Musiałam wstawić własną lodówkę, żeby normalnie żyć

Anna musiała zamknąć swoją lodówkę, żeby Krystyna nie wyjadała jej jedzenia. Sytuacja była dla niej bardzo trudna, trochę żal jej było kobiety, która ją urodziła, ale postanowiła po tym wszystkim, co przeszła, że nie da się wykorzystywać matce.

Niedawno minęły jej 24 lata, ukończyła szkołę, znalazła swoją wymarzoną pracę. Do pełni szczęścia brakowało jej tylko wyjść za mąż i założyć szczęśliwą rodzinę.

Dziewczyna była właścicielką połowy mieszkania, odziedziczyła go wraz z matką po ojcu, gdy miała czternaście lat. Dziesięć lat temu ich życie legło w gruzach, kiedy zmarł jej ukochany tata. Był bardzo dobrym człowiekiem i gdyby żył, ich los potoczyłby się na pewno całkiem inaczej.

Krystyna zrezygnowała z pracy, gdy Ania była jeszcze dzieckiem. Postanowiła zająć się domem i wychowaniem córki, ponieważ jej mąż zarabiał bardzo dobrze i na wszystko mogli sobie pozwolić. Nigdy by nie pomyślała, że jej życie kiedyś może zmienić się na gorsze.

Anna po ojcu dostała rentę rodzinną, to był ich jedyny dochód, jaki miały. Ich życie nie należało do łatwych, lecz Krystyna nie zamierzała podjąć żadnej pracy, tak jej było wygodnie, mówiąc, że w tym wieku już nie znajdzie żadnego zatrudnienia.

Córka nie mogła zrozumieć, że matka nie odmawiała sobie chodzenia do sklepów i kupowania nowych rzeczy, mimo że ledwo wiązały koniec z końcem.

Na początku pomagał im brat Krystyny, wujek Andrzej, ale jak zobaczył, na co ona wydaje pieniądze, miał tego dosyć. Wiele razy kłócił się ze swoją siostrą, przypominając jej, że ma dziecko na utrzymaniu i nie może sobie pozwolić na duże wydatki.

Brat ciągle jej tłumaczył, że musi podjąć jakąś pracę, nie mógł już patrzyć na to, co wyprawia. Ona nigdy nie pozbyła się nawyku wydawania pieniędzy, tak była przyzwyczajona, kiedy jeszcze żył jej mąż i mogła sobie na wszystko pozwolić.

Andrzej też nie mógł jej pomagać bez końca, bo sam miał żonę i dwoje dzieci, którym musiał zapewnić byt.

Pewnego razu matka Anny przyprowadziła do domu mężczyznę, miał na imię Mirosław. Oznajmiła córce, że będzie z nimi mieszkał. Dziewczyna była bardzo zaskoczona jej decyzją, nie wyobrażała sobie jakiegoś obcego faceta, chodzącego po ich domu.
Kobieta potrafiła rozwiązać problem braku pieniędzy na swój sposób. Postanowiła wyjść za mąż, co nie podobało się córce, ale nie miała nic do powiedzenia, według jej matki to był najlepszy sposób na normalne życie.

Mirek zarabiał dużo, lecz nie mógł znaleźć porozumienia z pasierbicą. Anna nie pałała do niego miłością, ciągle porównywała go do swojego ojca i nie rozumiała dlaczego matka poślubiła go, tylko dlatego, żeby mieć pieniądze.

Mężczyzna wypominał córce swojej żony:

– Nic nie robisz, tylko jesz. Wzięłabyś się za jakąś robotę, pranie lub sprzątanie.

Anna oznajmiła mu wtedy, że się uczy, bo chce zdawać na studia i zamierza się na nie dostać. On wtedy wpadał w furię i mówił:

– Studia? Jakie studia, trzeba pracować, nie myśl, że będę Cię cały czas karmił i utrzymywał.

Dziewczyna nie mogła nic powiedzieć, nie starała się z nim kłócić, bo było jeszcze gorzej. Owszem, miała rentę po tacie, ale pieniądze dostawała jej matka, a ona nie broniła córki przed ojczymem, po prostu bała się utraty żywiciela rodziny, zawsze mówiła do dziewczyny:

– Nie sprzeczaj się z nim, proszę, on nas utrzymuje i nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Zamiast na uniwersytet, Ania poszła do dwuletniego studium policealnego, żeby jak najszybciej iść do pracy i odczepić się od tego tyrana, który tak ją gnębił. Przez cały ten czas była postrzegana przez niego jako „dodatkowa gęba do karmienia” i ciągle wyliczał, ile wydaje na jej utrzymanie.

Po pól roku pracy, córka Krystyny kupiła sobie swoją lodówkę i postawiła ją u siebie w pokoju. Stać ją teraz było na to, aby się samemu wyżywić i wreszcie odetchnęła z ulgą, że nikt nie będzie wypominał jej jedzenia i wiele innych rzeczy.

Mirek nie oszczędzał jej nadal złośliwości i mówił:
– Masz teraz pracę, to się nakarm sama i nie przychodź do mnie i do matki, bo już nic nie dostaniesz.
Znów zamilkła, i milczała nawet wtedy, gdy mąż matki przedstawiał jej rachunki za media, którymi musiała spłacić wszystko, co wydał na nią przez te lata.

Po pewnym czasie Mirek został zwolniony z pracy. Krystyna z mężem nie mając pieniędzy, często zaglądali do lodówki córki, również wszystkie opłaty związane z mieszkaniem spadły w całości na barki dziewczyny.

Początkowo płaciła i dawała im jeść, ale gdy jej ojczym był bez pracy przez prawie rok i nie zamierzał niczego szukać, miała już tego wszystkiego dosyć, więc założyła kłódkę na swoją lodówkę. Oczywiście matka była temu przeciwna, twierdząc, że Mirek cały czas ich karmił i teraz trzeba mu się odwdzięczyć. Anna już nie mogła wytrzymać tego bezsensownego gadania i powiedziała do matki:

– Chcesz, to idź do pracy i mu pomagaj, ja już nie zamierzam tego robić. Nie mam mu za co dziękować, cokolwiek od niego dostałam, za wszystko musiałam zapłacić, nie mam u niego żadnego długu.

Mirek niedawno wyprowadził się z mieszkania, córka Krystyny odetchnęła i nawet nie wspomina mężczyzny, który uprzykrzał jej życie we własnym domu. Postanowiła jednak, że nadal nie będzie zdejmowała kłódki z lodówki. Uważa, że matka też powinna znaleźć pracę i pomóż jej utrzymywać dom, szczególnie że nic jej nie dolega tylko lenistwo. Czy Anna postępuje słusznie, tak traktując swoją rodzicielkę?

Oceń artykuł
TwojaCena
Musiałam wstawić własną lodówkę, żeby normalnie żyć