Moja przyjaciółka, nie myśli jak wielu rodziców. Ona i jej mąż, są dość spokojnymi ludźmi, przyzwyczajonymi do życia dla własnej przyjemności. Teraz są na emeryturze, ale mają jeszcze jedno mieszkanie, które wynajmują i z którego czerpią dodatkowe zyski. Wczoraj przyszła do mnie i opowiedziała, co się wydarzyło. Jej córka wyszła za mąż, prawie natychmiast po ukończeniu studiów. Ku mojemu zaskoczeniu, ona z małżonkiem, nie mieli nic przeciwko wczesnemu zamążpójściu Kasi. Chociaż powiedziała, że nie była z tego powodu zbyt szczęśliwa. Monika natychmiast ostrzegła córkę, że nie będzie jej w żaden sposób pomagać. Skoro zdecydowała się wyjść za mąż, musi sama się utrzymać. Jeśli podejmuje się takie decyzje, trzeba myśleć o ich konsekwencjach.
Przyjaciółka powiedziała mi, że pewnego dnia otrzymała telefon od swatowej. Okazało się, że córka Kasia i jej mąż, postanowili wyjechać za granicę i zostawili dzieci z rodzicami chłopaka. Zadzwoniła do Moniki z pytaniem, czy mogłaby zabrać dzieci na kilka dni. Jednak ona natychmiast odmówiła. W końcu widuje swoje wnuki dwa razy w roku i bała się, że sobie z nimi nie poradzi. Jej swatowa, stale pomaga swojej synowej, zawsze opiekując się dziećmi, podczas nieobecności rodziców. Ona i jej mąż, są z nimi na codzień. Podarowali nawet swój samochód synowi i Kasi.
Monika uważa, że robią źle. Trzeba umieć odizolować od siebie dzieci. Kiedy wchodzą w dorosłość, powinny same zadbać o swoją przyszłość. Według niej, to dzieci powinny pomagać rodzicom, a nie odwrotnie. Ja się jednak z nią nie zgadzam. Jak można nie pomóc własnemu dziecku? Zwłaszcza, że jej córka jest jedynaczką. Nie mogę tego zrozumieć. Powiedziałam przyjaciółce, że na starość będzie sama, ale jej to nie obchodzi. Jest zdania, że dlaczego ona ma pomagać córce, skoro Kasia nie pomaga im w niczym. Ona jest przekonana, że postępuje słusznie, a jej mąż ją wspiera.



