Dziennik, 3 kwietnia
Nie tak dawno temu Stefania Zielińska nagle podupadła na zdrowiu. Żadna z jej córek nie pojawiła się nawet na chwilkę, by zająć się matką. Tylko wnuczka Iga czuwała przy niej, nie odstępując nawet w nocy. Gdy Wielkanoc zaczęła zbliżać się wielkimi krokami, nagle zjawiły się córkijak zwykle po domowe smakołyki, których matka przez rok nakręciła pełne spiżarnie! Stefania wyszła im na spotkanie przed furtkę.
Po co przyjechałyście? rzuciła chłodno.
Najstarsza córka, Bożena, zamarła w zaskoczeniu.
Mamo, co ty mówisz?! wykrzyknęła z niedowierzaniem.
Nic wielkiego! To wszystko, moje drogie, sprzedałam cały dobytek…
Jak to? A my? nie mogły pojąć, o co chodzi.
Życie w Wiosce na Mazurach ciągnęło się monotonnie. Każde, choćby najmniejsze wydarzenie urastało tu do rangi sensacji.
Przyjazd Igi, wnuczki byłej kierowniczki sklepu wiejskiego, był dla wsi prawdziwym wydarzeniem.
Starsze kobiety pochlipywały z wzruszenia.
Patrzcie na Igę! szeptały sąsiadki. Jaka mądra dziewczyna, wszystkich prześcignęła! Niech teraz jej zazdroszczą!
Wszystkie lokalne elity patrzyły na Igę, jak rozbija się przecudnym SUVem po wąskich mazurskich drogach.
Wszyscy mieszkańcy ustawiali się, by zobaczyć ten moment. Starsi przecierali oczy chusteczkami.
Jak z bajki o Kopciuszku! szeptano. Sama bym nie uwierzyła, gdybym nie zobaczyła na własne oczy.
Iga jako dziecko była wyśmiewana przez rówieśników. Teraz mogła patrzeć na nich z łagodną wyższością.
Przypadkiem zauważyła miejscowego muzyka, pana Pawła, i pomachała mu z samochodu.
Panie Pawle, jak zdrowie?
Wszystko dobrze, Igo! Zapraszamy do klubu na próbę, nie może cię zabraknąć!
Na pewno zajrzę!
Gdy auto zniknęło za zakrętem, wiejski tłum powoli rozszedł się do domów. Pan Paweł mruknął z dumą:
Dzielna dziewczyna! Dopięła swego. Teraz niech się nasze pielęgniarki martwią!
Baba Aniela spytała:
A co mają z tym wspólnego?
Oj, Anielo, bo dziś niejednego zżera zazdrość, a to już w tych czasach choroba! Słyszałaś pewnie!
Aniela uprzejmie się pożegnała i poszła do siebie. Pan Paweł nie miał jej tego za złe wiedział, że Aniela zawsze mówi, co myśli.
Usiadł na ławce przed domem kultury, zamyślił się…
W życiu Igi pan Paweł odegrał rolę nie byle jaką. Dziewczynka wcześnie została sierotą po śmierci mamy. Ojca nawet nie pamięta; odszedł, gdy była bardzo mała.
Żaden z licznych krewnych nie kwapił się, by wziąć odpowiedzialność za jej wychowanie, więc Iga prawie dwa lata spędziła w domu dziecka.
W końcu coś pękło w sercu Stefanii Zielińskiej i zabrała wnuczkę do siebie.
Wszyscy oceniali jej gest bardzo dobrze. Stefania, pracująca jeszcze wtedy w sklepie, zbierała mnóstwo pochwał od koleżanek.
Ach, gdyby wszyscy byli tacy, jak Stefania! mówiły.
Ale nie brakowało też podejrzliwych.
Teraz to się daje niezłe zasiłki, więc babcia postanowiła dorobić. To nie z dobroci serca!
Rzeczywiście, Stefania cieszyła się opinią przebiegłej sklepikarki potrafiła oszukać każdego, lecz nikt nie robił z tego problemu.
Bywała złośliwa w stosunku do sąsiadów chyba tylko swoje dzieci, dwa córki i syna lekarza, traktowała z sympatią.
