Nie wyobrażam sobie życia bez Was

Nie potrafię żyć bez was

Izo, przepraszam cię, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostawiam wam. Wybacz, że wyszedłem tak cicho, nie uprzedzając. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, dlatego wolałem zostawić tylko kartkę. Uwierz mi, mnie też nie jest łatwo Ucałuj ode mnie syna

****

Promyczku, wstawaj! Obudziłam swojego synka, Jurka, a potem poszłam do sypialni, gdzie jeszcze spał mój mąż Marcin.

Kochanie, musisz się zbierać do pracy! Wstawaj! zaśmiałam się, łaskocząc go w wystającą spod kołdry stopę.

Marcin z jękiem zaczął się budzić. Zawsze ciężko mu się wstawało, w przeciwieństwie do mnie. Ja już z pierwszymi promieniami słońca byłam na nogach, a zanim moi ukochani chłopcy (bo tak ich nazywałam: męża i syna) wdrapali się z łóżek, zdążyłam przygotować śniadanie, doprowadzić się do ładu i jeszcze ogarnąć coś w domu. Oczywiście kładłam się wcześniej, bo po całym dniu byłam wykończona.

Siedziałam w kuchni, gdy do drzwi wszedł ziewający Jurek.

Najpierw łazienka, potem śniadanie pokazałam mu palcem drzwi.

Chłopak posłusznie poszedł myć zęby. Po kilku minutach, kiedy już jedliśmy razem śniadanie, z sypialni wyszedł Marcin.

Słuchaj, chyba dzisiaj zostanę w domu. Zaraz zadzwonię do szefa, że nie przyjdę

Był jakiś blady. Zmartwiłam się.

Co się dzieje? Źle się czujesz?

Głowa mi pęka i jest mi niedobrze opadł na framugę drzwi.

Zerwałam się i przyłożyłam dłoń do jego czoła, patrząc mu w oczy, zaniepokojona.

Nie masz gorączki Może powinnam z tobą zostać?

Nie, Iza, jedź do pracy, odwieź Jurka do szkoły, ja się położę, może mi przejdzie Odpocznę trochę

Dzwoń, jakby coś upomniałam go.

Spokojnie Marcin się lekko uśmiechnął. Zobaczymy się wieczorem.

Ten dzień ciągnął mi się w nieskończoność, chodziłam spięta i poddenerwowana. Martwiłam się o męża, który znikąd poczuł się nagle tak źle. Był blady, wyczerpany. Pewnie przemęczony w pracy tłumaczyłam sobie. Ale gdzieś w środku rosło we mnie złe przeczucie, jakby coś miało się wydarzyć.

Udało mi się szybciej wyrwać z pracy, odebrać Jurka, który odwiedzał kolegę po szkole i wrócić do domu. Tylko niepokój narastał, a Jurek przyglądał mi się z niepokojem.

Coś się stało, mamo? zapytał, kiedy jechaliśmy autem. Mieliśmy wrócić później, a ty wyglądasz jakbyś też była chora. Wy oboje chyba się rozchorowaliście.

Spojrzałam na syna, miał już dwanaście lat. Niby dorasta, ale wciąż dziecko i nie chciałam go straszyć.

Jurku, po prostu martwię się o tatę. Źle się czuł i chcę się upewnić, że jest w porządku.

Jurek coś pomruczał pod nosem, lecz więcej nie pytał. Dotarliśmy do domu, a ja z bijącym sercem podbiegłam do windy. Jurek szedł za mną z tornistrem na plecach nie do końca rozumiał mój niepokój.

Drżącymi rękami otworzyłam drzwi. W mieszkaniu panowała dziwnie ciężka cisza po Marcinie ani śladu. Przeszukałam wszystkie pokoje, wróciłam do salonu i zobaczyłam Jurka ze łzami w oczach. W ręce trzymał kartkę, którą już przeczytał.

Co tam masz? Daj mi! mój głos się trząsł.

Jurek bez słowa podał mi papier.

Izo, przepraszam cię, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostawiam wam. Wybacz, że wyszedłem tak cicho, nie uprzedzając. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, dlatego wolałem zostawić tylko kartkę. Uwierz mi, mnie też nie jest łatwo Ucałuj ode mnie syna

Co za wyszeptał Jurek.

Nie mów tak, to twój tata powiedziałam, zdezorientowana.

On nas zostawił! Nienawidzę go!

Jurek wbiegł do swojego pokoju i zatrzasnął drzwi. Było mu strasznie przykro i nie rozumiał dlaczego tata zostawił nas właśnie teraz. Przecież wszystko układało się dobrze Zaczęłam czytać dalej.

Poznałem Zosię już dwa lata temu, ale nie potrafiłem odejść. Teraz już muszę. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Proszę, nie pokazuj tej kartki Jurkowi. Nie chcę, żeby źle o mnie myślał.

Zaśmiałam się przez łzy. Mój syn sam się wszystkiego domyślił i chyba już wie, jak myśleć o ojcu, który opuścił swoją rodzinę.

W bezmyślnym zamyśleniu chodziłam po mieszkaniu, weszłam do sypialni i zobaczyłam, że Marcina rzeczy już nie było. Dopiero wtedy do mnie dotarło, co się wydarzyło. Osunęłam się na podłogę i wybuchłam rozpaczliwym płaczem. W jednej chwili rozpadło się całe moje życie nagle, bez ostrzeżenia.

