ODRODZONE SZCZĘŚCIE
Proszę pana, przestań mnie śledzić! Mówiłam już, że jestem w żałobie po mężu. Nie nachodź mnie, zaczynam się pana bać! podniosłem głos, nie wytrzymując już tej sytuacji.
Pamiętam Ale mam wrażenie, że ty nosisz żałobę bardziej po sobie niż po nim. Wybacz mi nie dawał za wygraną mój natrętny adorator.
Odpoczywałem w sanatorium. Marzyłem tylko o ciszy i śpiewie ptaków, a nie nachalnych podchodach obcych facetów. Niedawno zmarła mi żona. Musiałem dojść do siebie po tej stracie, zrozumieć co się stało.
Razem z Magdą, moją żoną, remontowaliśmy mieszkanie, oszczędzaliśmy grosz do grosza, odmawialiśmy sobie wszystkiego. A tu nagle Magda źle się poczuła, pogotowie już nie zdążyło pomóc. Drugi zawał serca. Pochowałem Magdę, zostałem sam bez ukochanej, bez remontu. Za to z dwoma nastoletnimi synami. Ręce mi opadły. Jak to wszystko dalej przetrwać?
W pracy dali mi skierowanie do sanatorium. Broniłem się przed wyjazdem, nie miałem nawet siły wychodzić z mieszkania. Koledzy przymusili:
Przestań, Tomek. Nie jesteś pierwszym wdowcem i nie ostatnim. Masz dzieci. Musisz żyć! Jedź, Tomku, odetchnij, przemyśl wszystko na spokojnie.
Z ciężkim sercem dałem się przekonać. Czterdzieści dni od śmierci Magdy nie zagoiło bólu.
W sanatorium zakwaterowano mnie w pokoju z wesołym chłopakiem, Kubą. Rozpierała go pozytywna energia, co niestety trochę mnie drażniło. Nie chciałem się z nikim dzielić swoim bólem. No i po co młodemu takie smutki? Kuba miał za to do towarzystwa animatorkę z ośrodka jak to w uzdrowiskach: same samotne, rozwiedzione albo nieszczęśliwe dusze. Mało się naoglądałem takich cyrków Ostrzegałem Kubę, że dziewczyna na pewno ma pełno adoratorów, i nie warto się łudzić.
Kuba tylko się śmiał:
Daj spokój, Tomek, ja już nie jedno widziałem
I znikał wieczorami na spotkania. Ja za to niemal tydzień nie wychodziłem z pokoju. Czytałem książkę, nie rejestrując jej treści, oglądałem telewizję i nie widziałem nawet obrazu.
Aż pewnego ranka obudziłem się w doskonałym humorze. Wyjrzałem przez okno cudowny dzień. Wyszedłem więc do lasu, posłuchać ptaków, nacieszyć się świeżym powietrzem. I wtedy spotkałem nieznajomą.
Widziałem ją wcześniej w stołówce. Nie przypadła mi do gustu niska, łysawa, z przenikliwym spojrzeniem. Po prostu wzbudziła moją niechęć. Jednak była schludna, ogolony pod brodę, ubrana elegancko. Każdego wieczora ukłonem witała mnie podczas kolacji. Odpowiadałem tylko grzecznym skinieniem głowy, z obowiązku wobec etykiety. Pewnego razu jednak dosiadła się do mojego stolika.
Nudzi się pan? zapytała przyciszonym głosem.
Nie, wszystko w porządku odpowiedziałem z rezerwą.
Niech pan nie udaje. Widać, że pan cierpi. Może mogłabym pomóc? nie dawała spokoju.
Dobrze trafiła pani. Smucę się właśnie po stracie żony. Są jeszcze pytania? wstałem, wycierając ręce w serwetkę, dając znak, że nie mam ochoty na rozmowę.
Przepraszam, nie wiedziałam. Składam wyrazy współczucia A może się poznamy? Jestem Grażyna powiedziała szybko.
Widocznie obawiała się, że już tego nie powtórzę.
Tomasz odpowiedziałem niechętnie i wyszedłem.
Od tego momentu przy każdej kolacji Grażyna przynosiła mi mały bukiet niezapominajek. W tej okolicy rosły ich całe łany. Muszę przyznać, to było miłe. Niczego jednak nie zamierzałem rozwijać nie tego tu szukałem.
Ale ona nie dawała się zbyć. Dołączyła do moich wieczornych spacerów, a ja nawet zacząłem zakładać buty na płaskiej podeszwie, by nie czuć się z nią jeszcze wyższym. Jej nie przeszkadzał jej wzrost ani połyskująca łysina. Dopiero wtedy zrozumiałem, że kobiety podbija jej delikatny, ciepły głos nigdy nie słyszałem tak pociągającego tembru. Chyba już byłem złapany w tę sieć.
Codziennie chodziliśmy razem na tańce, jeździliśmy do miasta po owoce Grażyna kilka razy próbowała namówić mnie do siebie do pokoju. Uparcie pozostawałem nieugięty.
Wreszcie przypomniała mi:
Tomku, jutro wyjazd. Może wpadniesz wieczorem do mnie… na herbatę?
Zastanowię się odpowiedziałem wymijająco.
Nadszedł ostatni wieczór w sanatorium. Postanowiłem nie ranić Grażyny i odwiedzić ją, choć wiedziałem, do czego to prowadzi…
Stół zastawiony był wyszukanymi smakołykami, świeża biała porcelana. Ciekawe, czy pożyczyła z kuchni? pomyślałem z rozbawieniem. Grażyna uprzejmie zaprosiła do stołu. Nagle na stole pojawił się szampan.
