Na zawsze przy Tobie – zawsze możesz na mnie liczyć

Zawsze będę przy Tobie

Błagam, nie zaczynaj znowu! Rozmawialiśmy o tym już sto razy! Po co ciągle wracać do tej sprawy? Weronika z westchnieniem machnęła ręką i odwróciła się do garnków na kuchence.

Ten dzień od początku nie zapowiadał się dobrze. Zaczął się o piątej rano, kiedy Kuba przyszedł do niej do sypialni i szturchnął ją w ramię:

Mamo! Gardło mnie boli!

Weronika, jeszcze zaspana, przyłożyła usta do jego czoła i od razu przeszła jej senność.

Masz gorączkę, synku. No chodź, idziemy! Wzięła Kubę na ręce i wyszła z pokoju, z uwagą zamykając drzwi. Nie chciała potem znów słyszeć od Sebastiana, że nie mógł się wyspać.

Zmierzywszy temperaturę syna i dawszy mu syrop przeciwgorączkowy, położyła go z powrotem do łóżka. Spojrzała na zegarek i doszła do wniosku, że sama już nie zdąży się przespać lepiej poczekać, aż przychodnia się otworzy i wezwać lekarza. Upewniwszy się, że Kuba śpi, poszła do kuchni, zrobiła sobie kawę i podeszła do okna.

Tej zimy śnieg zaskoczył wszystkich na podwórzu leżała puszysta biała kołdra, której nikt jeszcze nie ruszył, poza kilkoma śladami tych, którzy od rana spieszyli do pracy. Weronika kątem oka zauważyła ruch i odruchowo się uśmiechnęła. Kotek sąsiadki, pani Jadzi, harcował na śniegu raz prawie znikał w zaspie, raz z niej wyskakiwał. Jak można mieć tyle energii o takiej porze roku! Ale najwyraźniej Pusio uwielbiał zimowe wybryki. Niezależny z niego futrzak; za nic nie załatwi się w domu, więc pani Jadzia wypuszczała go pod presją nieustannych miauków, znanych wszystkim w klatce. Ale trzeba mu przyznać: nigdy jeszcze nie ubrudził mieszkania! Wczoraj sama Weronika widziała Pusia, gdy szła odebrać Kubę z przedszkola. Szedł dumnie do wyjścia, głośno komentując świat.

No idź sobie, idź, bo się jeszcze obrazi! Dzień dobry, Weroniko! Zobacz, co za urwisek czasem mam wrażenie, że to on jest moim panem, a nie odwrotnie! śmiała się pani Jadzia.

Dzień dobry, pani Jadziu! Z poważnego kota to ma pani pociechę!

No jasne! Jeszcze takiego drugiego szukaj, chyba taka moja karma, same poważne chłopy wychowywać

Weronika uśmiechnęła się zdawkowo, bo nie wiedziała, co powiedzieć. Syn pani Jadzi, Michał, był naprawdę poważnym chłopakiem inteligentny, z dobrym poczuciem humoru, choć niewielu to dostrzegało. Większość postrzegała go jako niepozornego okularnika, niedużego, cichego chłopca, na którego dziewczyny raczej nie zwracały uwagi. Weronika znała go odkąd pamięta i odkąd pamięta, był przy niej. To on w dzieciństwie, po śmierci jej mamy, pomógł jej najbardziej.

Mama Weroniki, Barbara, zginęła potrącona przez samochód na pasach. Szła zgodnie z przepisami, ale nie uratowało to jej życia. To był dla Weroniki największy szok od dziecka uczono ją, że jak wszystko robisz zgodnie z prawem, to nic złego się nie stanie

Weronika i Michał mieli wtedy po 10 lat i ona, niezdolna ogarnąć straty najbliższej osoby, zamknęła się w sobie, płakała i unikała kontaktu z innymi. Każda próba pocieszenia kończyła się tym, że uciekała w inny kąt, zasypiała skulona w kącie albo w łazience. Psycholog, do którego zabrał ją tata, załamał ręce stres wpływał już na jej zdrowie.

