Kiedy czytałam w internecie historie o relacjach z teściami, zawsze się zastanawiałam, ile jest w nich prawdy. Wydawało mi się, że niektóre z tych historii były zmyślone lub po prostu przesadzone, aż do czasu kiedy przeżyłam to na własnej skórze. Teraz zdałam sobie sprawę, że niektóre z tych historii, jak widać, nie są przesadzone, a wręcz przeciwnie – nieopowiedziane!
Ale najpierw to, co najważniejsze:
W ostatnich miesiącach ciąży moja szwagierka (młodsza siostra męża) Ola z mężem Wacławem przyjechała do swoich rodziców. Rodzice Oli mają małe trzypokojowe mieszkanie na drugim piętrze w pięciopiętrowym domu.
W jednym pokoju ulokowali się młodzi, a jej mama i starsza siostra Oli, Marzena, przeniosły się do drugiego pokoju. W trzecim, najmniejszym pokoju zamieszkała emerytowana głowa rodziny, Mikołaj. Ponieważ ojciec bardzo głośno chrapał, przeniesiono go do najdalszego, niedostępnego pokoju.
Na początku nic nie zapowiadało zatargu: wszyscy rozmawiali ze sobą i żyli spokojnie jak duża rodzina. Wtedy Ola urodziła i w domu pojawiło się małe dziecko. Dziadkowie nie byli wielbicielami wnuczki.
Jednocześnie zaczęli zauważać, że zięć coraz rzadziej z nimi przebywa. A w pewnym momencie młoda rodzina zaczęła nawet pić herbatę osobno. Matka Oli bardzo się o to martwiła.
Relacje z zięciem stawały się coraz gorsze. Teściowie zarzucali mu, że zarabiał zbyt mało, nastawiał córkę przeciwko nim, a nawet mówili, że nie angażuje się w wychowanie córki. Narzekali, że w codziennym zabieganiu młodzi tylko robili bałagan i nie sprzątali po sobie.
Apogeum było rozdzielenie przez zięcia półek w lodówce i wprowadzenie harmonogramu prania w pralce. Okazuje się, że rodzina mieszkała nie jako krewni, ale jako swego rodzaju współlokatorzy.
Ola nie mogła nic zrobić: przecież mówiła, że jest „żoną swojego męża”. Jest on żywicielem rodziny, gwarantem jej bezpieczeństwa i głową rodziny, a to oznacza, że musi być posłuszna i podporządkowana wszystkiemu.
W czasie koronowirusa emeryci poszli mieszkać do domku letniskowego, zostawiając mieszkanie młodym. Starsza siostra również przeprowadziła się do swojego chłopaka.
Kiedy rodzice trzy miesiące później wrócili, nie poznali swojego mieszkania: w łazience była pleśń, kwiaty zwiędły, a pokój Mikołaja wyglądał jak magazyn zapomnianych rzeczy.
Mikołaj nie wytrzymał i delikatnie poprosił o usunięcie tych wszystkich rzeczy z jego pokoju.
Zięć stawiał opór, mówiąc, że nie ma gdzie przechowywać swoich rzeczy, ale Mikołaj nie ustępował, argumentując, że przecież jest garaż. Zięć powiedział, że tam z łatwością można je ukraść.
– Możesz też pomóc pieniędzmi. Rodzice powinni zawsze pomagać swoim dzieciom. Masz z żoną dwie emerytury, gdzie je wydasz? – tak zięć postawił teścia na nogi.
Teść nie wytrzymał i przeniósł wszystkie rzeczy ze swojego pokoju do pokoju młodej pary.
Po przyjściu z pracy, widząc górę swoich rzeczy, zięć zareagował błyskawicznie: – Nie waż się podchodzić i rozmawiać z wnuczką! Wy egoistyczni emeryci, którzy nie chcecie pomóc własnej córce i jej rodzinie. I nie wchodź do naszego pokoju!
Ola próbowała go udobruchać, ale bezskutecznie.
A dzisiaj zadzwoniła do mnie starsza siostra mojego męża i powiedziała, że teściowie naprawdę nie mogą spędzać czasu z wnuczką, mimo że wszyscy mieszkają razem na 55 metrach kwadratowych.
Co sądzicie o tej sytuacji?




