Ostatnio spotkałam Martę, która spaceruje właśnie z półtoraroczną córeczką Zosią ulicami Krakowa, zupełnie zapatrzona w myśli, jakby świat wokół przestał istnieć. Gdybym jej nie pozdrowiła, pewnie by mnie minęła, nie zauważając. Kiedy jednak podniosła wzrok i mnie rozpoznała, na jej twarzy najpierw pojawił się promyk radości, ale zaraz potem zgasł i wróciła ta cicha obojętność. Zapytałam, co się dzieje, a ona postanowiła opowiedzieć mi o kłopotach, które ostatnio dręczą jej rodzinę.
Z Leszkiem poznali się przypadkiem, zakochali i z wielką miłością wzięli ślub. Narzeczeństwo wspomina cudownie: spacery nad Wisłą, romantyczne wieczory, wspólne plany. Po ślubie Leszek przez długi czas nosił ją niemal na rękach, starając się dogadzać we wszystkim. Starali się budować wspólny dom pełen zrozumienia i bezpieczeństwa, choć czasem różnice zdań dawały o sobie znać.
Gdy na świat przyszła ich córeczka, wszystko obróciło się o 180 stopni. Leszek, który zaczął pracować zdalnie, szybko odczuł, jak trudno pogodzić obowiązki i opiekę nad dzieckiem, które często płakało czy domagało się uwagi. Z upływem tygodni niemal wszystkie obowiązki domowe i opiekuńcze spadły na Martę. On bywał rozdrażniony i samo dziecko uznał bardziej za przeszkodę niż radość. Co prawda czasem pomógł, ale nie ukrywał zniechęcenia i łatwo wpadał w złość.
Marta, będąc na urlopie macierzyńskim, miała mniejsze dochody, więc Leszek wykorzystał tę sytuację i zaczął coraz częściej podkreślać, że to ona powinna dźwigać cały ciężar domowych obowiązków. W końcu zażądał, by wróciła do pracy, a opiekę nad Zosią przerzuciła na jedną z babć.
Marta tłumaczyła, że jej mama i teściowa są już w wieku, który nie pozwala na całodniową opiekę nad tak małym dzieckiem, ale Leszek pozostawał nieugięty. Liczyły się dla niego tylko zwiększone dochody domowe. Sprawdzał nawet prywatne żłobki, byleby nie zajmować się córeczką. Przestał też przekazywać Marcie pieniądze na spożywcze zakupy uznał, że wydaje za dużo na rzeczy, które nie są potrzebne, więc od tej pory sam robił zakupy i decydował o każdej złotówce.
Coraz częściej Marta ucieka z Zosią do miejskich parków lub na plac zabaw, tylko po to, żeby nie siedzieć razem z mężem w czterech ścianach.
Wyznała mi, że nie wie, co powinna zrobić. O rozwodzie nawet nie chce słyszeć wciąż kocha Leszka, chociaż życie z nim potrafi być trudne. Nie chce burzyć rodziny i pragnie, by Zosia dostała szansę wychowywania się przy obojgu rodzicach. Marta jest też już zmęczona ciągłymi wyrzutami o brak własnych zarobków, choć przecież opieka nad córką jest równie ważna.
Kiedy żegnałam się z Martą, mogłam powiedzieć tylko parę zwykłych słów Trzymaj się, Będzie dobrze, Jakoś się poukłada. Bardzo wierzę, że to faktycznie niedługo się spełni.




