Mojego syna nie obchodzi, że jeśli przepiszę mu mieszkanie, nie będę miał(a) z czego żyć.

Mówi się, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co nas w życiu spotyka to nasze wybory kształtują przyszłość. Codziennie podejmujemy decyzje, które później wpływają na nasz los.

Patrząc wstecz, widzę, że podjąłem złą decyzję, kiedy związałem się z człowiekiem niepoważnym. Za młodu byłem totalnie zakochany w Rafale. Wiedziałem, że nie jest odpowiedzialny, a mimo to naiwnie wierzyłem, że dla mnie się zmieni. Chciałem ufać i mieć nadzieję. Niestety, ludzie rzadko się zmieniają. Nawet po narodzinach naszego syna, Rafał wcale nie przestał prowadzić beztroskiego życia.

Co miesiąc dowiadywałem się z różnych stron od sąsiadów, przyjaciół, nawet rodziny o kolejnych zdradach Rafała. Było mi wstyd, czułem się upokorzony i zraniony jednocześnie. Wytrzymałem tak pięć długich lat, aż w końcu się poddałem. Rozwiedliśmy się. W całym tym nieszczęściu Rafał okazał się jednak szczodry oddał mi swoje mieszkanie w zamian za to, żebym nie domagał się alimentów. Ja razem z synem nie chcieliśmy tam mieszkać, więc je wynajmowałem, a sam przeprowadziłem się do mamy. Potrzebowała opieki i tak jakoś toczyło się nasze życie.

Pieniądze z wynajmu przeznaczałem na syna: na ubrania, szkołę, wycieczki, różne zajęcia. Chciałem mu zapewnić normalne dzieciństwo. To, co sam zarabiałem, szło na rachunki, jedzenie i leki dla mojej mamy, która od wielu lat nie mogła się ruszać przez chorobę. Uważałem, że syn powinien docenić, ile dla niego zrobiłem. Teraz mam już 57 lat, choruję na cukrzycę, cały czas muszę przyjmować insulinę, walczę, żeby jakoś dłużej pożyć.

Z powodu choroby nikt mnie już nie chce zatrudnić. Poza tym nie mam prawa do emerytury, bo przez całe życie zmieniałem pracę i nigdy nie zostałem na długo w jednym miejscu. Częściej dorabiałem na czarno, żeby mieć więcej na życie. W skrócie utrzymuję się z wynajmu mieszkania. Syn dziś ma 31 lat niedawno oświadczył się dziewczynie, Julii, i oboje chcą zamieszkać w moim mieszkaniu.

Powiedziałem mu, że wtedy nie będę miał za co żyć, bo to jedyne moje źródło dochodu. Usłyszałem, że to nie jego problem. I teraz naprawdę nie wiem, co powinienem zrobić. Nie mam żadnych oszczędności, cały czas muszę kupować leki, coś jeść, płacić rachunki. Co robić? Jak własny syn może się tak zachować? Za co spotkało mnie coś takiego?

Dziś wiem, że nasze wybory wracają po latach. Trzeba dobrze wybierać ludzi wokół siebie, szczególnie gdy chodzi o rodzinę. Szkoda tylko, że nie da się cofnąć czasu a teraz pozostaje mi tylko wyciągnąć wnioski z własnych błędów.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mojego syna nie obchodzi, że jeśli przepiszę mu mieszkanie, nie będę miał(a) z czego żyć.