Ciociu Basiu, pomożesz mi, proszę, z matematyką? cicho zapytał Olek, patrząc z nadzieją na narzeczoną taty. Jutro mam sprawdzian, a tata do wieczora w pracy.
Maluszku, naprawdę nie mam czasu odpowiedziała Basia nie odrywając wzroku od laptopa. Ślub już za dwa tygodnie, a jeszcze tyle rzeczy niezałatwionych. Chcesz przecież, żeby nasz ślub z twoim tatą był idealny, prawda?
Tak przyznał zagubiony chłopiec i smutno powlókł się do swojego pokoju. Basi nie lubił za grosz, lecz skoro ojciec był szczęśliwy, powtarzał sobie, że dla niego warto zacisnąć zęby.
Mama Olka poważnie zachorowała i nie była już w stanie wychowywać syna.
Ośmiolatek nie powinien patrzeć na cierpienie bliskiej osoby!
Z takimi słowami Andrzej, ojciec Olka, zabrał go do siebie. Basia nie była zachwycona tą sytuacją, ale rozumiała, że tuż przed ślubem nie ma sensu robić awantur.
Przy Andrzeju starała się być troskliwą i wyrozumiałą kobietą, której bardzo żal chłopca. Ale gdy tylko zostawali sami w domu, chłopiec stawał się dla niej powietrzem. Nie chciała mieć nic wspólnego z cudzym dzieckiem.
Kilka dni przed weselem, komputer Andrzeja nagle odmówił posłuszeństwa. Musiał więc na szybko skorzystać z Basi laptopa, by wysłać ważny mejl. Gdy skończył, przez przypadek zerknął w historię przeglądania.
Z każdą sekundą jego twarz ciemniała. Z trzaskiem zatrzasnął klapę komputera i wszedł do salonu, gdzie Basia oglądała serial.
Co to za głupoty o domu dziecka dla mojego syna? Andrzej ledwo panował nad złością.
O czym ty mówisz? zdziwiła się Basia, marszcząc brwi. Przecież miałeś tylko wysłać wiadomość, a jednak grzebałeś w moich rzeczach? Masz się czego wstydzić!
Oczekuję odpowiedzi. Nie reagował na zarzuty. Kto ci dał prawo decydować o moim dziecku?
No właśnie, twoim! Basia rzuciła pilot na stół. Będziemy mieli swoje dzieci, wspólne. A Olek będzie tylko przeszkadzał. Słabo się uczy, ciągle z dwój na trójkach. To ma być przykład?
On jest po traumie! Matka leży śmiertelnie chora! Stracił wszystko, co znał! Jest mu ciężko, a ty zamiast pomóc, tylko rozmyślasz jak się go pozbyć. Andrzej już nie krył emocji. Na szczęście Olek był wtedy w szkole.
Przestań na mnie krzyczeć! oburzyła się kobieta. Nie muszę wychowywać czyjegoś dziecka. Ma babcię, niech ją zabiera, jeśli nie podoba ci się mój pomysł.
Kiedy miałaś mi opowiedzieć o swoim genialnym rozwiązaniu? Andrzej nie zamierzał się uspokajać. Po tygodniu od ślubu? Po miesiącu?
Już za kilka dni powiedziała Basia, nawet nie zasmucona swoim zachowaniem. Szkoda zwlekać. Mam znajomą w opiece społecznej, wszystko załatwi szybko. Chłopakowi będzie tam lepiej.
Zapamiętaj sobie raz na zawsze nagle spokojnie powiedział Andrzej. Nigdy nie zdradzę własnego syna. Kocham Olka ponad wszystko.
A ja? Co ze mną? zerwała się Basia. Już mnie nie kochasz? Popatrzmy prawdzie w oczy ja nie chcę, by twój syn mieszkał z nami po ślubie. Wybieraj. Albo on, albo ja.
Olek. Bez chwili wahania odpowiedział Andrzej. Kobietę można znaleźć zawsze, syna mam jednego.
