Jestem szczęściarą, że mam wspaniałego męża już od pięciu lat. Mamy małą rodzinną firmę, snujemy plany na przyszłość i bardzo się kochamy. Na początku musieliśmy mieszkać z jego mamą, dlaczego? Bo nie mieliśmy pieniędzy ani na kupno, ani na wynajem, a moja teściowa ma ogromne, dwupokojowe mieszkanie.
Co miesiąc odkładaliśmy pieniądze, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zaoszczędzić na nasze małe gniazdko. Nasze życie nie było lekkie, wszystko musiałam znosić, bo teściowa była gospodynią i zawsze powtarzała, że ma być tak, jak ona zarządzi. Była dobrą i mądrą kobietą, ale jej charakter nie był łatwy.
Jak na przykład ugotowałam na obiad barszcz i kaszę gryczaną z kotletami, to ona specjalnie zamówiła pizzę, mówiąc, że to święto i tak zdecydowała. Moje potrawy jak zwykle, będą czekać w lodówce, aż trafią do kosza. Zobaczy, że myję łazienkę, udaje, że nie widzi, a godzinę później przychodzi i mówi, że jutro muszę umyć łazienkę, dawno nie była sprzątana. Kupuję zły rodzaj chleba, robię herbatę w niewłaściwy sposób, gotuję rosół nie tak, jak ona itp.
Nie mieliśmy bardzo dużych konfliktów, ale marzyłam, żeby zostać panią swojego mieszkania. Razem z mężem zdaliśmy sobie sprawę, że nie będziemy w stanie zaoszczędzić na nasze mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt. Mój mąż zaczął przebąkiwać o dziecku, rok później urodził nam się syn Adaś.
Wtedy wszystko zaczęło się od nowa. Moja teściowa zapomniała, że mieszka osobno i przychodziła do naszego domu wcześnie rano, a wychodziła praktycznie w nocy. Miałam dosyć obowiązków przy dziecku i jeszcze musiałam ją zabawiać, a to ciągłe dogadywanie, doprowadzało mnie do szału.
Myłam synkowi pupę w niewłaściwy sposób, czyściłam mu uszy w niewłaściwy sposób, prasowałam pieluszki w niewłaściwy sposób itd. Potem przeniosła się również do kuchni, zaczęła mnie uczyć, jak gotować dla mojego męża. Na tym się jednak nie skończyło, weszła do sypialni i powiedziała, że dziecko nie powinno spać osobno, a obok matki.
Ta ostatnia uwaga naprawdę mnie wkurzyła. Znalazła w koszu podarte skarpetki mojego męża i zwróciła mi uwagę, że jestem rozrzutna, normalna żona zszyłaby je porządnie i nie wydawała pieniędzy na nowe. Wytłumaczyłam jej więc, że nie może mi ciągle mówić co i jak mam robić. Nie odniosłam się do niej arogancko, ale dobitnie. Teściowa nie chciała już ze mną rozmawiać, powiedziała tylko ostatnie słowo:
– Jak postanowię, niech tak będzie!
Nie wiem, jak sobie z tym wszystkim poradzić, nie mam już siły do wspólnego życia z matką mojego męża.


