Pewnego dnia teściowa wyrzuciła nas z domu bez grosza przy duszy, uważając, że powinniśmy już dawno zadbać o własne lokum. Nie chcieliśmy narzekać, bo mieliśmy pewne oszczędności i postanowiliśmy kupić kawalerkę. Owszem, będzie ciasno, ale przynajmniej nikt nas stamtąd nie wyrzuci. Na początku zamieszkaliśmy u naszych przyjaciół, Agaty i Krzysia. Początkowo wszystko wydawało się w porządku, ale z każdym dniem sąsiedzi stawali się coraz bardziej dziwni.
Starałem się ich ignorować, nie chciałem niszczyć relacji Agaty i Krzysia z sąsiadami. Jednak pewnego dnia, kiedy wynosiłem śmieci, zauważyłem, że są one znów przyniesione na klatkę i porozrzucane wszędzie. Zignorowałem to, ale później zobaczyłem, że ktoś zniszczył świeżo odnowiony korytarz. Chcąc pomóc przyjaciołom, postanowiliśmy nie tylko wesprzeć ich finansowo, ale też zająć się korytarzem.
Nie minęło kilka dni, a świeżo odnowiony korytarz został ponownie zniszczony. Agata była wściekła i powiedziała, że musimy dowiedzieć się, kto stoi za tym bałaganem. Gdy złapaliśmy sprawcę na gorącym uczynku, zapytaliśmy go, dlaczego to robi. Okazało się, że to pan Wojtek z parteru. Twierdził, że jesteśmy tylko gośćmi w tym budynku i nie mamy prawa ingerować. Stwierdziłem, że robimy to dla dobra wszystkich mieszkańców, na co odpowiedział, że powinniśmy zostawić to zarządowi budynku i nie udawać świętych. Cóż, takich sąsiadów mają nasi przyjaciele – prostackich i nieprzewidywalnych.
Teraz myślimy o zakupie własnej kawalerki, gdzie unikniemy takich niespodzianek. W końcu własny kąt to prawdziwa wolność.




