Kiedy poznałem Darię miałem dwadzieścia trzy lata i bardzo chciałam założyć rodzinę. Moja wybranka nalegała, żebyśmy z tym jeszcze trochę poczekali i nacieszyli się sobą. Rozumiałem jej argumenty, była młoda – w końcu miała dopiero 21 lat. Mieszkaliśmy razem już dość długo, kiedy pewnego dnia, po powrocie do domu, powiedziała mi, że jest w ciąży. Byłem w siódmym niebie, ale nie trwało to długo. Daria powiedziała, że zrobi aborcję. Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem! Przez kilka godzin przekonywałem ją, by nie działała lekkomyślnie. Takie rozwiązanie mogłoby być bardzo niebezpieczne i zagrażać jej życiu. Naprawdę się martwiłem. Dzięki Bogu udało mi się ją przekonać, ale Daria wciąż upierała się, że po porodzie odda dziecko. Miałem nadzieję, że zmieni zdanie, gdy będziemy trzymać maleństwo w ramionach. Rodzice Darii nie chcieli wnuków, więc trzymali jej stronę. Wszystkie moje nadzieje prysły, gdy Daria po urodzeniu synka po prostu spakowała swoje rzeczy i zniknęła. Staś i ja zostaliśmy sami. Wiedziałem jaki ogromny wpływ mają na nią jej rodzice ale ślepo wierzyłem, że instynkt macierzyński zrobi swoje. Tak się jednak nie stało. Minęło trochę czasu, gdy dowiedziałem się, że Daria wyjechała za granicę. Naprawdę nie rozumiałem, jak można było porzucić takiego aniołka jak nasz synek.
Mijały lata, Staś poszedł do przedszkola. Dobrze nam się razem żyło. Oczywiście nie mogłem obejść się bez pomocy rodziców. Nie wiem, jak bym sobie bez nich poradził. Wiedziałem, że Staś potrzebuje matki, próbowałam więc nawiązać jakąś relacje z innymi kobietami, ale nigdy nic z tego nie wyszło. Pewnego dnia, w drzwiach naszego mieszkania, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się Daria. Gdyby nie fakt, że Staś obserwował całą scenę, wygoniłbym ją z hukiem. Poprosiłam synka aby przez chwilę pobawił się sam w pokoju, a Darii zasugerowałem, żeby poczekała w salonie. Płakała, przepraszała, mówiła, że już sto razy żałowała tego, co zrobiła, że chce znowu być razem i wychowywać nasze dziecko. Powiedziałem, że to przemyślę i odesłałem ją do domu. – Tato, kim jest ta ciocia? – zapytał Staś, kiedy Daria wyszła. Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć… jak ją nazwać: znajomą? Nie znalazłem odpowiedzi. Przez ostatnie lata Daria nie odezwała się do nas słowem – żadnego telefonu, listu. Nasze dziecko było jej zupełnie obojętne. Porzuciła nas. Dlaczego więc teraz powinienem dać jej kredyt zaufania i nazywać ją matką Stasia?



