Narzeczony dwa lata temu wyszedł i nigdy nie wrócił. Szukaliśmy go z policją, a wczoraj zadzwonił z prośbą

Ja sama ledwo wierzę w to, co mi się przytrafiło. Siedzę sobie wczoraj wieczorem, normalnie, w piżamie, z kubkiem herbaty, oglądam serial. Wszystko cacy, spokój, cisza, kot na kolanach. I nagle dzwoni telefon. Patrzę, a to mój były narzeczony, który zniknął bez słowa i szukała go nawet policja.

 

Byłam kiedyś bardzo zakochana w Przemku. Myślałam, że będzie nam razem tak dobrze już do końca życia, ale zniknął dwa lata temu bez słowa, zostawiając mnie z kredytem, naszym kotem i toną wspólnych planów. Nie odbierał, nie odzywał się, jego matka też nic nie wiedziała, więc zgłosiłam nawet zaginięcie na policję. Okazało się, że wcale nic mu nie jest, ale… Nie chce mieć ze mną kontaktu. A później dał znak życia na Instagramie z jakiejś egzotycznej plaży z tą jego nową dziewczyną. I co on teraz mi mówi? Że mu przykro, że wszystko zawalił, że chciałby wrócić. No masz, chciałby wrócić!

Ja siedzę, słucham i myślę sobie, że to jakiś absurd. Serce mi skacze jak szalone, a w głowie mam mętlik, bo przecież dwa lata temu obiecałam sobie, że jak on wróci, to mu powiem, co myślę i że nie ma szans. Ale teraz, jak on tak mówił, to wszystkie te stare uczucia wróciły. Tęsknota, miłość, nawet trochę złość mi przeszła na to wszystko.

Mówi, że zrozumiał, że zrobił błąd, że ta nowa kobieta to było tylko chwilowe zauroczenie i że ja byłam tą jedyną. Mówił, że przestraszył się ślubu, że to wszystko działo się tak szybko i odcięło mu rozum, jak postanowił uciec. No kurczę, powiedzcie mi, jak mam to teraz rozumieć? Dwa lata płakałam, zastanawiałam się, co zrobiłam nie tak, a teraz on po prostu wraca i mówi „przepraszam”?

Ale to jeszcze nie koniec. Bo jakby tego było mało, dzisiaj rano dzwoni do mnie Kasia, moja najlepsza przyjaciółka. Mówi, że widziała Przemka wczoraj wieczorem na mieście. Z jakąś blondynką! No nie, mówię jej, że to niemożliwe, bo przecież rozmawiał ze mną przez telefon. Ale ona upiera się, że to był on. No i teraz siedzę i myślę, co jest grane. Czy on sobie ze mnie żarty robi, czy może ma jakiegoś sobowtóra?

 

Przeczytaj także: Jesteśmy małżeństwem, a mamy dwie sypialnie. Żona nie chce ze mną spać z powodu takiego drobiazgu

 

Nie wiem, co robić. Serce mi mówi, żeby dać mu szansę, ale rozum krzyczy, że to błąd. Bo przecież jak można zaufać komuś, kto tak łatwo cię porzucił? Kasia mówi, żebym dała sobie spokój, że to nie warto. Ale ja sama nie wiem. To wszystko jest jak jakiś zły sen. Czy ja naprawdę zasłużyłam na takie traktowanie?

I najgorsze jest to, że mimo wszystko, gdzieś tam w środku, nadal go kocham. To takie głupie, prawda? Ale co poradzę na serce. Tylko teraz, co z tym zrobić? Ignorować go? Dać mu szansę? Boję się, że cokolwiek zdecyduję, to i tak będzie źle. To wszystko jest takie niesprawiedliwe. Ja tylko chciałam być szczęśliwa, a teraz czuję się jak w jakiejś tandetnej telenoweli.

Oceń artykuł
TwojaCena
Narzeczony dwa lata temu wyszedł i nigdy nie wrócił. Szukaliśmy go z policją, a wczoraj zadzwonił z prośbą