Nie chciała, ale musiała — historia młodej Vasilii z polskiej wsi, która wplątana w długi zmarłego n…

Nie chciała, a jednak to zrobiła

Palenia nigdy nie potrafiła się nauczyć, choć przekonana była, że pomaga jej to uspokoić nerwy. Stała u bramy domu babci w małej podlaskiej wsi i patrzyła na cichą uliczkę, a po głowie krążyły jej ciężkie, ponure myśli. Ostatnio życie Zuzanny pełne było trudnych spraw.

Zuzanna mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice zostali w rodzinnej wsi za siedem kilometrów. Zamarzyła jej się samodzielność, w końcu miała już dwadzieścia trzy lata. Pracowała na poczcie.

Nie potrafiła dopalić papierosa, zgasila go i wyrzuciła:

No nie, palenie mi nie leży, tak jak Justyna potrafi jednego za drugim zamyśliła się. To ona ciągle mówi, że na nerwy dobre, ale szczerze mówiąc, chyba nie bardzo

W tej chwili obok domu przejechał radiowóz. Nowy dzielnicowy, Andrzej, właśnie przeniesiony z sąsiedniego powiatu, jak Zuzanna wiedziała od koleżanek z poczty. Spojrzała za jego autem i weszła do środka zapadał zmierzch, a ona miała dziś przed sobą niebezpieczną sprawę.

Dzień wcześniej, choć w pocztowym okienku nie było tłumów, co chwilę ktoś wchodził.

Jutro będzie tu jak w ulu rzuciła pani Janina, dziś cisza przed wypłatą emerytur.

Pani Janina pracuje na poczcie od młodości, nikt nawet nie pamięta, a ona powtarza:

Już trzydzieści lat w okienku siedzę, wszyscy mnie znają, nie wyobrażam sobie innej pracy.

Oj, ciociu Janku uśmiechała się młodziutka Justynka moja mama mówi, że bez pani to nasza poczta by nie działała. Wszystko na pani się trzyma.

Coś ty, bez przesady. Żadna praca nie jest na zawsze, znajdą kogoś na moje miejsce, jak pójdę na emeryturę

Dzień dobry weszła do środka pani Marlena, czterdziestodwuletnia, korpulentna kobieta z sąsiedztwa. Uparcie leje się żar z nieba. Przyszłam, bo sąsiadka babcia Genowefa prosiła mnie, żebym jej prenumeratę na tygodnik załatwiła. Lubi czytać, a my jutro rano ruszamy nad nasze polskie morze. Prosiła, bo zaraz jej się kończy prenumerata, a boi się, że zostanie bez gazet. Dobrze jej tam w domu, nie wychodzi, to przynajmniej czas jej szybciej płynie przy lekturze.

Marleno, a nie boisz się jechać tak daleko i jeszcze samolotem? zagadnęła pani Janina. Polska czy Grecja, słońce to słońce odezwała się tak, jakby sama właśnie wróciła z urlopu.

Nie, nie boję się. Od razu wstawiam zdjęcia na Facebooka, kupiłam nowy strój kąpielowy, patrzcie pochwaliła się Marlena i poszła.

Ile to trzeba mieć pieniędzy na taki wyjazd całą rodziną do Grecji przymknęła oko Justynka.

A co, oni dobrze mają, Marcin jest rolnikiem pewnie powiedziała pani Janina.

Sama Zuzanna milczała. Siedziała przy ścianie i patrzyła w ekran komputera, słuchała uważnie i myślała…

Po chwili przyszedł dzielnicowy Andrzej i radośnie się przywitał:

Dzień dobry! Miało przyjść do mnie awizo, możecie sprawdzić? powiedział do Justyny, po czym spojrzał wyraźnie na Zuzannę.

Nie wiedziałem, że tu takie piękne dziewczyny pracują ale widzę, że smutna

Pani Janina odprowadziła jego wzrok.

Zuzanna. Niedawno narzeczonego pochowała.

Rozumiem rzucił Andrzej, a Justynka dała znać, że dla niego nic nie przyszło.

Trzy tygodnie temu narzeczony Zuzanny, Tomek, zginął. Znaleziono go w Białymstoku na pustym parkingu mówiło się, że był hazardzistą i grywał w nielegalnych klubach. Zuzanna nie miała o tym pojęcia. Policja nie odkryła winnych, jednak pewnego wieczoru pod jej dom podjechali z miasta dwaj młodzi mężczyźni. Znała ich z widzenia, kiedyś widziała Tomka w ich towarzystwie.

Twój narzeczony był nam winien sporą sumkę.

Ale on nie żyje przerażona powiedziała Zuzanna.

Ha, ale długi nie umierają. Musisz oddać, ty będziesz płacić jeden z nich, Grzesiek, rzucił kwotę: sto pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Skąd ja mam wziąć takie pieniądze?

To twój problem. W waszej wsi są bogaci, więc się postaraj.

Ja nie wiem, kto tu bogaty

Nie zgrywaj się, na poczcie siedzisz, wszystko wiesz. A nam się śpieszy. Za dwa tygodnie przyjedziemy po kasę. Jak choćby piśniesz coś policji, pożałujesz. Oto wytrychy rzucił Grzesiek.

