Nie spodziewali się
Nasz ojciec, jeszcze zanim poszłam do piątej klasy, a siostra do pierwszej, wyjechał gdzieś za chlebem i przepadł. Tak całkiem zaginął. Zanim to się stało, znikał tylko na kilka miesięcy. Nigdy nie byli z mamą małżeństwem. Ojciec był wolnym ptakiem raz w Warszawie, raz w Poznaniu, bywało i w Gdańsku. Wracał, kiedy miał ochotę. Zawsze przywoził pieniądze i prezenty, raz nawet złote kolczyki dla mamy. Mama znosiła to, bo kochała go szaleńczo.
Władziu, wracaj szybciej prosiła cicho.
Oj, nie płacz, Halinko. Czekaj na mnie z niespodziankami.
Całował ją niedbale, a potem znikał. Gdy go nie było, opiekę nad nami przejmował brat ojca, wujek Janek. Wydawało mi się, że mama mu się podobała ale nigdy tego nie okazywał. Nigdy nie patrzył na nią inaczej, niż trzeba. Po prostu zawsze na niego można było liczyć.
I jak tu u was, Halina? zagadywał Janek, wchodząc do nas. Dzieciaki zdrowe?
Hura, wujek Janek! krzyczałem i pędziłem go przytulić.
Siema, Paweł Janek obejmował mnie i czochrał włosy.
Wolałbym, żeby był moim ojcem. W weekendy zabierał nas z Emilką na spacery, pozwalał mamie odpocząć. Czasem mama ruszała się z nami. Czasem siedziała w salonie, zamyślona nad swoim niewesołym losem.
Kiedy podrosłem, Janek przytaszczył do domu drabinkę gimnastyczną i przykręcił ją w korytarzu. Ojca nie było już prawie pół roku. Pomagałem mu montować uchwyty, drążki, liny i kółka. Emilka stała w kącie i podziwiała, z jaką wprawą wujek wszystko mocuje.
Wujku Janku, czemu się nie żenisz? Przecież masz złote ręce. Każda by za tobą poszła rzuciła Emilka, jakby była dorosłą kobietą.
Całą swoją dziecięcą mądrość czerpała z podsłuchanych rozmów mamy z koleżankami.
Nie podoba mi się żadna, Emilko. Jak się pojawi odpowiednia, to się ożenię.
A nie chcesz mieć własnych dzieci?
Emilka rozłożyła zabawnie ręce.
Wujek odłożył śrubokręt i odezwał się poważnie:
Wy mi w zupełności wystarczacie. A co, chcesz mnie już się pozbyć? zażartował.
Ja? Nigdy! Emilia wytrzeszczyła oczy Zawsze się cieszymy, gdy cię widzimy.
Wieczorem zapytałem Emilki:
Po co ciągle go tak wypytujesz? Jeszcze się obrazi i przestanie tu przychodzić.
Ale tata zawsze przywozi prezenty westchnęła Emilia z nadzieją. Może już wkrótce wróci.
Ech, głupia. Prezenty Wiesz ile ta drabinka kosztowała? Ile pieniędzy na to wydał?
A co mi z drabinki Ja chcę sukienki i lalki. Nie jestem przecież małpką, żeby się wspinać na twoich drążkach.
Emilka czekała na ojca na próżno. Nie pojawił się. Pewnego razu wujek Janek przyszedł do nas, zamknął się z mamą w kuchni i długo z nią rozmawiał. Mama płakała jak nigdy dotąd.
Halina, nie płacz tak. Nie zostawię was. Przecież znasz Władzia On zawsze szuka czego lepszego.
Mama zawyła jakby z głębi duszy. Potem długo łkała ze smutku.
Wujek Janek przychodził jak dawniej pomagał, naprawiał, spacerował z nami. Aż w końcu podjął decyzję. Wyznawał mamie uczucia, a ja, nie ruszając się z miejsca, podsłuchiwałem.
Janku, nie chcę cię skrzywdzić Jesteś dobry człowiek. Zasługujesz na szczęście. Prawdziwe szczęście.
Halinko, ja wiem, kogo potrzebuję odparł uparcie wujek.
A jeśli Władziu wróci?
Janek nie odpowiedział.
I tak będę na niego czekać. Kocham go, Janku! Nie mogę nic poradzić. Jeśli nadal chcesz takiej, z pustym sercem
Odsunąłem się od drzwi na palcach. Mógłbym mamę udusić za to Głupia! Kogo ona wybrała sobie za miłość? Phi.