Syn pracował w szpitalu powiatowym, córki mieszkały w Warszawie.
Cała trójka regularnie odwiedzała matkę, by uzupełniać zapasy jedzenia i innych przysmaków. A Stefania, jako dyrektorka sklepu, miała dosłownie wszystko, co dusza zapragnie. Jej gospodarstwo mogło zawstydzić niejednego rolnika. Dziesiątki kaczek i kur, w chlewiku kwiczały prosiaki, o siano biły się z kozami.
Dwa hektary pola uprawiała własnoręcznie, bo zatrudnienie pomocy było za drogie.
Zaprzyjaźniona od lat, Zofia, usłyszała pewnego dnia o planach Stefanii:
Zabiorę Igę, po co jej siedzenie po internatach? Ludzie reprymendują mnie, że wnuczkę oddałam do domu dziecka.
Zofia w pełni jej przytakiwała jako ekspedientka w tym samym sklepie zależała od Stefanii.
Dobrze mówisz, Stefciu! Przynajmniej ktoś ci pomoże w gospodarstwie.
Dzięki tobie wpadłam na ten pomysł! Gdy jestem w pracy, Iga zajmie się zwierzętami.
A szkoła? Teraz dzieci mają ciężko moje wnuki uczą się do późna. Zajęcia pozalekcyjne, sekcje, warsztaty
Obejdzie się bez dodatkowych zajęć! Będę ją karmić, to będzie pomagać.
Mała Iga była szczęśliwa zawsze wykonywała każdą prośbę babci. Szybko przylgnęła do niej łatka Kopciuszka.
Wielu potępiało postępowanie Stefanii.
Stefciu, zlituj się! Taką chudziutką masz tę Igę. Co ci z tego przyjdzie?! powtarzała sąsiadka.
Nie wasza sprawa! Moja wnuczka, jak będzie chciała, to pomoże! Skończy szkołę, pójdzie do technikum weterynaryjnego.
Stefania już zaplanowała jej całe życie. A może tak by się stało, gdyby nie przypadek.
Nowa dyrektorka domu kultury, Marlena, świeżo po szkole muzycznej, zamieszkała we wsi i zaczęła szukać lokalnych talentów pan Paweł, jak zawsze, deklarował chęć pomocy.
Pani Marleno, dajcie mi tylko lepszy akordeon i ruszamy! Dawniej śpiewaliśmy po polach, by podnosić ludzi na duchu!
Już następnego dnia Marlena zaprosiła go do współpracy.
Proszę próbować, panie Pawle! Instrument nie ten, co trzeba, ale jeszcze gra.
Biorę się! zapewnił pan Paweł.
Szybko zebrała się grupa lokalnych śpiewaczek, ale solistki zabrakło.
Pani Marleno, bez dobrej solistki nasz zespół nie istnieje! Gdzie znajdziem młodą, utalentowaną?
Dyrektorka chwilę pomyślała i uśmiechnęła się.
Wiem, gdzie szukać! Chodźmy do szkoły, niech pan zabierze instrument!
Dla dzieciaków przesłuchania były czymś wyjątkowym. Ustawili się w kolejce. Igę do udziału przekonała polonistka.
Igo, śpiewasz przepięknie! Słyszałam cię!
Dziewczynka się rozpłakała:
Pani Anno, muszę wracać, babcia się zdenerwuje!
Nie przejmuj się, obiecuję porozmawiać z babcią! Może to twój los szczęśliwy los w loterii życia.
Wpatrzona w nauczycielkę, Iga poczuła na zmianę lęk i ekscytację.
Dobrze, tylko niech to będzie szybko!
Bez wahania zaśpiewała wszystko, co umiała dla niej publicznością były na co dzień świnie i kozy, czasem ptaki na polu.
W repertuarze znalazły się i piosenki ludowe, i przeboje z radia śpiewała całym sercem.
Marlena nie kryła zachwytu:
Mamy diament! Jaka czystość głosu, żadnego fałszu!
Był sukces! Po rozmowie z nauczycielkami Stefania musiała zgodzić się na zmniejszenie obowiązków dziewczynce.
Babcia miała jednak swoje lęki:
To co, będę Igę żywić za darmo? Targają ją na występy, a ja żyję z marnej emerytury…
Ale przecież dostajesz dodatek! odparła Zofia.
