Mieszkam z mamą, która jest bardzo dobrą kobietą. Lubiłyśmy spędzać czas z naszymi krewnymi. Jednak widzą nas tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują.
Mam dwójkę kuzynów, synów siostry mojej matki, którzy zawsze byli zarozumiali i natrętni. Mojej mamy nie uważają za rodzinę, mimo że ona jest ich bliską ciocią. Nawet naszą babcię nie lubili. Za każdym razem, gdy mówiłam, że trzeba pójść do niej w odwiedziny, mówili, że nie pójdą, bo w mieszkaniu jest nieprzyjemny zapach. Nigdy nie poszli do niej z wizytą. Niedługo potem, babcia odeszła z tego świata.
Przygotowywałyśmy się do jej pogrzebu. Ponieważ nie było funduszy na wynajęcie lokalu na stypę, zdecydowałyśmy się z mamą, zorganizować poczęstunek w domu. Trzeba było zakupić mnóstwo produktów. Gdy poprosiłam kuzynów o pomoc, oczywiście odmówili. Na poczekaniu mieli różne wymówki. Gdy już wszystko kupiłyśmy na rynku, poprosiłyśmy sąsiada, żeby pomógł nam wnieść zakupy do domu, bo nie mogłyśmy liczyć na własną rodzinę.
Kuzyni przyjechali z ciotką dopiero wieczorem, gdy kończyłyśmy przygotowywać różne potrawy. Jeden z nich bezczelnym tonem zapytał, czy trzeba jeszcze coś kupić. Ja odparłam mu zdecydowanie, że już nic nie trzeba. Potem ciocia naskoczyła na mnie, że bardzo niegrzecznie rozmawiałam z jej synem, a po chwili jeszcze naskoczyła na moją mamę, gdy próbowała mnie bronić. Po tym incydencie, mama i ja, postanowiłyśmy, że już nigdy nie będziemy się z nimi spotykać. Po co nam tacy krewni, przez których psujemy sobie nerwy? Oni czasem dzwonią do nas i proszą o pomoc, szczególnie ciotka, ale my im odmawiamy. Przypominają sobie o nas tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują.