W końcu zamieszkaliśmy razem. Emilka była cała w ojca gdzie coś dostanie, tam się przytuli. Nie mogłem jej winić. Zdawała się rozumieć, że na powrót ojca z prezentami nie ma już co liczyć. A Janek naprawdę się starał. Pracował na nas wszystkich. Mama urodziła mu syna Wadzia. Dla wujka to była radość nie do opisania. Mama i on w końcu się pobrali, wszystko zaczęło się układać.
Skończyłem liceum bez jedynki i dostałem się na uniwersytet na budżetowe miejsce. Mama promieniała jak krakowski sygnaturka.
No patrz Janku, będziemy mieli naukowca w rodzinie!
Przecież i my nie tacy głupi, Halinka! śmiał się Janek.
Dajcie spokój! Jaki tam naukowiec! rumieniłem się i odganiałem ich żarty. Lepiej nalejcie mi trochę szampana. Spróbuję.
Oj, przecież już próbowałeś parsknęła Emilia, a ja rzuciłem jej groźne spojrzenie.
Wadzio toczył się po wszystkich, próbując wdrapać się na stół i wyłożyć wszystko na podłogę. Janek schwycił go, usadził na kolanach.
Słuchaj, synku, zachowuj się, przecież już nie jesteś niemowlakiem!
Wadzio od razu porwał łyżkę, przyłożył do nosa i zezował, wygłupiając się. Wybuchliśmy śmiechem.
Ktoś dzwoni do drzwi? nastawiła uszu Emilka.
Mama otwarła i cofnęła się do pokoju. W progu stał ojciec. Zapadła cisza. Przebiegł wzrokiem po nas.
Co tak stoicie? Bawcie się dalej powiedział sucho.
Milczeliśmy. Wadzio zsunął się z kolan Janka i ruszył do obcego mężczyzny. Ojciec nie zwrócił uwagi, a mama objęła Wadzia i zasłoniła się nim jak tarczą. Janek wstał, zachwiał się.
Gdzie idziesz? spytała mama obcym, drżącym głosem.
Muszę wyjść zaczerpnąć powietrza.
Wyszedł, delikatnie odsuwając brata.
Wyszedłem za nim, a Emilka ruszyła za mną.
Córeczko, przywiozłem ci ekstra modne ciuchy rzucił ojciec.
Ku mojemu zdziwieniu, Emilia go nawet nie obejrzała. Dogoniła mnie w korytarzu, szepcząc do ucha:
Zostaw to mnie, pójdę za Jankiem. Ty nasłuchuj tutaj, przecież jesteś w tym mistrzem!
Ale…
No Paweł! No proszę!
Miała rację. Miało się nosa do takich spraw.
Emilka wybiegła za Jankiem, a ja skuliłem się w korytarzu, z przerażeniem czekając, co powie mama ukochanemu, na którego tyle lat czekała. Co się stanie z naszą rodziną?
Halinko, wyszłaś za Janka? zakpił ojciec.
Mama milczała.
No i co? Było minęło. Ja wróciłem!
Usłyszałem odgłos szarpaniny, potem plusk po policzku i krzyk przestraszonego Wadzia.
Idź już stąd, Władziu! Won!
Halinko, czemu tak?
Powiedziałam! Wynoś się. Nikt cię tu nie oczekiwał.
Kłamiesz. Po oczach widzę.
Ale ja już powiedziałam odcięła jeszcze raz mama.
Ojciec wyszedł chwilę później, zobaczył mnie w korytarzu.
Podsłuchujesz? No, dobrze ci idzie. Daleko zajdziesz.
Nie obchodziło mnie, co myśli. Wpadłem do pokoju, myśląc, że mama rozpacza. Czekała przecież tyle lat. Ale uspokajała Wadzia, poprawiała fryzurę i stół, jakby była krakowskim generałem. Multitasking.
Uf! Mało co nie zepsuł nam święta, co? mama uśmiechnęła się, trochę krzywo. No, gdzie oni są?
Wadzio już nie pamiętał o kłótni. Zadowolony przesuwał stołek.
Wyszedłem na ulicę. Emilka z Jankiem siedzieli w parku, po drugiej stronie. Oplotła jego ramię i oparła głowę o jego bark, jakby bała się, że jeśli puści, to on odejdzie. Podszedłem, stanąłem za nimi. Od dawna chciałem to powiedzieć. Okrążyłem ławkę i spojrzałem w zagubione oczy Janka.
Tato, nie siedź tu tak. Chodź do domu. Mama wzywa.
Janek miał drżące ręce. Emilka natychmiast złożyła swoje dłonie na jego. Wzruszona, podniosła głowę:
Chodź, tato, dobrze?
Poszliśmy. Jakby nie było mieliśmy dziś święto. Skończyłem przecież szkołę.



