Nad Bałtykiem, dziwny facet podszedł do mnie i zauważyłam pieprzyk pod jego lewym uchem. Nagle przypomniałam sobie słowa mojego wujka: „Spotkasz swoją bratnią duszę nad morzem.”

Wyobraź sobie, opowiadam Ci to jakbyśmy siedzieli przy kawie. Kiedy żegnałam się z moim bratem na dworcu PKP w Warszawie, mama była bardzo wzruszona i wyraźnie przejęta bała się, że to może być ich ostatnie spotkanie, biorąc pod uwagę jej wiek. Z takim uczuciem, żeby jeszcze zobaczyć brata i siostrę, wyruszyłam w podróż. Najpierw odwiedziłam wujka Marka, a potem planowałam pojechać do cioci Zofii.

Wujek Marek jak zwykle żartował z mojej przyszłej ślubu i mówił, że za pół roku wyprawiam wesele, więc radośnie go zaprosiłam, półżartem, półserio. On rozbawiony poprosił, żebym uważała, bo ma charakterystyczne znamię coś, co zawsze podkreśla jak tajemnicę rodziny. Pogoda była iście majowa, słońce świeciło, aż chce się żyć.

Gdy dojechałam, ciocia Zofia i jej mąż przyjęli mnie bardzo ciepło, zupełnie jakbyśmy się nie widzieli od lat. Następnego ranka razem z moją młodszą kuzynką Jolantą postanowiłyśmy korzystać z wakacji poszłyśmy nad Bałtyk, popływałyśmy w morzu, pobrykaliśmy na piasku, jak dzieci. Po takim lenistwie wróciłyśmy na obiad do domu, ale Jola miała własne plany była nieco zmęczona, ale przekonała mnie, żebyśmy jeszcze raz wyskoczyły na plażę, a później do kina.

Jak tylko wyszłyśmy z wody, podeszło do nas dwóch chłopaków i zapytali o drogę na ulicę Mickiewicza. Jolanta wytłumaczyła wszystko, a ten drugi długo przyglądał mi się, po czym pyta: Przepraszam, czy masz na imię Malwina?

Totalnie mnie zaskoczył, więc spojrzałam na niego zdziwiona, a on szybko dopowiada: Mieszkasz w Warszawie, a Twoja przyjaciółka nazywa się Natalia. Ona jest moją siostrą. Widziałem Cię na jej zdjęciach i byłem ciekaw, kim naprawdę jesteś. Wtedy zauważyłam jego znamię na ręce zupełnie jak u wujka. Zdecydowaliśmy się wszyscy razem iść do kina, a potem długo spacerowaliśmy brzegiem morza.

Na pożegnanie chłopak powiedział, że z kolegą kończą służbową podróż i jutro już wyjeżdżają. Poprosił o mój numer telefonu i zgodziłam się. Dziesięć dni później spotkał się ze mną i z moją mamą na lotnisku Okęcie. A po pół roku, dokładnie tyle ile zapowiadał wujek, wzięliśmy ślub. Wszystko działo się jak w polskim filmie trochę śmiechu, dużo wzruszeń, no i szczęśliwe zakończenie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nad Bałtykiem, dziwny facet podszedł do mnie i zauważyłam pieprzyk pod jego lewym uchem. Nagle przypomniałam sobie słowa mojego wujka: „Spotkasz swoją bratnią duszę nad morzem.”