Pff… Co z tego? Trzeba ją ubrać, wyposażyć, a liczyłam, że latem pomoże przy zwierzętach. Co mi da ta jej śpiewka?
Zofia pokręciła głową.
Stefciu, nie doczekasz się jej wdzięczności, jeśli ją zmęczysz. Wyobraź sobie, a może za dziesięć lat będzie wielką artystką?! W telewizji pokażą, w gazetach wydrukują…
A co mi po tej sławie? Ja muszę mieć pomoc przy gospodarstwie!
Od tej rozmowy ich przyjaźń już nigdy nie była taka jak dawniej.
Kariera Igi szybko nabrała rozpędu. Z zespołem objechała połowę powiatu, śpiewała dla mechaników i mleczarek.
Na konkursie wojewódzkim Iga zdobyła pierwsze miejsce. Lecz nagła, choć lokalna sława, nie zmieniła jej charakteru.
Opiekowała się babcią, gdy ta zachorowała, była przy niej całą dobę. Córki zaś nie pojawiły się ani razu.
Przyjechały dopiero tuż przed Wielkanocą po wiejskie frykasy.
Stefania wyszła im naprzeciw.
Po co przyjechałyście? powiedziała chłodno.
Mamo, co się stało? zdziwiła się Bożena.
Nic. Wszystko sprzedałam. Gospodarstwa nie ma.
Ale… a my? oniemiały zaskoczone córki.
Idźcie do sklepu, kupcie, co wam potrzeba! Nie mam już siły pracować ponad siły!
A Iga? Ona też?
I wtedy Stefania nie wytrzymała.
Iga to nie służąca! Nie będzie na was tyrać! Gdy byłam chora, was nie było! Przyjeżdżacie tylko po dobroci! Dość tego ja też chcę zasłużonej starości!
A niech Iga skończy szkołę, niech zostanie artystką, jeśli chce!
Siostry wyjechały z niczym. Stefania ruszyła do Zofii.
Dzięki, że otworzyłaś mi oczy! O mało co nie zniszczyłam wnuczce życia. Pomóż mi sprzedać mięso!
Jakie mięso, Stefkio?
Wszystko! Zostawiłam tylko kozę dla siebie!
I słusznie! A córki?
Nie liczę już na nie! Przywykły tylko brać nie mam na nie siły…
Iga wiele lat nie bywała już w rodzinnej wiosce. Ale dzwoniła do babci, wysyłała jej pieniądze. Wieczne występy i praca w szkole muzycznej pochłaniały czas, więc z trudem znalazła tydzień na odwiedziny.
Na tylnym siedzeniu auta rozległ się senny głos Mikołaja.
Mamo, a długo jeszcze do babci?
Synku, już jesteśmy! A babcia właśnie wychodzi!
Mimo wieku Stefania trzymała się dzielnie. Podbiegła, by uściskać prawnuka w objęcia i obsypać pocałunkami.
Skarbie mój, doczekałam się ciebie!
Podeszła też do Igi, ale bardziej powściągliwie bała się roztrzepać jej fryzurę.
Oglądałam wasz koncert w telewizji. Byłaś najpiękniejsza!
Iga mocno objęła babcię.
Przesadzasz, jestem zwyczajna, tylko czasem śpiewam!
Nie wstydź się. Jesteś gwiazdą!
Gdyby nie ty i pan Paweł, nie byłoby z tego nic. Na zawsze zostałabym Kopciuszkiem.
Ale w bajce to wróżka zamieniła dynię w karocę, a ty sobie sama wypracowałaś swoje szczęście…
Odruchowo schowała wtedy pracą zniszczone dłonie, lecz babcia to zauważyła.
Przytuliła się mocniej do wnuczki Stefania płakała ze szczęścia, choć sprawy dawnych lat dawno już przebaczyły sobie wzajemnie.
Najważniejsze dla mnie? To, że zawsze będę miał obok siebie kogoś, kogo kocham i komu mogę pomóc. Życie to nie bajka o Kopciuszku i nikt nie dostaje szczęścia za darmo trzeba je sobie wypracować własnymi rękami.