Nie pamiętam, ile tak siedziałam, opłakując rozpad małżeństwa. Marzyłam, żeby móc cofnąć czas, zatrzymać tamto poranne wyjdź, ale wiedziałam, że nic by tego nie zmieniło. Marcin i tak by odszedł. Może tylko miałby odwagę powiedzieć mi to prosto w oczy. Tak byłoby uczciwiej. A on po prostu uciekł jak tchórz, nawet nie pożegnawszy się.

Kiedy się w końcu zebrałam, ochlapałam twarz wodą i poszłam do Jurka. Leżał na łóżku i gapił się w sufit. Było widać, że też płakał.

Mamo, dlaczego on nam to zrobił?

Synku, nie wiem, rozkochał się w innej. Przestał mnie kochać, ale zawsze będziesz jego synem.

Nie, mamo, on napisał, że musiał odejść. Na pewno nowa kobieta jest w ciąży. Wiem, nie jestem już dzieckiem To znaczy, mnie też już nie kocha. Może zrobiłem coś nie tak? W weekend mieliśmy iść razem na mecz, potem na lody Może byłem zbyt wymagający?

Z bólem słuchałam rozmyślań Jurka, sama czułam się podobnie. Ale wiedziałam, że ojciec synowi jest potrzebny. I chociaż Marcin pewnie będzie chciał się z nim kontaktować, nie chciałam ich skłócać. Pogłaskałam Jurka po ręce i powiedziałam łagodnie:

Jurku, na pewno go nie zamęczyłeś. Tatuś naprawdę nie chciał, żebyś czytał tę kartkę. Znalazł inną kobietę, masz rację, ale zawsze będziesz miał miejsce w jego sercu. Jeszcze się przekonasz, sam będzie chciał się z tobą spotykać.

On cię zdradził mruknął Jurek.

Rozumiałam go. We mnie też buzowała mieszanka żalu, goryczy i wściekłości. Przez dwa lata mnie oszukiwał, patrzył w oczy, zapewniał o miłości, a spotykał się z inną.

Następne dni były jakby we śnie. Złożyłam pozew o rozwód, a Jurek zasępił się zupełnie przestał rozmawiać z ojcem. On już był prawie dorosły, wszystko rozumiał. Czasami tylko, wieczorami, słyszałam jego skryte pociąganie nosem.

Z czasem minęło. Uczyliśmy się z Jurkiem życia bez Marcina, który ostatecznie nie próbował nawet utrzymywać kontaktu z synem. Przekonywał, że nie ma czasu, ma teraz nową rodzinę. To bolało Jurka jeszcze bardziej długo to przeżywał, płakał i złościł się, bo czuł się odrzucony. Tak minęło pół roku.

W końcu, wracając z pracy, usłyszałam hałas na klatce schodowej. Przyspieszyłam kroku krzyczeli Jurek i Marcin. Marcin stał pod drzwiami i błagalnie patrzył na syna. Jurek, rozczochrany i bardzo zły, krzyczał:

Wynoś się! Nie masz tu prawa wchodzić! Nienawidzę cię! Mama też cię już nie kocha!

Jurku, posłuchaj Synku

Wyjdź!

Weszłam szybko w sam środek tej awantury. Przy moim pojawieniu Jurek trochę się uspokoił, Marcin rozpromienił i zrobił krok w moją stronę.

Iza, wróciłem do was. Jurek mnie nie wpuszcza, ale może ty mi wybaczysz?

Mamo, nie! Jurek spojrzał na mnie z rozpaczą i gniewem równocześnie.

Patrzyłam na Marcina. Kiedyś bardzo go kochałam, nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Ale po tym wszystkim wiedziałam już, że nawet jeśli wybaczę, nie będziemy już rodziną.

No i co? Marcin zerkał na drzwi z wymuszonym uśmiechem. Wpuścisz ojca i męża do domu?

Pół roku temu byłeś rodziną odpowiedziałam cicho teraz już nie masz do tego prawa. Jeśli chcesz walczyć o połowę mieszkania, idź do sądu. Ale naszej rodziny już nie ma.

Co?! Przeganiasz mnie? Iza! Przepraszam! Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie potrafię żyć bez was!

Przebaczyłam ci, ale nie wrócisz tu więcej.

Po tych słowach weszłam z Jurkiem do mieszkania i zamknęłam za nami drzwi. Jurek niemal się uśmiechnął, choć wiedziałam, że wyrzucenie ojca nie przyszło mu łatwo. Wciąż nie potrafił mu wybaczyć.

Mamo, nie przejmuj się już nim. Nam jest dobrze, razem.

Uśmiechnęłam się przez łzy. Zerknęłam przez judasza Marcin jeszcze chwilę postał na klatce i powoli, ciężko zszedł ze schodów. W środku poczułam ulgę. Udało mi się w końcu pogodzić z przeszłością i zamknąć rozdział z kłamstwem.

Jurku, jesteś dzielny chłopak mrugnęłam do syna.

To co, zamówimy pizzę? Trzeba to uczcić, co nie, mamo?

Jurek wiedział, że najgorszy czas mają już za sobą.

Czemu nie! I do tego kupimy ptysie!

Patrząc na Jurka, jak szczerze się cieszy, poczułam wielką ulgę. W ostatnich miesiącach prawie nie widziałam u niego takiego uśmiechu. Teraz byłam pewna poukładamy sobie życie od nowa. Może nie od razu Ale będzie dobrze.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie wyobrażam sobie życia bez Was