Dzwonię do córki, a ona szepcze, że on jest w domu i oddzwoni później. Zrobił wszystko, żeby moja córka odeszła ode mnie.
Mam własne mieszkanie. Przed ślubem córka mieszkała ze mną, a później przeprowadziła się do Andrzeja. Jego rodzice zajmują stanowiska kierownicze. Sam zięć jest biznesmenem. Niezbyt często komunikuje się i widuje z rodzicami, dlatego zdecydował, że moja Danusia powinna zrobić to samo.
Sama widziałam zięcia może z siedem razy w ciągu tych pięciu lat. Głównie wtedy, gdy przygotowywali się do ślubu. Nie zapraszają mnie do siebie, ale ja ich zapraszam bez skutku. Tak żyjemy.
Ja mam już swoje lata, prawie siedemdziesiątkę. Dlatego czekam, aż Bóg mnie wreszcie zabierze, bo z każdym rokiem żyje mi się coraz ciężej, nie mogę już chodzić, a i pamięć mnie na każdym kroku zawodzi. Dlatego zawsze się cieszę, jak córka zadzwoni albo mnie odwiedzi. Porozmawiamy o tym i tamtym i dzięki temu czuję się lepiej.
Przeczytaj także: Odkąd wróciłam do domu, nie poznaję mojej synowej. Bezczelnie prosi o pieniądze!
Ale kiedy Andrzej dowiaduje się, że Danusia do mnie przyjeżdża, wymyśla powód, żeby nie jechać.
Mój najbardziej ulubiony: „Nie jeżdżę tak jak Wy do rodziny”.
A moja Danusia, zamiast postawić na swoim i pamiętać o matce, idzie jego śladem.
Nie mam już nawet prawa dzwonić do córki.
Zadzwoniłam do niej niedawno, a ona cicho mi mówi, że Andrzej jest w domu i zadzwoni później.
A kim jest Andrzej, książę na białym koniu?
Nic już nie rozumiem.
W sobotę poprosiłam Danusię, żeby wpadła i przyniosła mi lekarstwa oraz kupiła trzy kilogramy ziemniaków, bo sama nie jestem w stanie ich udźwignąć i przynieść ze sklepu. Prawda, przyjechała i wszystko dla mnie zrobiła, ale kiedy usiadłyśmy, żeby napić się herbaty, zadzwonił telefon:
– Gdzie jesteś? Nadal jesteś u matki? Kiedy będziesz w domu?
Cóż, szczerze mówiąc, jako małe dziecko.
Danusia nie może powiedzieć, że matce też należy dać czas. Przecież nawet nie wiem, jak długo jeszcze będę żyć na tym świecie.
Nigdy nie kłóciłam się z Andrzejem. Po prostu nie rozumiem, dlaczego on mnie tak traktuje. Jak mam go do siebie przekonać? Już sam nie musi mnie odwiedzać, skoro tak bardzo mu się to krzywdzi, ale choć niech nie zabrania tego mojej córce.




