Natalia Pietrzak wraca właśnie ze sklepu, taszcząc ciężkie torby z zakupami. Już niemal dociera pod swoje podwórko w małej wsi pod Puławami, gdy nagle zauważa samochód zaparkowany przed bramą. Kto to może być? myśli zaskoczona. Nie spodziewam się nikogo dziś. Natalia podchodzi bliżej i dostrzega na podwórzu młodego mężczyznę. Przyjechał! wykrzykuje i rzuca się na szyję synowi. Mamo, poczekaj chwilę. Muszę ci coś powiedzieć syn delikatnie się odsuwa. Co się stało? pyta zaniepokojona Natalia. Lepiej, żebyś usiadła mówi cicho Piotr. Natalia opada na ławkę pod domem, gotowa na każdą wiadomość.
Natalia mieszka tu sama już drugi rok. Męża pochowała dwa lata temu, a jedyny syn Piotr po opuszczeniu wojska wyjechał na studia do Lublina i od tego czasu nie wrócił na stałe. Pracuje jako inżynier w fabryce, przez pewien czas wynajmował mieszkanie, a ostatnio wszystko mu się odmieniło, ale matce nie opowiadał szczegółów.
Odwiedzał ją rzadko, odkąd kupił samochód przyjeżdża częściej, czasem nawet bez zapowiedzi. Przywozi jedzenie, ubrania, choć Natalia zawsze się wzbrania, ale on i tak coś przywiezie. Ostatnio dał jej na prezent ciepłą, ręcznie robioną chustę.
O swoim życiu niewiele mówił. Wszystko w porządku, nie martw się to była zawsze ta sama odpowiedź. Ostatecznie jednak Natalia dowiedziała się więcej od sąsiadki, młodej Wioli, która pojechała do miasta.
Zatroskana matka poprosiła Wiolę, by przekazała Piotrowi domowe przetwory powidła, marynowane grzyby. Mieli kontakt do niego, więc Wiola zadzwoniła i spotkała się z nim.
Oj, ciociu Natalko, przyjechał samochodem z jakąś panią opowiadała Wiola. Wszystko zabrał, pozdrowienia przekazał i powiedział, że niedługo znów wpadnie.
A kto to była? dopytywała Natalia.
Skąd mam wiedzieć? Z samochodu nosa nie wystawiła. Ale, ciociu, wyglądała na starszą od niego, ze cztery, pięć lat. Dość krągła, mocno umalowana.
Natalia zamyśliła się. Syn nigdy nie dzielił się osobistymi sprawami. Postanowiła zapytać go następnym razem. Na szczęście długo nie musiała czekać.
Wraca z zakupami, a na podwórzu czeka już na nią syn z chłopcem, samochód stoi pod furtką.
Przyjechał! Przyspiesza kroku, chcąc objąć syna, lecz ten tylko lekko się odsuwa i mówi:
Cześć mamo. Poznaj, to Jurek. Teraz traktuję go jak własnego syna.
No, zapraszam do domu, nie będziemy przecież stać przed domem zaprasza Natalia.
Szybko nakryła do stołu – na szczęście ziemniaki jeszcze ciepłe w garnku, kiszona kapusta, ogórki, duszona wieprzowina – wszystko świeżutkie.
Jurek siedzi smętnie przy stole, grzebie w talerzu, nie patrzy na nikogo. Po posiłku Natalka zaprasza go, żeby zobaczył podwórko, a sama siada z Piotrem.
Mamo, muszę ci powiedzieć zaczyna syn. W zeszłym roku się ożeniłem. Znaczy, oficjalnie tylko cywilny ślub. To właśnie syn mojej żony, Olgi. Nie mówiłem ci wcześniej, nie gniewaj się. Olga nie chce poznawać teściowej.
A dlaczego nie chce? Jestem zła, czy może biedna, prosta wieśniaczka? dziwi się Natalia.
