Wyobraź sobie, że niedawno poznałem dziewczynę od razu rzuciła mi się w oczy, bo była naprawdę piękna. Chodziliśmy razem na spacery po Krakowie, czasem wyjeżdżaliśmy poza miasto samochodem, a wieczorami siadaliśmy sobie w przytulnej kawiarni albo szliśmy do kina. Ale wiesz, to nie wystarczało mi. Chciałem ją widzieć ciągle, nie tylko na randkach. Dlatego bez większego zastanowienia poprosiłem ją o rękę. Pomyślałem po co czekać? Kochamy się, dobrze nam razem. Zamieszkaliśmy razem i mogliśmy poznać się jeszcze lepiej. Szybko się pobraliśmy.
Tylko wiesz, moja mama od początku nie polubiła Zosi. Powiedziała jej to wprost bez ogródek. Zosia od razu odmówiła wspólnego mieszkania z mamą, choć bardzo mi na tym zależało. Mieliśmy dwupokojowe mieszkanie: jeden pokój dla nas, drugi dla mamy. Ale Zosia nie chciała o tym nawet słyszeć. Uparła się, żebyśmy mieszkali w jej akademiku i tak właśnie się stało.
Nigdy bym sobie nie wyobraził, że będę kiedyś mieszkał w akademiku i w takich warunkach. Najgorsze były te wspólne łazienki i toalety kompletnie mi to nie odpowiadało. Na początku czułem się skrępowany, nie potrafiłem się tam nawet normalnie wykąpać. A karaluchy? Łaziły po wszystkich zakamarkach. No jak można tam żyć? Zosia zupełnie nie zwracała na to uwagi. Powiedziała, że przecież nikt od tych robaków nie umarł, a ja tylko przesadzam. Nie da się ich pozbyć, wszędzie brud. W pokoju obok mieszka para, która cały czas się kłóci słychać ich z każdego kąta.
Za ścianą jest rodzina z małą dziewczynką, co wiecznie płacze i krzyczy. Przez nią i rodziców nie mogą spać nie tylko oni, ale i my. Ostatnio wdałem się w konflikt z sąsiadem wypił za dużo w nocy, zaczął awanturę, próbowałem go uspokoić. Od tej pory robi mi na złość przy każdej okazji i próbuje mieszać mnie w kolejne sprzeczki. Ja naprawdę nie mam już ochoty tam mieszkać. Proponowałem już Zosi, żebyśmy wynajęli mieszkanie.
Ale ona kompletnie się na to nie zgadza. Twierdzi, że jest przyzwyczajona do takich warunków i naprawdę jej tam dobrze. Gdybyśmy mieli własne mieszkanie, świetnie ale wynajem jest strasznie drogi. Musiałbym oddać prawie całą pensję na czynsz, a to przecież jakieś dwa tysiące złotych miesięcznie. Mama namawia mnie, żebym wrócił do domu. Obiecała, że nie będzie wtrącać się do naszego życia. Ale Zosia nawet nie chce słyszeć o przeprowadzce.
Ostatnio zaczęła mówić o dziecku. Sądzi, że dziecko nas jeszcze bardziej zbliży jako rodzinę. I jasne, ja też chciałbym mieć dziecko marzę, żeby zostać ojcem. Ale jak tylko pomyślę w jakich warunkach to dziecko miałoby się wychowywać, od razu odechciewa mi się wszystkiego. Ciągłe awantury za ścianą, krzyki sąsiadów… Czasem nachodzi mnie myśl o rozwodzie. I to nie dlatego, że nie kocham Zosi, tylko dlatego, że po prostu nie nadają się te warunki do normalnego życia.
Chciałbym, żeby moje dziecko miało dobre warunki do dorastania. Nie wiem jak długo tak wytrzymam psychicznie jestem już wyczerpany. Zosia nie chce iść na żaden kompromis, ja już nie wiem co robić.




