Nagle naszła mnie myśl, że mój kot Soho musi mieć potomka i tak się też stało

Podniosłam go jako małego kociaka. Idąc przez park zauważyłam, że kotek dziwnie się zachowuje. Wzięłam go na ręce i zauważyłam, że biedak nie widzi na lewe oko. Jego lewe ucho zostało brutalnie rozerwane. Nie byłam już w stanie zostawić go na ziemi. Jakiś człowiek, zapewne dla zabawy, uderzył go w głowę kijem, ale przeżył, niestety oślepł.

Tak oto dostałam od życia kociaka, jak to się teraz modnie mówi, o specjalnych potrzebach rozwojowych. Bo okazało się, że zwierzak nie słyszy w uszkodzonym uchu, w ogóle nie miauczy i nie mruczy. Jedynymi dźwiękami, jakie był w stanie wydusić, był lekki świszczący odgłos, przypominający odległe ssshhhhhhhhh. Więc nazwałem go Soho.

Jak udało mu się przetrwać do momentu, kiedy go podniosłam, nie wiem. Długo szturchał swoją małą główkę w moją dłoń, próbując zobaczyć swoim jedynym okiem, gdzie się znajduje. Karmiłam go jeszcze kilka miesięcy mlekiem z kroplówki i trochę kaszką, oraz karmą dla kotów.

Jednak była dziwna rzecz, Soho wcale się nie bał nikogo i niczego. Jakby po prostu urodził się bez tego uczucia. Wyrósł na wielką futrzaną piękność. Uczłowieczył się tak szybko i tak bardzo, że nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Patrzył na mnie jednym okiem, a z odwróconym zdrowym uchem, słuchał bardzo uważnie i rozumiał wszystko.

To było tak, jakby moje drugie ja żyło w nim. Spał ze mną, jadł ze mną i zawsze witał się ze mną, radując się i miękko sapiąc swoje sssszszszszszsz.

Dla wszystkich moich zwierząt, które przyniosłam do domu, był miłą przytulanką. Soho przygarniał i szkolił papugi, koty i psy.

Wszyscy go kochali, zwierzęta i ludzie. Gdzie był Soho, tam była radość. Wszystkie moje futrzane kędzierzawe i pierzaste dzieci były zawsze przy nim.

Wtedy, po jedenastu latach, nagle poczułam niesamowity, niewiarygodny i niewytłumaczalny niepokój. To zjadało mnie, wyrzucając z łóżka w nocy i nie pozwalając mi zasnąć do rana. Pewnego dnia, podczas kolejnego uderzenia niewytłumaczalnego lęku i paniki, wpadłam na Soho, obserwującego mnie bardzo uważnie i właśnie wtedy podjęłam ważną  decyzję.

Umieściłam w internecie ogłoszenie, że zapłacę co najmniej tysiąc złotych komuś, kto podejmie się połączenia mojego kota ze swoją kotką. Szczerze napisałam, że kot nie ma pojęcia, co robić i być może po prostu się boi.

Zadzwoniła do mnie tylko jedna kobieta. Prowadziła z koleżankami Hotel dla zwierząt i małe schronisko. I potrzebowali pieniędzy i tak dalej. Tak więc, prosząc o przyniesienie Soho w transporcie, podała adres, a ja wkrótce siedziałem w dużym, jasnym pokoju w domku. Obok był duży kamienny budynek dla psów, kotów i innych zwierząt.

Ludzie płacili pieniądze i mogli spokojnie wyjechać, zostawiając tu na pewien czas swoje zwierzęta. Kobieta utrzymywała tę instytucję wraz z koleżankami. Wiele osób już nie przyjeżdżało po swoich pupilów, które długo czekały na swojego właściciela, ale on się już nie zjawił i tak przy hotelu powstało schronisko.

– Opowiedz mi o swoim kocie. Chcę zrozumieć, dlaczego potrzebujesz tego małego kociaka – powiedziała kobieta.

Kiedy opowiedziałam jej wszystko o moim Soho, poszła do kuchni i narobiła dużo hałasu przy naczyniach, a kiedy wróciła, powiedziała:

Za dwa miesiące możesz przyprowadzić swojego cennego kota. Nie martw się, będzie miał dziedzica, a my potrzebujemy pieniędzy na całą gromadkę i wskazała na swoje zwierzaki. Wyciągnęłam tysiąc złotych i położyłam na stole.

Kilka miesięcy później, zadzwoniła i zaprosiła mnie do odwiedzenia. Pojechałam i zobaczyłam małą, szarą kotkę, a wokół niej krążyły cztery kocięta.  Poszłam do nich z moim Soho i położyłam go na podłodze obok kociąt. Jeden z małych bobasów, natychmiast podbiegł do swojego taty i położył na nim przednią, lewą łapę. Soho obwąchiwał dziecko w oszołomieniu, po czym nagle polizał je i przyłożył łapę do jego prawego boku.

Twój Dziedzic – powiedziała kobieta.

Podziękowałam jej i zabrałam małego kociaka do domu.

Soho nauczył dziecko wszystkich sztuczek kociego fachu. Lizał go jak troskliwa mama.

Rok później umarł mój ukochany Soho. Po prostu, spokojnie odszedł w nocy, we śnie. Przytulił się do mnie i swojego kociaka.

Nie potrafię opisać tego żalu i straty, bo wszyscy kochaliśmy go bardzo mocno. Był najlepszym kotem na świecie.

Teraz na progu spotyka mnie duży szary kot o imieniu Heir.

Siada obok mnie i patrzy uważnie w moje oczy, a ja widzę w nim mojego Soho, w końcu to jego dziedzic.

Można się śmiać, oczywiście, ale jest bardzo do niego podobny. Patrzy na mnie swoimi pięknymi, czarnymi oczami i mówi, że wszystko jest w porządku. On zawsze mnie uspakaja, przytula się do mnie tak samo, jak robił to jego ojciec.

Ludzie, nie róbcie zwierzętom krzywdy, proszę! To najlepsi przyjaciele człowieka.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nagle naszła mnie myśl, że mój kot Soho musi mieć potomka i tak się też stało