Pomógł Michał. Stracił ojca dwa lata przed śmiercią mamy Weroniki, więc lepiej rozumiał jej uczucia niż dorośli. Praktycznie się u niej zadomowił pani Jadzia była wyrozumiała i robiła, co się dało, by pomóc Weronice. Znosiła jedzenie, zostawała z dziewczynką, gdy tata musiał gdzieś pojechać. Matka Michała nigdy nie miała pretensji, nawet gdy syn wracał późno, bo cały dzień spędzał z Weroniką: pomagał jej w lekcjach, czytał na głos, próbował wciągnąć do zabawy, chodził z nią na tańce i gimnastykę, bo tego chciała jej mama. Opieka tego małego, ale bardzo poważnego chłopca sprawiła, że Weronika odtajała. A kiedy razem znaleźli na ulicy maleńkiego kociaka i przynieśli go do pani Jadzi, Weronika po raz pierwszy od śmierci mamy odezwała się poprosiła o mleko dla malca. Pani Jadzia podała jej butelkę i, ukradkiem, wyszeptała:

Dzięki Bogu, wróciła do siebie

Kociak został u Michała, bo tata Weroniki, Andrzej, miał niestety silną alergię.

Od tamtej pory Michał zawsze był blisko, towarzyszył Weronice wszędzie, gdzie mógł. Tak się przyzwyczaiła do jego obecności, że traktowała go jak część siebie. Byli dla siebie jak rodzeństwo: jedynacy, odnaleźli w sobie przyjaźń, wsparcie, jedność, nieczęsto spotykaną nawet między prawdziwym rodzeństwem.

Często rozumieli się bez słów Weronika zaczynała zdanie, Michał je kończył. Dorośli dziwili się takiej więzi, ale nigdy nie przeszkadzali, cicho kibicując przyjaźni, która dwójce na pół osieroconym dzieciom pozwalała przetrwać trudne chwile.

Problem pojawił się dopiero w liceum. Weronika wyrosła na piękną i inteligentną dziewczynę, za którą biegało wielu chłopaków. Michał milczał, obserwując to dopóki nie pojawił się Sebastian. Weronika poznała go, przewracając się na schodach do hali sportowej.

Wszystko w porządku? Pomóc pani? wysoki, przystojny chłopak podał jej rękę. Śliskie te schody! Nic pani nie jest?

Weronika spojrzała na niego i zamarła. Zawsze twierdziła, że nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia; teraz była zmuszona przyznać się samej przed sobą myliła się.

Michał, jestem zgubiona! On jest

Jaki? Michał się nachmurzył, ale Weronika była zbyt rozemocjonowana, by to zauważyć.

Po prostu najlepszy! wirując, zaczęła kręcić się po pokoju. A ty nie mógłbyś się ucieszyć ze mną?

Jasne, cieszę się wymusił uśmiech Michał, po czym wyszedł, tłumacząc się zajętością.

Weronika nie zwróciła na to uwagi jej głowę zaprzątały inne myśli. Z Sebastianem spotykała się ponad trzy lata, aż w końcu oboje uznali, że są już wystarczająco dorośli, by razem ułożyć sobie życie. Zgłosili się do urzędu stanu cywilnego.

Szkoda, że musi być świadkowa”. Po co mi ona? Czemu nie może być świadekprzyjaciel? Weronika narzekała przed lustrem, przymierzając ślubną suknię.

Michał, który ją przywiózł do pracowni krawieckiej, usiadł na kanapie i patrzył na przyjaciółkę. Uspokoił się już po awanturze, jaką prawie zrobiła krawcowa:

Przesąd, nie wolno panu widzieć panny młodej w sukni!

Ale ja nie jestem panem młodym! śmiała się Weronika. Ja tylko przyjaciel!

Ciekawa definicja przyjaciela mruknęła krawcowa.

I co w tym nadzwyczajnego? wtrącił Michał. Ludzie nie mogą się przyjaźnić? Weroniko, musimy jeszcze zamówić tort, rusz się trochę. A ja mam dziś jeszcze pracę.

Daj mi chwilkę! Weronika popędziła do przymiarki, a Michał westchnął ciężko.

