Moja przyjaciółka Teresa, urodziła córeczkę Natalkę. Poród był bardzo długi i ciężki, lekarze musieli zrobić cesarskie cięcie. Teraz leży cała pocięta, wszystko ją boli, mąż nie może jej nic pomóc, ponieważ szpital nadal jest objęty kwarantanną i nikogo nie wpuszczają.
Na drugi dzień zmusili ją do chodzenia, zaczęli przynosić jej dziecko do karmienia i zostawiali małą na dłużej. Dobrze że dziewczyna pracuje w tym szpitalu jako pielęgniarka i ma w nim dużo koleżanek, które mogły do niej wchodzić i przynosić coś dobrego do zjedzenie. Szpitalne jedzenie jest nie do przyjęcia pod względem zapachu i smaku.
Teresa jest sierotą, jedynym krewnym jest jej mąż, również sierota, ale ma brata, który się jeszcze się uczy. Młodzi poznali się w domu dziecka i już nigdy się nie rozstali. Poszli razem do szkoły średniej, później na studia i żyją jako bardzo dobre i zgodne małżeństwo. Dorobili się własnego, trzypokojowego mieszkania, teraz brakowała im tylko potomstwa. Igora nie wpuścili do szpitala, posyłał tylko przez pielęgniarki liściki z gratulacjami i całusami dla żony i małej córeczki.
Trzeciego dnia Teresa usłyszała pod oknami szpitala znajomy głos, pomału wstała i doczołgała się cała obolała do okna. Trzymając się ściany, wyjrzała na zewnątrz i zobaczyła tam męża i jego bliskiego kolegę, zapytała z uśmiechem:
– Co Wy tu robicie, coś się stało?
– Nic kochana, świętujemy narodziny naszej córki! – Krzyczał radośnie Igor.
– Tereska, czy ktoś do Ciebie przychodzi? Masz coś do jedzenia?- zapytał mąż.
– Tak, nie martw się, tu jest pełno moich koleżanek, które dbają o mnie. Mam więcej, niż potrzebuję.
Igor znowu zawołał:
– Kochana, możesz nam rzucić parę złotych? Wszystko przepiliśmy wczoraj z radości.
Dziewczyna tylko kiwała głową, ale nie była zła na męża, w końcu narodziny dziecka nie zdarzają się często.




