Każdego ranka budzę się z myślą, że to będzie inny dzień, że coś się zmieni. Jednak za każdym razem rzeczywistość uderza we mnie ze zdwojoną siłą, przypominając mi, że jestem tylko żoną i matką dwójki dzieci.
Mój mąż, Marcin, jest wspaniałym ojcem i pracowitym mężem. Ale z każdym dniem coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że to nie wystarcza. Chciałabym, by mnie kochał i doceniał, by pamiętał o ważnych dla mnie datach i po prostu był ze mną. Minęło już pięć lat od naszego ślubu, a ja nie dostałam ani jednego prezentu. Nie licząc kwiatów, które przynosił mi co jakiś czas, ale tylko z powodu kłótni lub poczucia winy.
Zawsze czułam się niepewnie wobec swojego męża, nie wiedziałam, co zrobić, żeby się zmienił. Myślałam o tym, aby wyjść z domu i zacząć pracować, ale zawsze kończyło się na marzeniach.
Koleżanki mi zazdroszczą, że mój mąż prowadzi własną firmę i stać nas na remont czy dwutygodniowe wakacje. Nie rozumieją, że pieniądze nie zapewniają szczęścia i w biednym domu znalazłoby się więcej miłości, aniżeli w naszym. Bardzo żałuję, że nie postawiłam na swoim i nie poszłam od razu do pracy po urlopie macierzyńskim. Kiedy urodziłam już pierwsze dziecko, zarówno moja mama, jak i mąż, przekonywali mnie, że nie ma nic piękniejszego niż poświęcenie się wychowywaniu dzieci. To był trudny wybór, ale uważałam, że w ten sposób zapewnię moim dzieciom najlepsze warunki do rozwoju.
Popełniłam błąd, w oczach męża teraz jestem jedynie matką i służącą w domu. Nie patrzy na mnie jak na najważniejszą kobietę w swoim życiu. Dla niego najważniejsze są siostra i matka, a ja jestem tylko drugorzędna.
Od zawsze, kiedy siostra mojego męża potrzebowała pomocy, natychmiast ją otrzymywała. Kiedy mama męża chorowała, on od razu jechał do apteki, robił zakupy i czasem zostawał u niej na noc, by być w razie potrzeby blisko.
A ja… Cóż, nie pamięta nawet o moich urodzinach. Nie przypominam, nie naciskam, to i tak wystarczająco upokarzające, nie zniosłabym więcej. Boli mnie jednak, że dzwoni z życzeniami nawet na imieniny do swojej mamy, a nie pamięta o tak ważnych dniach swojej żony.
Nie mogę opuścić męża, nie mogłabym sama zapewnić dzieciom tak dobrych warunków. Ale kiedyś, kto wie… A może mąż przejrzy na oczy, czy to jeszcze możliwe?