W późniejszych latach, analizując krótkie i burzliwe małżeństwo oraz pierwsze lata życia z Sebastianem, Weronika zastanawiała się: jak mogła nie zauważyć od razu tych cech, które ją później zaczęły drażnić i złościć? Przez lata miała przy sobie wiernego rycerza więc sądziła, że zawsze będzie księżniczką w wieży, którą ktoś uratuje, pocieszy, zadba. Okazało się jednak, że nie wszyscy książęta i role są takie same.

Pierwsze ostrzeżenia pojawiły się po pół roku małżeństwa, gdy Weronika poważnie zachorowała. Zwykła angina, którą lekceważyła, próbując być idealną żoną, skończyła się problemami z sercem. Kiedy lekarz zalecił jej płatne badania, Sebastian zaprotestował:

Przecież mamy oszczędności na wakacje! Jesteś młoda i zdrowa, a oni szukają dziury w całym!

Weronika nie mogła uwierzyć w to, co słyszała.

Mówisz serio?

Oczywiście!

Sebastian, twoje wakacje ważniejsze niż moje zdrowie?

Już dobrze, nie panikuj! Pojedziemy nad morze, odpoczniesz i przejdzie! przytulił ją, nie zauważając, że po raz pierwszy nie odwzajemniła uścisku.

Za badania zapłacił tata Weroniki, który nie wypowiedział ani słowa pod adresem zięcia, za to zrobił własne przemyślenia.

Rok trwało dochodzenie Weroniki do siebie i nie całkiem się udało. Niektóre problemy z sercem już pozostały. Gdy okazało się, że jest w ciąży i zgłosiła się do lekarza, od razu trafiła do grupy ryzyka.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Trzeba poważnie się zastanowić: ciąża to wielki wysiłek dla organizmu. Dziś jest nieźle, ale co potem?

Nie mam nad czym się zastanawiać, urodzę dziecko!

W takim razie musimy zrobić wszystko, by się udało.

Starania były ogromne. Ostatnie trzy miesiące spędziła w szpitalu. Kuba urodził się zdrowy, ale ile ją to kosztowało, wiedzieli tylko jej ojciec i Michał. Wtedy zdała sobie sprawę, że Sebastian żyje swoim życiem, w którym ona jest tylko dodatkiem. Gdy dowiedział się, że urodziła, poszedł to uczcić tak hucznie, że na trzy dni o nim ślad zaginął. Weronika najpierw się zamartwiała, prosiła ojca, by sprawdził, czy nic mu się nie stało. Gdy ojciec ją przytulił i tylko mruknął: W porządku, nie denerwuj się, już wszystko zrozumiała to nie jej bajka, tu księżniczką nie będzie. Przed rozwodem tuż po porodzie powstrzymała ją tylko reakcja Sebastiana na syna.

Na Kubę patrzył jak na cud był dla niego czuły, opiekował się, wstawał w nocy, przewijał, wychodził na spacery, spędzał z nim czas. Zdarzały się jednak momenty, kiedy dziecko go irytowało wtedy prosił Weronikę, by zabrała syna: bo przeszkadza. Po godzinie znów był najlepszym ojcem. Dziwne rozdwojenie. Raz kocha, raz przeszkadza Na szczęście pozytywy przeważały póki co.

Relacje Weroniki i Sebastiana stopniowo ograniczyły się do formalnej koegzystencji, dwa równoległe światy, ledwie się stykające.

Kuba, póki mały, często chorował, więc Weronice nie było w głowie rozmyślanie nad ich dziwnym małżeństwem. Sama biegała z synem po lekarzach, starając się jak najrzadziej prosić o pomoc Sebastiana bo nigdy nie wiedziała, jak się zachowa. Raz mógł zająć się wszystkim wzorcowo, innym razem wywołać awanturę. To przeważyło, że Weronika wolała radzić sobie sama. Ojciec pomógł jej zdać prawo jazdy, a potem kupił niedrogi, ale sprawny samochód, by mogła być niezależna.