Ależ nie, mamo. Miała bardzo trudny pierwszy związek. Z teściową ciągle się kłóciła, była wredna i nie cierpiała Olgi. Olga przez nią odeszła od męża. Niedługo potem on i teściowa zmarli. Zostało im mieszkanie i samochód. Jak się poznaliśmy, zaprosiła mnie do siebie, potem zdecydowaliśmy na ślub. Ale o teściowej nie chce słyszeć.
A Jurka po co mi przywiozłeś? pyta w końcu Natalia.
Jest lato, Olga jest w ciąży, we wrześniu rodzi. Ma ciężko z Jurkiem, trzeba go pilnować, a ja całe dnie pracuję. Dopilnujesz go do jesieni? Potem go zabiorę.
Dopilnuję, jak trzeba. Ale czy on sam będzie chciał zostać tu ze mną?
Kto go pyta? Matka kazała, więc musi posłuchać.
Natalia nie może się nadziwić takim słowom, ale nie wnika. Olgę zna tylko z opowieści trudno więc o pretensje. Chłopak ośmioletni w domu nie zaszkodzi, już nie taki mały. A już niedługo pojawi się jej rodzone wnuczątko. Co za radość!
Następnego ranka Piotr wraca do Lublina, a Jurek stoi przy oknie, naburmuszony.
Kobieta podchodzi i mówi:
No, Jurku, czas żebyśmy się zaprzyjaźnili. Możesz mnie nazywać babcią Natalią. Do której klasy pójdziesz?
Do drugiej mruczy chłopak, nawet nie patrząc w jej stronę.
Chodź ze mną zobaczyć kury, pokażę ci ogródek. Truskawki już dojrzewają, wkrótce będziesz zbierał owoce, u nas są wczesne.
Nie pójdę z panią.
Dlaczego? Nic ci nie zrobię. I mój Max pies na podwórzu też cię nie skrzywdzi, jeśli się go boisz.
Mama mówiła, że pani jest zła. I że i tak niedługo tu zostanę. Zresztą psa się nie boję.
Skąd twoja mama wie, że jestem zła, skoro mnie nie zna? No nic, siedź sobie tu, jak chcesz, a ja idę do ogródka, mam robotę, wnuczku.
Natalia znikła za drzwiami. Było jej żal chłopca. Najwyraźniej Olga musiała sporo wycierpieć przez poprzednią teściową, skoro i syna nastawiła nieufnie. Ale Natalia wierzy, że sercem i dobrym słowem rozkruszy jego opór.
Zajęła się pielenie grządek i prostą gospodarką. Nie prowadzi dużego gospodarstwa: kilka kur, para kaczek to jej wystarcza. Mleko, ser, śmietanę kupuje od sąsiadów, od mamy Wioli za złotówki. W zamian czasem podrzuci im jajka czy owoce z ogrodu. Tak tu wszyscy żyją.
Po tygodniu Jurek zaczyna się powoli oswajać wybiega na podwórko, czasem pogłaszcze Maxa, czasem podkradnie truskawkę z grządki. Nie garnie się do pomocy, ale Natalia nie naciska. Pewnego dnia, gdy szykuje się do sklepu, proponuje Jurkowi, by poszedł z nią chłopak się zgadza. Po drodze rozmawia bez przerwy, a potem żwawo wraca do domu. Od tej chwili zmienia się nie do poznania: sprząta pokój, podlewa grządki, Maxa sam karmi, polubił miejscowych chłopaków i wieczorami trudno go z domu wygonić.
Rozweselił się, zaczął czytać książkę o Robinsonie Crusoe. Stara, jeszcze po Piotrze, ale czyta chętnie, a potem babci wszystko opowiada i śmieje się z przygód Piętaszka, podczas gdy ona wieczorami dzierga na drutach. Przypomina jej się dzieciństwo syna był równie rozgadany.
W sierpniu przyjeżdża Piotr z radosną nowiną razem z Olgą mają córeczkę, Julię. Następnego dnia odbiera ją ze szpitala, ale dziś przyjechał do mamy, by przekazać wieści i zobaczyć, co u Jurka.
