś wieczoru, powiedziała:
Michał, nie kocham cię. I ty też mnie nie kochasz. Dajmy sobie spokój, nie ma sensu się męczyć.
Ale o co ci chodzi?
Jutro się spakujesz i wyprowadzisz. Mam już dość twoich awantur. Chcę ciszy.
Tyle że ty kota wprowadzasz do domu bez pytania, a potem na mnie zganiasz, że robię awantury? Ciekawe…
Jeśli nie możesz zaakceptować, że kot tu będzie mieszkać starała się być spokojna to nie powinniśmy już mieszkać razem. Znajdź sobie kogoś bez kota. Albo kup mieszkanie i tam przestawiaj swoje porządki.
Akurat miała dzień wolny, więc lepszy moment na rozstanie nie mógł się zdarzyć.
Michał próbował ją jeszcze przekonać, ale nie starczyło mu na długo.
Wystarczyło wspomnieć o kocie i od razu wybuchał. Zuzia czuła, że decyzja była słuszna. Z tym człowiekiem szczęścia nie będzie.
Swoje rzeczy zaczął pakować bliżej południa. Zuzia go ponaglała, ale on ociągał się, jakby miał nadzieję, że zmieni zdanie.
Siedząc w kuchni przy herbacie, nagle zadzwoniła jej szefowa:
Zuziu, wiem, że prosiłaś dziś o wolne, ale nie damy sobie rady bez ciebie
Pani Olu, akurat nie jest to najlepszy moment… wyszła na korytarz, spojrzała na Michała, który zbyt energicznie ładował rzeczy do torby. Musiał jeszcze zabrać komputer i pudło z narzędziami z balkonu.
Zuziu, tylko godzinka, bardzo cię proszę! Wiesz, że nie proszę bez powodu.
Westchnęła ciężko, dopiła herbatę i zaczęła się szykować. Michałowi powiedziała, żeby zostawił klucze w skrzynce pocztowej. Skinął tylko głową i rzucił jej takie spojrzenie, że aż ją zmroziło.
W pracy nie zatrzymali jej długo. Już po trzydziestu minutach zamówiła taksówkę.
To jak kotek, ma się lepiej?
Popatrzyła na kierowcę i… przypomniała sobie to ten sam, który wtedy ją wiezł do weterynarza.
Dziękuję, lepiej. A może pan szybciej mnie zawieźć do domu? Bardzo mi zależy.
Żaden problem uśmiechnął się szeroko.
W klatce schodowej pierwsze, co zrobiła, to spojrzała do skrzynki pocztowej. Kluczy nie było. I samochodu Michała też nie.
Czyli jeszcze nie zabrał rzeczy pomyślała.
Weszła na czwarte piętro, przekręciła klucz w drzwiach zamknięte na głucho. Szybko otworzyła, weszła ale torby nie było, komputera też nie, ani narzędzi.
Prosiłam go normalnie o klucze. No trudno, trzeba będzie zmienić zamki.
Weszła do sypialni stanęła jak wryta.
Mirkona na łóżku nie było. Przenośna klatka w kącie zniknęła.
Biegała po całym mieszkaniu, szukała, wołała Bez skutku. Od razu wiedziała, kto zabrał kota i dlaczego
Michał! Zwariowałeś?! Po co ci Mironek?! wrzasnęła, gdy odebrał.
Po co, po co Taki mam dla ciebie prezent, Zuziu! Jak na kolanach przyjdziesz prosić, to może oddam, a może nie!
Wiesz, co ty robisz?! Mironek ma specjalną karmę i wymaga opieki!
Coś jeszcze krzyczała, ale Michał już się rozłączył.
Gdzie go szukać? ryczała Zuza, opierając się o ścianę. Gdzie go zawiózł?
Przed związaniem z Zuzą Michał wynajmował kawalerkę, potem zamieszkał z nią. Skąd był dokładnie nigdy nie opowiedział. Obiecywał pokazać rodzinne strony, ale skończyło się tylko na obietnicach.
Całą noc nie zmrużyła oka. Rano pojechała do pracy Michała.
Wziął kilka dni urlopu wyjaśnił przełożony, zdziwiony. Stało się coś?