Ojciec już dawno zrozumiał, kim jest Sebastian, ale nie wtrącał się, czekał, aż córka sama zdecyduje. Tylko raz, gdy Kuba miał dwa lata i znowu ciężko zachorował, Weronika, wyczerpana, zostawiła śpiącego synka ojcu, padła na podłogę i zasnęła. Rano, obudziwszy się, usłyszała:

Weroniko, nie będę cię przekonywał ani wypytywał. Chciałem tylko, żebyś wiedziała nie jesteś sama.

Wiem, tato. Po prostu jeszcze nie jestem gotowa na konkretne decyzje. Sebastian wciąż jest moim mężem.

Andrzej tylko milcząco objął córkę.

Przez cały ten czas u boku Weroniki był Michał: kupował leki, jeździł z nimi do lekarza, gdy Weronikę zawodził samochód. Zawsze rozwiązywał sprawy szybko i skutecznie. Weronika czuła, że czasem nadużywa jego pomocy, ale ufała mu bezgranicznie.

Dziś znowu patrzyła przez okno na zaśnieżone podwórko, myśląc, że Michał wraca dziś z delegacji może pomoże zawieźć ich do lekarza, jeśli nie uda się wezwać kogoś do domu, bo jej auto znowu się zepsuło, tym razem chyba na dobre. Z pieniędzmi cienko Sebastian cały czas powtarzał, że wszystko inwestuje w biznes, a pensja Weroniki ledwo starczała na podstawowe wydatki, bo przez częste zwolnienia nie mogła w pełni pracować. Miało to jednak dobre strony mieszkała z Kubą w mieszkaniu ojca, który przeniósł się do ciepłego domku na Mazurach.

Weronika zerknęła na zegarek i zadzwoniła do rejestracji w przychodni. Miała szczęście jej lekarka wróciła z urlopu, więc przyjęli zgłoszenie od razu.

Odstawiła telefon i zaczęła przygotowywać śniadanie, gdy do kuchni wszedł zaspany Sebastian.

Co znowu? Czemu hałasowaliście pół nocy?

Kuba chory odpowiedziała krótko Weronika.

I dlatego trzeba było chodzić po domu całą noc? Dobra, nieważne. Idę pod prysznic, zrób mi coś na szybko i jadę mam mnóstwo spraw.

Weronika bez słowa odwróciła się do kuchenki i zaczęła smażyć racuchy ulubione Kuby, a i Sebastian nie pogardzi. Przez myśl przemknęło jej, że gotuje to głównie dla syna, który w chorobie zawsze był spokojny, ale rozpieszczała go jedzeniem dla rekonwalescentów.

Rozmawiałaś już z ojcem?

Nie.

Znowu zwlekasz?

Już ci mówiłam: nie zamierzam żądać, by ojciec przepisał na nas to mieszkanie.

Twoje uparte zachowanie zaczyna mnie drażnić. Ile można?! Ja płacę za to mieszkanie, a mam tu byle jakie prawa. Ciągle trzeba ci dawać pieniądze i tobie, i Kubie. Tyran do nocy, już dawno nie byłem na urlopie!

Sebastian jeszcze coś mówił, ale Weronika już nie słuchała. W tym momencie poczuła, jak w jej wnętrzu coś pęka jakby przerwała się ostatnia nić, która ich łączyła: wspomnienia pierwszych spotkań, pocałunków, ślubu, narodzin syna

Po cichu odłożyła łopatkę, odwróciła się do męża:

Powiem tylko raz, a ty mnie posłuchaj. Dziś się wyprowadzasz. Rozwodzimy się, Sebastian. Nie chcę dłużej żyć w ten sposób ty chyba też. Tematu pieniędzy nie poruszamy chodzi teraz o to, że mamy Kubę. Jemu należą się oboje rodzice, nawet jeśli nie będą mieszkać razem.

Sebastian patrzył na nią zdziwiony, próbował coś wtrącić, ale w końcu rzucił widelec na stół.

Już skończyłaś? To przemyśl, co wygadujesz, do wieczora. Jeszcze pogadamy!

Już podjęłam decyzję. Znasz mnie tyle lat, wiesz, co to znaczy.