Gdy wyszli, zatrzasnęła drzwi, pulsowała jej krew w skroniach. Godzinę później w domu panowała cisza, a za oknem ciemno. Następnej nocy podjęła decyzję: włamie się do domu Marleny. W końcu wyjechali. Wiedziała, że nie mają psa, tylko brama na kłódkę to żaden problem, przeskoczyła płot.

Nie wiedziała jak tego dokona, ale tak jak mówił Grzesiek, udało jej się otworzyć zamek wytrychem. Serce waliło jej jak młotem. Szła na przestępstwo stała się taka sama jak ci, którzy pchnęli ją do tego strasznego czynu.

Długo szukała pieniędzy lampka zza okna oświetlała pokój. Myślała tylko:

Boże, co ja robię? Żyć się chce, ale co mi zostawiłeś Tomku? Ty jesteś tam, a ja muszę się wywiązać, jestem zmuszona łamać prawo

Doskonale wiedziała, że trzeba by zgłosić wszystko na policję, ale bała się, Grzesiek był niebezpieczny Znalazła jedynie piętnaście tysięcy złotych, w szufladzie komody złoty pierścionek Marleny i bransoletkę. Na stole leżał laptop wsunęła go do torebki.

Wyszła z poczty, poszła do baru

Tak samo cicho, jak przyszła, wymknęła się z domu Marleny, torba na ramieniu, patrzyła wokoło. Cisza tylko gdzieś szczekały psy. Była przerażona.

W domu schowała torebkę w starym kufrze babci w komórce pod starymi rzeczami. Nie przespała tej nocy ani minuty, rano bolała ją głowa. Poszła do poczty, pod koniec pracy wyskoczyła do pobliskiego baru mlecznego.

Dzień dobry stanął przed nią Andrzej. Podskoczyła, ale on się tylko uśmiechnął. Nie bój się, idziemy w tym samym kierunku, miałem tu coś załatwić.

Dzień dobry wybąkała przerażona, myśląc gorączkowo czy już wie o jej winie. Czy czekałeś tu na mnie?

No jasne, specjalnie na ciebie zażartował Andrzej.

Spojrzała mu w oczy i trochę się uspokoiła. Widać było, że żartuje. Od tej chwili zaczęli razem jeść obiady, czasem wieczorami odprowadzał ją z pracy, aż w końcu zaczął nocować u niej.

Szybko rozeszły się plotki po wsi:

Złapała Zuzka dzielnicowego, spryciara mówiła Paulina. Andrzej podoba się mojej Milenie, ona od razu zawiesiła na nim oko, a tu ten romans

Daj spokój, przecież widać, że on zapatrzony w Zuzę, wpadł po uszy

To była prawda miłość ich połączyła, choć nie brakuje sąsiadów, którzy krzywo patrzą na Zuzannę.

Jeszcze nie tak dawno narzeczonego pochowała, a tu już nowy

No i co, ma ciągle cierpieć? bronili ją inni.

Zuzanna nie mogła znaleźć sobie miejsca, bo zbliżał się dzień, kiedy mieli przyjechać po pieniądze z miasta. Bała się, że spotkają Andrzeja Chciała mu się zwierzyć, a czas uciekał. Dwa dni przed terminem nie wytrzymała:

Andrzej, ja muszę się do czegoś przyznać zaczęła, on się uśmiechnął.

Domyślam się, też cię bardzo kocham

Nie o tym mówię

Andrzej słuchał uważnie, był wstrząśnięty, że jego delikatna, ukochana dziewczyna mogła się tak posunąć. Ale od razu ją rozumiał była przecież zastraszona.

Powiem ci, Zuzanna, musisz za to odpowiedzieć. Gdzie masz te rzeczy? Wiesz, wystarczyło przyjść do mnie

Wyjęła torbę i oddała mu wszystko. Długo ją pocieszał, obiecywał, że będzie dobrze. Po dwóch dniach późnym wieczorem ktoś zapukał do jej drzwi. Zuzanna z trwogą otworzyła.

Stał tam Grzesiek z kolegą. Zażądali pieniędzy.

Nie znalazłam, ale coś wymyślę Dajcie mi jeszcze trochę czasu

Grzesiek złapał ją za ramię, mocno ścisnął.

Czas się skończył, albo kasa, albo zaraz szarpnął jej za kołnierz i rozdarł bluzkę. I w tym momencie jego kolega padł na ziemię, zaraz potem i Grzesiek. Obaj leżeli już skuci. Andrzej z drugim policjantem szybko obezwładnili napastników.

Wszystko już za nami powiedział cicho Andrzej. Teraz oddasz sprawę na komendzie.

Zuzannę przesłuchiwano, ze szczegółami opowiedziała, jak było. Marlena wróciła z rodziną z wakacji wszystko jej oddano zgodnie z protokołem. Andrzej poprosił, żeby nie rozpowiadać, kto był sprawcą włamania. Tak się to rozeszło, że nikt nawet nie pomyślał, że Zuzanna, taka cicha, mogłaby zrobić coś takiego. Winę zrzuciło się na Grześka i jego kolegę to oni zresztą zamordowali Tomka. Dostali wysokie wyroki.

Andrzej poprosił Zuzannę o rękę, była kameralna wiejska uroczystość. Miłość Andrzeja zmyła wszystkie grzechy Zuzanny i uzdrowiła jej rany. Dziś wychowują córeczkę malutką Bożenkę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie chciała, ale musiała — historia młodej Vasilii z polskiej wsi, która wplątana w długi zmarłego n…