Opowiedziała pokrótce, co się wydarzyło. Szef Michała obiecał, że jak tylko wróci, to z nim porozmawia. Zuza wyszła na ulicę i znów zadzwoniła, ale jego telefon miał wyłączony.
Pomóc Pani gdzieś dojechać?
Aż podskoczyła z zaskoczenia. Rozglądała się, po czym poznała ten sam taksówkarz.
Bardzo proszę, do domu…
Wsiadła roztrzęsiona. Nie wiedziała, co robić dalej…
Proszę wsiadać powiedział kierowca spokojnie.
Po drodze zadzwonił jej nieznany numer.
Halo! odebrała.
Czy rozmawiam z Zuzanną? kobiecy głos.
Tak, a kto mówi?
Wie Pani, wczoraj wieczorem Michał Pani chłopak przyjechał do nas, jest kolegą mojego męża, poprosił, żeby się zatrzymać parę dni.
Miał ze sobą kota? Proszę!
Tak… dlatego dzwonię. Michał wczoraj dużo pił, bełkotał coś, że przez kota odzyska Panią z powrotem, więc nie zostanie długo. Ale koteczek wygląda potwornie, siedzi w klatce i rozdzierająco miauczy. Ewidentnie tęskni.
Broń Boże, nie karmcie go byle czym! Musi mieć specjalną dietę, wiele mu nie wolno.
Próbowałam, nic nie tknął. Ale dzwonię, bo Michał wyszedł, pewnie do jakiegoś pubu lub sklepu. Może Pani przyjedzie? Zwierzę nie jest niczemu winne. Nie powinno cierpieć przez głupotę.
Już jadę! Proszę podać adres!
Szybko powiedziała taksówkarzowi, o co chodzi, a on tylko pokiwał głową.
Podczas jazdy aż ją dreszcze łapały od szybkiej jazdy, ale kierowca był spokojny i robił wszystko, by do celu dotrzeć najszybciej.
Gdy zaparkowali pod blokiem, wszystko działo się jak we śnie.
Wpadła po schodach na trzecie piętro, zapukała, szybko przejęła Mironka w transporterze, podziękowała z całego serca kobiecie i zbiegła na dół, gdzie już czekał taksówkarz z otwartymi drzwiami.
I kiedy dziewięciopiętrowy blok, w którym Michał więził Mironka, zniknął za zakrętem, Zuzia w końcu mogła spokojnie odetchnąć.
Potem całą drogę płakała ze wzruszenia przypadkowi, dobrzy ludzie: starsza pani w klinice, taksówkarz, dziewczyna z kotem… Dopóki są tacy na świecie, dobro zawsze wygrywa z podłością.
Chcesz, żebym został jeszcze z tobą? spytał taksówkarz. W razie, gdyby twój były się zjawił?
Pewnie, że chcę! roześmiała się przez łzy Zuzia.
Jeszcze tego samego dnia wezwała ślusarza do wymiany zamków. Tak zwany Viktor (kierowca) siedział z Mironkiem w salonie, a kot przytulał się i mruczał na kolanach.
Zuzia była mu OGROMNIE wdzięczna. Za wszystko za obecność, pomoc, empatię. Tak ta historia się kończy.
A jeśli ciekawi Cię, co dalej: Viktor i Zuzia z czasem zakochają się w sobie zrodzi się z tego najlepsze, prawdziwe uczucie.
A Michał? Cóż, karma wróciła błyskawicznie.
Wyleciał z mieszkania tamtej pary jeszcze tego samego dnia, bo próbował krzyczeć na tę dziewczynę, a jej mąż jego kumpel wyprosił go siłą. Dostał nawet śliwę pod okiem na pamiątkę.
A w pracy usłyszał od szefa, żeby napisał wypowiedzenie.
Ale za co? pytał zdziwiony.
Bo tak, nie patrz na mnie tylko podpisz.
Nie miał wyjścia, musiał wrócić do swojego rodzinnego miasta czy wioski.
Dostał, co mu się należało.
Nie można tak traktować ludzi ani zwierząt. A już na pewno powinno się mieć dla wszystkich odrobinę szacunku.
I zanotuj sobie dobro naprawdę wraca, szczególnie gdy najmniej się tego spodziewasz.