Zaczynamy, Tomku? Nie wiem, jak jutro się rozstać. Zostaw mi swój adres, koniecznie cię odwiedzę powiedziała z nostalgią.
Drugiego dnia zapomnisz. Znam was, kobiety. A za co toast, Grażynko? byłem już gotów na wszystko.
Nie zgadłeś? Za miłość, Tomku, za naszą miłość! wzniosła kieliszek.
Rano obudziliśmy się wtuleni w siebie. Boże, czemu ja tak się wzbraniałem przez cały turnus? Czemu nie przyszedłem do niej od razu? Straciliśmy tyle wspólnych chwil! Zakochałem się jak dzieciak. A tu trzeba pakować walizki i jechać do domu…
Pożegnałem się z Kubą. Siedział na łóżku i płakał jak dziecko.
Co ci jest, Kuba? zapytałem.
Zuzanna jest w ciąży. Nie wiem nawet, czyje to dziecko szlochał.
To ta animatorka? Ona narozrabiała? próbowałem się dowiedzieć.
Nie wiem. Poznałem też dziewczynę z sąsiedniego ośrodka Jest mężatką wyszeptał stary wyga.
O rany, Kuba Dzwoń do rodziców, niech przyjadą i wszystko wyjaśniają. Jak mogli cię tak samego wypuścić? Na razie idziemy do dyrektorki sanatorium, może coś więcej się dowiemy.
Kuba wybiegł z pokoju, cały we łzach. Tak, chłopaku, jeszcze się z takich przygód nie raz napijesz goryczy
Spakowałem się. Nie chciałem wyjeżdżać. Wszystko przez te 24 dni zdążyło się już opatrzyć i stać bliskie szczególnie Grażyna
Podjechał autobus. Grażyna przyszła mnie pożegnać z bukietem niezapominajek. Łzy napłynęły mi do oczu, serdecznie ją uściskałem. To już koniec. Szybki romans dobiegł końca. Serce ścisnęło się. Wystarczyłoby jedno jej słowo, a zostałbym
Mieszkaliśmy z Grażyną w innych miastach. Kontakt mógł być tylko listowny. I wtedy, któregoś dnia, dostałem list od jej męża. Pisał, że wszystko o nas wie i żebym nawet nie próbował, bo on ma trzydzieści lat, a ja czterdzieści. Nie odpowiedziałem. Po co?
Aż po pół roku Grażyna niespodziewanie pojawiła się pod moimi drzwiami. Moi synowie zdziwili się, ale nie komentowali.
Grażyna? Przejazdem, czy jak? spytałem niepewnie (w duchu mając nadzieję, że przyjechała na stałe).
A jak myślisz Wyrzucisz mnie, Tomku? powiedziała nieśmiało, stojąc na progu.
Chłopcy usunęli się do swojego pokoju, a ja zaprosiłem ją do środka.
Co cię sprowadza? Przyniosłaś list od męża? rzuciłem z przekąsem.
Przepraszam, Tomku. Napisałam ci, a on przechwycił list… Przyznaję, zawiniłam. Rozwiedliśmy się tłumaczyła się Grażyna.
Nie wiedziałem, że byłaś zamężna Nigdy bym się nie zaangażował. I co teraz?
Wyjdź za mnie, Tomku nagle zaproponowała.
Nie wiem, mam dzieci. Widzisz, jak to jest. Jak przyjmą cię chłopcy? Nie potrafię zdecydować z dnia na dzień wahałem się, choć byłem szczęśliwy.
Dzieci to przecież skarb. Sama mam córkę, dziesięcioletnią Michasię zaskoczyła mnie.
Córkę? Zostawiłaś ją? zapytałem zdumiony.
Co ty! Zabiorę ją do siebie. Jej mama często pije. Będziemy rodziną odparła.
Poczekaj, Grażyna Ja nie znam jeszcze twojej córki, a już mam być ojcem? Chyba za szybko to wszystko leci. Daj mi się oswoić, pogadam z chłopcami. Potem zobaczymy. Chodź, zjesz coś, panna młoda z przytupem uśmiechnąłem się.
Zgodnie z przewidywaniami, nie było idealnej, zgodnej rodziny. Były kłótnie, wyjazdy, nieporozumienia Każdy miał inny charakter, niełatwo ustąpić w sporze.
Czas goni nieubłaganie.
Mój starszy syn Andrzej i Michasia córka Grażyny pobrali się. Odetchnęliśmy z ulgą, ale potem oboje się na nas obrazili. Wyciągnęli jakieś stare urazy i zarzucili nam, że niepotrzebnie rozbijaliśmy rodziny. Andrzej powiedział, że Grażyna nie powinna ponownie wyjść za mąż, a ona że ja nigdy nie powinienem odchodzić od ich matki. Wyprowadzili się do wynajętego mieszkania.
Zostaliśmy z Grażyną sami, ale mimo wszystkiego wciąż kochaliśmy się szczerze.
Minął rok.
Dzieci nie wracały. Michasia dzwoniła do Grażyny tylko na jej urodziny.
Po trzech latach Andrzej i Michasia niespodziewanie zaprosili nas w gości. Poszliśmy, choć mieliśmy wątpliwości i obawialiśmy się, co z tego wyniknie.
Okazało się, że Andrzej i Michasia mają syna naszego wspólnego wnuka. Jakże się cieszyliśmy! Przy stole Michasia i Andrzej poprosili nas o wybaczenie. Już wiemy życie pisze różne scenariusze. Trzeba nauczyć się przebaczać i szanować rodziców. Dlatego nazwaliśmy syna Mirosławem żeby w rodzinie zawsze był pokój i zgoda.
Tak oto razem z Grażyną doczekaliśmy naszego odrodzonego szczęścia.