Zwariowałaś. Myślisz, że ktoś cię jeszcze zechce, z dzieckiem? No to powodzenia. Będę u rodziców.

Jak uważasz odwróciła się do kuchenki, powstrzymując łzy.

Sebastian wyszedł z kuchni, a Weronika, słysząc huk zamykających się drzwi, opadła na krzesło i pozwoliła sobie na płacz póki Kuba spał. Gdy usłyszała cichy tupot syna, szybko wytarła łzy i podała mu śniadanie.

No, panie rekonwalescencie, apetycik?

Nie jestem bardzo głodny, mamo. Trochę boli mnie głowa.

Racuchy pomagają na ból głowy?

Tak! Ale tylko z dżemem!

Oczywiście!

Po wizycie lekarki Weronika szykowała się do apteki; chciała już dzwonić do ojca, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Mógł to być tylko Michał jedyny nie korzystał ze dzwonka, i dla nich był to znak rozpoznawczy.

Cześć!

Hej, jak sobie radzicie? Michał trzymał pudełko z modelem samochodu. Weronika pomyślała, że nie przypomina sobie, by Sebastian ostatnio kupił Kubie coś na prezent. Wszystko wybierała ona sama Michał nigdy nie przyszedł z pustymi rękami.

Kuba znowu chory. Posiedzisz z nim? Ja pójdę do apteki.

Jasne. Mnie to nie problem. Albo sam pójdę, masz listę?

Weronika wręczyła mu kartkę. Ledwie zamknęły się drzwi, zadzwonił telefon.

Weronika Andrzejewska?

Tak.

Szpital Wojewódzki, dzwonimy w sprawie pani ojca.

Co się stało? Weronika ścisnęła telefon w ręce.

Zawał. Stan ciężki.

Już jadę.

Biegała po mieszkaniu, nie wiedząc, w co ręce włożyć. Ojciec nigdy nie narzekał na serce i dopiero teraz pojęła, jak łatwo można stracić najbliższą osobę.

Automatycznie wykręciła numer Sebastiana.

Sebastian

Co? Zmieniłaś zdanie? Teraz to ja muszę pomyśleć, czy

Sebastian, tata w szpitalu. Zawał.

I? A czego teraz ode mnie oczekujesz? Przecież się ze mną rozwodzisz!

Weronika wpatrywała się w telefon, po czym rozłączyła się.

Gdy Michał wrócił z apteki, zobaczył Weronikę w przedpokoju, gotową do wyjścia.

Co się stało?

Tata ma zawał, jest w szpitalu.

Więcej nie musiała mówić. Michał poszedł po mamę pani Jadzia została z Kubą, a oni pojechali do szpitala.

Czekali na wieści do wieczora, siedząc w poczekalni bez słowa. Aż Weronika przerwała ciszę:

Dziękuję ci Tak dobrze, że jesteś przy mnie właśnie teraz.

Zawsze będę przy tobie

Wiem, Michał. Teraz już wszystko wiem

Lekarz, który pojawił się po godzinie, zastał Weronikę drzemiącą z głową na ramieniu Michała. Michał delikatnie ją obudził.

Pani tata jest już w sali. Czeka go długa rehabilitacja, ale najgorsze minęło. Jutro będziecie mogli go zobaczyć.

Weronika objęła Michała i pozwoliła sobie na łzy, czując, jak wypływa z niej cały ból ostatnich lat.

***

Życie nierzadko zaskakuje nie zawsze spełniają się nasze marzenia. Miłość bywa inna, niż sobie wyobrażaliśmy. Ale prawdziwym skarbem jest mieć przy sobie ludzi, którzy są z nami na dobre i na złe; cenić tych, którzy po prostu trwają. Bo czasem właśnie ci bliscy, których traktujemy jak oczywistość, są naszym domem i oparciem. Szczęście nie polega na spełnianiu wyśnionych ról, ale na wdzięczności za tych, którzy nigdy nie odchodzą.

Oceń artykuł
TwojaCena
Na zawsze przy Tobie – zawsze możesz na mnie liczyć