Tato, ja chcę jeszcze być z babcią Natalią! Tutaj jest super. Do siostry pojadę, jak już pójdę do szkoły mówi Jurek ochoczo.
I został do września. Natalia przygotowała dla wnuczki prezenty: ciepłe wełniane skarpetki, czapeczkę i puszystą kołderkę. Dla synowej ręcznie dziergane rękawiczki. Piotr podziękował, ucałował matkę, uścisnął Jurka jak dorosłego i pojechał.
Pod koniec sierpnia Jurek biega z chłopakami po ulicy, grają w piłkę, gdy nagle na końcu drogi pojawia się samochód. Wszyscy patrzą z zaciekawieniem. Auto podjeżdża pod dom Natalii. Z wysiada pełna kobieta z dzieckiem na rękach, potem Piotr. Odbiera pakunek od żony, a do drzwi już pędzi Jurek.
Mama przyjechała! wykrzykuje, ale potyka się o kamień.
Nie płacze długo, tylko przystawia liść babki do kolana, jak to chłopaki pokazali. Olga obejmuje syna, bierze za rękę i wchodzi do domu za mężem.
Dlaczego Jurek biega sam po ulicy? pyta na dzień dobry.
Dzień dobry, Olgo spokojnie odpowiada Natalia. Fajnie, że się widzimy. Chłopcy tu zawsze biegają po wsi, grają w piłkę. A Jurek jest moim pomocnikiem w domu, w ogrodzie. Niech też się pobawi, zasłużył.
Potem Natalia zagląda do Julii. Maleństwo słodko śpi, wygląda jak aniołek i łzy wzruszenia stają babci w oczach.
Gospodyni częstuje gości barszczem ze śmietaną, świeżym chlebem i zaczyna wypytywać, jak tam sprawy się mają.
Przyjechałam po Jurka, oświadcza stanowczo Olga. Zaraz szkoła. Chyba już wam wystarczy pomocnika, a i on się pewnie nie może doczekać powrotu do miasta.
Chłopak podnosi się i głośno mówi:
Nie chcę do miasta! Chcę zostać z babcią Natalią. A ty, mamo, okłamałaś mnie. Ona jest dobra!
Na twarzy Olgi pojawia się rumieniec, brwi unoszą się w obrażeniu.
Tak się nie mówi mamie, Jurku. Przeproś i idź się pobawić, tylko nie wychodź poza podwórko łagodnie mówi Natalia.
Chłopiec spuszcza głowę, cicho przeprasza i wychodzi.
Olgo, nie martw się o niego. To bardzo dobry, grzeczny chłopiec. Porządnie go wychowałaś. A dla mnie to była sama radość! Niech przyjeżdża do mnie latem, zawsze mu będę przychylna.
Wtedy rozlega się płacz Julii, a Olga rzuca się do córki. Dwa dni rodzina spędza gościnnie u Natalii Piotr naprawia kilka rzeczy, Olga nie schodzi z rąk córeczki, teściowa gotuje smakołyki, karmi wszystkich i pomaga przy dzieciach, a Jurek wszędzie zagląda, pomaga i wszystkim opowiada, jak mu tu dobrze.
W końcu rodzina pakuje się do drogi. Piotr żegna się z Jurkiem i córką, wychodzi, a Olga podchodzi do teściowej, obejmuje ją i mówi:
Dziękuję, mamo. Własnej już nie pamiętam, a nie myślałam, że teściowa może być taka dobra. Przepraszam. Piotra bardzo kocham, jest wspaniały, opiekuńczy.
Teraz już jest twój, córko. A mnie samą radość sprawiliście. I Jurka przywoźcie, pokochałam go jak własnego.
Rozstali się w ciepłej atmosferze. I wszystko rodzinie dobrze się układa. Na zimę zabrali mamę do miasta, by pomogła przy dzieciach i w domu. A teściowa i synowa żyją teraz w zgodzie, na szczęście Piotra i wesołego Jurka.