Kobietę? Kto na ciebie spojrzy, oprócz mnie?! syknęła ze złością Basia, cała roztrzęsiona. Myślisz, że jakaś zgodzi się pokochać twojego bachora? Nie rozśmieszaj mnie! Nikt cudzych dzieci nie chce!
Masz godzinę na spakowanie się i opuszczenie mieszkania. Prezenty też możesz wziąć, nie zależy mi. Andrzej narzucił kurtkę i zatrzymując się w przedpokoju, powiedział cicho: Nie chcę cię już widzieć. Jeśli sądziłaś, że oszalałem na twoim punkcie, myliłaś się. Szukałem dla Olka nowej mamy, to wszystko.
Andrzej, a co ze ślubem? zaskoczona Basia zamarła. Była pewna, że mężczyzna zacznie ją przepraszać i przyjmie jej warunki. A tutaj co? Wyrzuca ją?
Naprawdę nie rozumiesz? Andrzej spojrzał na nią z niedowierzaniem. Ślubu nie będzie. Podjąłem swoją decyzję. Pakuj się. Jeśli wrócę i wciąż tu będziesz, nie będę się już cackał.
Trzasnęły drzwi, a Basia osunęła się na kanapę, niepewna co dalej. Przypisywała już sobie to mieszkanie i nie zamierzała go opuszczać.
Nagle rozległ się dzwonek. Basia z nadzieją podbiegła do drzwi z uśmiechem. Andrzej pewnie tylko żartował… Przecież mnie nie zostawi…
Przesyłka dla pani wesoło oznajmił młody kurier. Proszę tu podpisać.
Z złości niemal złamała długopis podczas podpisywania. Chłopak spojrzał na nią dziwnie i prędko zniknął z klatki.
W paczce, połyskując złośliwie, leżała śnieżnobiała suknia ślubna… Drogocenna. Basia w amoku rzuciła kreację w kąt i bez opamiętania po niej deptała, aż stała się zwykłą szmatą.
Wzięła telefon, wściekła, i wykręciła numer przyjaciółki.
Co się stało? w słuchawce rozbrzmiał zaspany głos. Ty nie śpisz i innym nie dajesz spać. To ten stres przed ślubem? zadrwiła koleżanka.
Ślubu nie będzie! syknęła Basia, przełączając rozmowę na głośnik. Pakuję rzeczy. Przyjedziesz po mnie?
Co się dzieje? tamta nagle spoważniała. Zranił cię?
I to jak! wykrzyknęła Basia i opowiedziała całą sytuację. Przez chwilę panowała cisza. Zasnęłaś?
Ty naprawdę chciałaś pozbyć się chłopaka?
Oczywiście, na co mi on prychnęła Basia. Swoje bym wychowała.
Wiesz co… po dłuższej pauzie odpowiedziała koleżanka. Nie rozumiem cię. Nie chcę rozumieć. Nigdy nie myślałam, że jesteś do tego zdolna.
I co z tego? złościła się dalej Basia, siłując się z walizką. Przyjedziesz?
Nie sucho odpowiedziała jej dawna przyjaciółka. Zadzwoń po kogoś innego.
Pff, zawołam taksówkę…
***********************************************
Andrzej odebrał Olka ze szkoły. Poszli razem do parku karmić gołębie. Chłopczyk cieszył się, że tata poświęca mu uwagę, ale w końcu zapytał:
A nie musisz pomagać cioci Basi ze ślubem? ściszył głos, wyczekując odpowiedzi, bo spodziewał się, że tata zaraz uzna, że muszą wracać do domu…
Nie muszę odpowiedział Andrzej, a chłopiec aż otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Ślubu nie będzie. Nie będzie ci źle, jeśli Basia z nami nie zamieszka? zapytał spokojnie. Przez moment przeraził się, bo wyrzucając narzeczoną z domu, nie pomyślał o tym, jak zareaguje syn.
Nie będzie mi źle Olek rozpromienił się niespodziewanie. Wcale nie była dla mnie miła. Nie byłem jej potrzebny.
Nie martw się Andrzej objął syna. Póki co będziemy mieszkać we dwóch. A potem na pewno znajdziemy kobietę, która pokocha cię jak własnego syna…




