Nie chciała, ale była zmuszona Vasilisa nie umiała palić, ale wierzyła, że takie skręty pomogą jej …

Nie chciała, a jednak to zrobiła

Palić mało kto uczy się z entuzjazmem, a Zdzisława na pewno nie czuła się w tym mistrzynią. Ale była przekonana, że dzięki temu jej nerwy nie zwariują. Stała oparta o furtkę przy swoim domku na końcu ulicy w wiosce pod Białymstokiem, patrząc, jak życie w małej miejscowości płynie leniwie i cicho. Ostatnio sprawy się jej trochę pokomplikowały zmartwienia zaczęły się lepić do myśli jak ciasto drożdżowe do dłoni.

Zdzisława mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice urzędowali w pobliskim Śmiłowie jakieś siedem kilometrów dalej. O, jak ona marzyła o własnej niezależności! Miała już dwadzieścia trzy lata, więc uznała, że czas na własne decyzje. Pracowała w lokalnej poczcie.

Papieros nie chciał się skończyć dobrze zgasiła go w popielniczce i odrzuciła z miną znawczyni.

Nie znoszę tego palenia, jak ta Wiesia potrafi jednego za drugim, to ona mnie do tego namówiła. Rzekomo uspokaja, ale jakoś nie widzę efektów kombinowała Zdzisława.

Właśnie wtedy przez wieś przejechał nowy dzielnicowy Antoni, przeniesiony z Łomży. Wiedziała o tym z plotek i od koleżanek na poczcie. Popatrzyła jeszcze za jego srebrnym autem, po czym weszła do domu. Zapadał już zmierzch, a ona miała przed sobą sprawę nie byle jaką i nie do końca bezpieczną.

Na poczcie poprzedniego dnia jakby ciszej było miejscowi wpadają, ale dziś wyjątkowy spokój.

Jutro tu będzie Meksyk! stwierdziła Anna Fedorowicz, dzisiaj cisza przed wypłatą emerytury.

Anna Fedorowicz była z pocztą zżyta od liceum, ludzie w Śmiłowie nawet nie pamiętają, żeby kiedyś jej na poczcie nie było.

Już trzydzieści lat tutaj pracuję, wszyscy mnie znają. Nie wiem, co bym gdzie indziej mogła robić, lubiła się chwalić.

Oj tam, ciociu Aniu! śmiała się młoda Weronka, moja mama mówi, że jakbyś ty stąd zniknęła, to poczta przestałaby istnieć. Wszystko na tobie się trzyma.

Eee, bez przesady. Każdego można zastąpić, jak pójdę na emeryturę, znajdą inną.

Dzień dobry! weszła do środka Marysia, sąsiadka, kobieta w kwiecie wieku, no, 42 lata. Ale dziś upał jęknęła. Przyszłam bo sąsiadka, babka Genowefa, prosiła mnie o przedłużenie prenumeraty Przyjaciółki. Ona uwielbia czytać gazety. Jutro nad ranem wyjeżdżamy na urlop, prosto do Turcji. Genowefa boi się bez gazet zostać, bo jej prenumerata się kończy… Szkoda mi jej nie wychodzi już z domu, to dużo czyta. Mówi, że wtedy czas szybciej leci.

Marysia, a nie boisz się tak daleko i jeszcze samolotem? mruknęła Anna Fedorowicz, Turcja, taka egzotyka, na słoneczku się wygrzejecie, tonem jakby właśnie wróciła z tamtąd.

Ależ nie! Pierwszego dnia wrzucę zdjęcia na Facebooka, kupiłam sobie nowy kostium, będziecie podziwiać obiecała Marysia i wyszła.

Ile to trzeba mieć pieniędzy, żeby całą rodziną na wakacje do Turcji polecieć Weronka przewróciła oczami.

Mają kasę. Jej mąż Michał to farmer, prowadzi gospodarstwo skwitowała Anna Fedorowicz nie bez nuty zazdrości.

Zdzisława tylko słuchała, siedząc pod ścianą, wpatrując się z zaangażowaniem w komputer, próbując przy tym wyglądać na obojętną. Analizowała swoją sytuację

Po chwili, na pocztę wszedł dzielnicowy Antoni. Przywitał się promiennie:

Dzień dobry, miałem dostać awizo, możesz spojrzeć, Weronka? zagadnął, ale zatrzymał wzrok na Zdzisławie.

Nie wiedziałem, że tu takie piękne kobiety pracują tylko, że bardzo smutna.

Anna Fedorowicz od razu wyłapała temat.

To Zdzisława. Niedawno narzeczonego pochowała.

Rozumiem. Antoni zmarkotniał, a Weronka potwierdziła, że dla niego na razie nic nie przyszło.

Trzy tygodnie temu Zdzisławie zginął narzeczony Paweł. Znaleźli go zamordowanego na pustkowiu, gdzieś w powiecie. Okazało się, że grywał w nielegalnych grach i miał długi. Zdzisława o tym nie wiedziała. Policja śledztwa nie podjęła, ale niedawno wieczorem odwiedzili ją dwaj podejrzani młodzi, którzy czasem kręcili się przy Pawle.

Twój narzeczony był nam winien 24 tysiące złotych.

Ale on nie żyje, powiedziała zlękniona.

Długi nie umierają. To ty musisz spłacić. Za dwa tygodnie wrócimy po kasę. Wiesz przecież, którzy są bogatsi w waszej wiosce. rzucił jeden z nich, Grzegorz.

