Siedziałam po prostu z mężem w salonie, oglądając telewizję, kiedy nagle do domu radośnie weszła nasza córka z bardzo zaskakującą wiadomością. Okazało się, że wiadomością były jej plany ślubne. Tego nie spodziewałam się ani ja, ani mój mąż, bo nie wiedzieliśmy nawet, że córka spotyka się z kimś, a tutaj niespodzianka!
W kilku słowach opowiedziała o swoich planach. Jej narzeczonym okazał się chłopak, z którym chodziła jeszcze w gimnazjum – przypomniałam sobie tego chłopaka. Było widać, że córka bardzo czekała na ślub i że było to dla niej ważne.
Tylko była jedna kwestia – po prostu nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy. Ojciec nie powiedział tego córce, tylko przytaknął, że ślub odbędzie się dopiero po tym, jak on i ja spotkamy się z przyszłymi teściami.
Spotkaliśmy się z nimi, okazali się dobrymi ludźmi, ich syn również wydawał się dobrym chłopcem, a co najważniejsze – wiarygodnym. Tylko pieniędzy nie było i nie było nadziei, że się pojawią, a para zaczęła zastanawiać się jaką salę weselną wybrać, kogo zaprosić…
Wpadliśmy w rozpacz, chcieliśmy się nawet już zadłużyć, a wtedy na pomoc przyszła moja teściowa. To starsza i schorowana kobiecina, ma już swoje lata i wiele w życiu przeszła. Mam z nią dobry kontakt, choć kiedyś wszyscy mnie ostrzegali, że to człowiek z charakterem. Okazało się, że dekadę temu, jej mąż zdeponował w banku dużą sumę pieniędzy, mówiąc jej, że są one na ślub jego wnuczki. Ciężko pracował poza Polską, więcej nie było go w domu, niż był, ale niecałe pięć lat temu zmarł. Pieniądze zostały tam, a wiedziała o nich tylko moja teściowa. Wykorzystaliśmy wszystkie środki zgodnie z przeznaczeniem, a ślub naszej córki był po prostu wspaniały.




