Moja żona spędza właśnie czas na urlopie macierzyńskim. W przeciwieństwie do wielu mężczyzn wiem, jakie to ciężkie zajęcie, dlatego sam robię dwa razy w tygodniu duże zakupy, a każdego ranka wstaję wcześniej i przygotowuję śniadanie i obiad, by żona nie musiała się tym martwić i mogła skupić wyłącznie na dziecku i sobie.
Jednak w ostatnim czasie to, co działo się w domu, wzbudzało we mnie wiele podejrzeń. Wracałem z pracy i każdego dnia zastawałem prawie pustą lodówkę. Nikt nie wiedział, gdzie podziało się całe jedzenie. Robię spore zakupy, a porcje obiadowe też przygotowuję znacznie większe. Nie ma możliwości, by jedna osoba potrafiła to wszystko zjeść w ciągu ośmiu godzin mojej nieobecności.
Rozmowa z żoną nie przynosiła efektu, każda kończyła się skandalem. Powoli przyzwyczajałem się do jedzenia suchego chleba na kolację i picia czarnej kawy. Po pracy nie mam siły gotować dla samego siebie, specjalnie wstaję wcześniej.
– Jadę dziś na delegację, wrócę późnym wieczorem. Poradzisz sobie? – krzyknąłem do żony, która była w drugim pokoju.
Ona jednak nie zareagowała, nie czuła się dobrze, rano obudziła się w wysoką temperaturą. Kazałem jej wypoczywać, a sam w tajemnicy postanowiłem zorganizować zastępstwo na wyjazd. Wiedziałem, że przy dziecku żona nie odpocznie i nie wróci tak szybko do zdrowia.
Udało się. Załatwiłem zastępstwo i postanowiłem żonie zrobić niespodziankę. Jej i dziecka nie było jednak w domu. Postanowiłem się zdrzemnąć, ale po chwili obudził mnie szelest dochodzący z kuchni. Ktoś uderzał w pokrywki garnków i ciągle otwierał lodówkę. Hałas nie ustawał, nawet ktoś zaczął nucić piosenki.
Była to matka mojej żony we własnej osobie.
– Dzień dobry, mamo – zaskoczyłem ją.
– Och! Dlaczego nie jesteś w pracy? – teściowa była przerażona.
– Postanowiłem zostać w domu. Najwyraźniej nie na próżno. I jak rozumiem, moja żona wie, że przychodzisz tutaj?
– Sama dała mi klucze.
– Czyli to nie przez macierzyństwo ma tak dobry apetyt.
– Jest moją córką, mam pełne prawo przyjść do niej i wziąć trochę jedzenia dla siebie i rodziny jej brata.
– Tylko to nie ona gotuje, ani zarabia na to wszystko. Ja nie mam zamiaru karmić dwóch rodzin.
– Cóż, nie rozumiesz, że wszystko zostaje w rodzinie?! Żal Ci kiełbasek i zupy?
– Mamo, oddaj klucze albo zadzwonię na policję.
– Pójdziesz na policję przez zwykłą kiełbasę? Zabieraj te klucze! Powiem wszystko córce, znalazła sobie męża do niczego.
– Cóż, niech w takim razie znajdzie sobie lepszego!
Kiedy teściowa wyszła, wybuchnąłem płaczem. Gdyby ktoś mi powiedział, nie uwierzyłbym, że to matka mojej żony kradnie jedzenie i czyści lodówkę, pozostawiając dla mnie jedynie skrawki chleba. Najbardziej denerwujące jest to, że żona o tym wiedziała i ukrywała to przede mną.
Pomógłbym jej matce, gdyby była taka potrzeba, ale jej się bardzo dobrze powodzi. A u nas po narodzinach dziecka, to na mnie spadł ciężar bycia głównym żywicielem rodziny.
Długo myślałem co dalej, zastanawiałem się nawet nad rozwodem. Brzydzę się oszustwem, a szczególnie, gdy pochodzi ono od najbliższej mi osoby.
Rozpoczęliśmy z żoną terapię. Oszukiwała mnie w wielu kwestiach, a wtedy nie była nawet chora. Czasem wychodziła z domu, oddawała dziecko opiekunce na godziny, a sama spotykała się z koleżankami albo chodziła do kosmetyczki. Wystarczyło, że powiedziałaby mi o tym. Sam zająłbym się naszą pociechą, a żona miałaby czas dla siebie. Wybrała jednak kłamstwo…
Nie wiem czy tacy ludzie się nie zmieniają, szkoda mi tylko zmarnowanej młodości. W tym momencie żona stała się dla mnie obca, staram się o nasz związek jedynie ze względu na dziecko.