Skąd mam wiedzieć?

No co ty, na poczcie pracujesz, to wszystko wiesz. Nie kombinuj! Grzegorz wręczył jej zestaw wytrychów. Masz dwa tygodnie. I pamiętaj, nie próbuj iść na policję, bo cię znajdziemy wszędzie.

Wyszedł, a Zdzisława zatrzasnęła drzwi. Serce łomotało jej do granic rozumu, dom cichy jak po burzy, za oknem ciemno.

Po dobie rozmyślań, postanowiła w nocy włamać się do domu Marysi. Miała pewność, że Marysia nie ma psa na podwórku, a tylko zamknięta brama. Dotarła do ogrodzenia, przeskoczyła z trudem. Może nie była wprawna w przestępczym fachu, ale wytrychem otworzyła drzwi. Przez całą akcję trzęsła się jak galareta, wiedziała, że już jest po drugiej stronie prawa.

Szukała pieniędzy bardzo długo. Cienie padały z ulicznej latarni przez okno.

Rany boskie, co ja robię myślała, chciałam tylko żyć spokojnie, a tu Paweł taki numer wywinął. Leżysz sobie pod ziemią, a ja się tu muszę narażać

Zdzisława rozumowała, że powinna zgłosić sprawę na policję, ale bała się potwornie Grzegorza. W końcu znalazła zaledwie dwa tysiące złotych, a w komodzie złoty pierścionek Marysi i jej bransoletkę, do torebki wrzuciła też laptopa.

Cicho opuściła dom, schowała skarby do starej skrzyni babci w spiżarni. Całą noc nie zmrużyła oka. Na pocztę przyszła z takim bólem głowy, jakby ją katował sam diabeł. Przed południem wybiegła z pracy do baru mlecznego.

Dzień dobry! zaskoczył ją Antoni. A ona aż podskoczyła, spanikowała, czy już wie o jej przygodzie.

Nie bój się, mamy ten sam kierunek, zażartował.

Dobry wybąkała cicho, rozmyślając gorączkowo, czy zaraz ją wsadzi do radiowozu.

Tak, czekałem na ciebie gładko dodał Antoni.

Jego uśmiech rozbroił ją całkowicie. Zaczęli jadać razem, a wieczorami odprowadzał ją do domu. Potem został na noc i tak został na dobre.

Po wsi rozniosły się plotki:

No, złapała Zdzisława dzielnicowego, miała nosa! oburzała się Tamara. Antoni podobał się mojej córce Tereni, a tu ta…

Oj, daj spokój, przecież widać, że się zakochali odpowiadała sąsiadka, śmiejąc się serdecznie.

Miłość rozkwitła, a niektórzy patrzyli krzywo.

Jeszcze niedawno narzeczonego pochowała, a już kogoś sobie znalazła!

Co, ma całe życie sama cierpieć? bronili Zdzisławę inni.

Zdzisława nie miała spokoju, zbliżał się dzień wymuszonej spłaty. Boi się, że złoczyńcy trafią akurat, gdy będzie z Antoni. Chciała się mu zwierzyć, w końcu dwa dni przed terminem znalazła odwagę.

Antoni, muszę ci coś powiedzieć zaczęła niepewnie.

Wiem, wiem, ja też cię bardzo lubię

Nie o to chodzi, przerwała.

Antoni słuchał, zmieniając miny jak w teatrze pantomimy, nie mógł uwierzyć, że Zdzisława naprawdę to zrobiła. Ale, szczerze mówiąc, rozumiał przecież była zastraszona.

Zdzisławo, będziesz musiała odpowiedzieć Gdzie są te rzeczy? Czemu nie przyszłaś od razu do mnie?

Wyjęła z skrzyni torebkę i wszystko oddała Antoniemu. Obiecał jej pomóc, pocieszać, uspokajał.

Dwa dni później, późnym wieczorem, do drzwi zapukali Grzegorz i jego kolega. Domagali się pieniędzy.

Nie znalazłam wszystkiego, mogę jeszcze coś wymyślić. Potrzebuję czasu! spanikowała.

Grzegorz złapał ją za ramię i mocno ścisnął.

Chyba żartujesz albo kasa, albo pociągnął ją za bluzkę, rozdzierając ją, ale wtedy, jego kolega nagle padł do tyłu, zaraz za nim Grzegorz. Oboje rozbrojeni, Antoni już zapinał im kajdanki. Towarzyszył mu drugi policjant, zbierając odważnego wspólnika Grzegorza z podłogi.

Już po wszystkim powiedział cicho Antoni. Rano przyjdziesz na komisariat, wyjaśnimy sprawę.

Przesłuchali Zdzisławę. Przyznała się do wszystkiego. Marysi oddano rzeczy według dokładnej listy, a Antoni uprosił śledczego, żeby nie rozpowiadać, kto był sprawcą. Ludzie w wiosce i tak uznali, że to Grzegorz z kolegą spiskowali, a to przecież oni zabili Pawła. Odwiedzili zakład karny na długo.

Antoni poprosił Zdzisławę o rękę, odbył się ślub głośny, kolorowy, jak w dobrym serialu. Miłość Antoniego zmyła wszystkie grzechy Zdzisławy i uleczyła jej stare rany. Teraz wspólnie wychowują córeczkę Jagódkę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie chciała, ale była zmuszona Vasilisa nie umiała palić, ale wierzyła, że takie skręty pomogą jej …