Moja teściowa nie nauczyła córki gotować. Przez nią teraz panoszą nam się w domu obcy ludzie

Moja teściowa nie nauczyła córki gotować, więc po ślubie Natalia uroczyście wręczyła jej klucze do naszego mieszkania i tak się zaczęło…

Na początku mi się podobało, przychodziłem z pracy, a na stole stały ziemniaki z kotletami, na deser ciasto, kompot, czego dusza zapragnie. Ale później zaczęła przychodzić do nas, jakby to był jej własny dom. Mało tego, przyprowadzała i sąsiadki i koleżanki.

Rozumiem, że mojej żonie jest to na rękę, że jej mama ma klucze do naszego mieszkania, ale już zaczyna mnie to denerwować. Nawet w domu nie mogę odpocząć.

Po ślubie kupiliśmy z żoną dwupokojowe mieszkanie. Miałem trochę oszczędności, a rodzice moi i żony pomogli, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Ale to nic nie znaczy. Moi mieszkają w innym mieście, to jakieś sto kilometrów od nas, więc nie są częstymi gośćmi, ale mama Natalii, moja „kochana” teściowa, mieszka dwa przystanki tramwajowe od nas.

Kiedy po ślubie pojechaliśmy na wycieczkę, Natalia oddała mamie klucze do mieszkania, aby mogła podlewać kwiaty. Po naszym powrocie wszystko się zmieniło. Moja żona nie umiała dobrze gotować. Ale myślę, że to „zasługa” jej matki. Nie przygotowała dziecka do życia małżeńskiego.

 

Przeczytaj także: Synowa zaprosiła nas na komunię wnuczki i pokazała, gdzie jest nasze miejsce. Żadna inna tak by nie postąpiła!

 

Teściowa wiedziała, kiedy wracamy do domu, więc w domu czekała na nas restauracja z jej popisowymi daniami. I pierogi, barszcz czerwony, parę talerzy z sałatkami…

Od razu się ucieszyłem, moja żona też, ale od kiedy zdałem sobie sprawę, że to wszystko stało się jej nawykiem, mam już dość. I okazuje się jeszcze, że moja Natalia daje mamie pieniądze, żeby mogła kupić niezbędne produkty i przygotować wszystko, gdy my jesteśmy w pracy.

Jest to dla niej wygodne, nie wątpię, ale nie mogę nawet chodzić po domu w bieliźnie, kiedy chcę, bo w każdej chwili ktoś może wejść do mieszkania. Któregoś razu teściowa nie przyszła nawet sama, ale z sąsiadką. Nawet nas nie pytając, zaprowadziła ją do kuchni i częstowała kawą oraz ciastem, które było w lodówce.

Te naloty teściowej są nawet w weekendy! Kiedy w sobotę postanowiłem się zdrzemnąć, nagle usłyszałem krzyk nad głową.

– Zięciu, a co to za spanie?! Szykuj się, zaraz pójdę na rynek, kupię, co trzeba i zrobię Ci rosół!

I tak zaczęła brzęczeć talerzami, garnkami i patelniami. Chcąc nie chcąc, musiałem wstać i sennie spacerować po mieszkaniu.

Mówiłem już żonie, że jeśli nie porozmawia z mamą, to niedługo nie będziemy już rozmawiali tak łagodnie. Uważam, że żona powinna sama nauczyć się jak być dobrą gospodynią i wziąć gotowanie w swoje ręce, a teściowa niech sobie zaczeka na wnuki z tym gotowaniem i wtedy zobaczymy.

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Moja teściowa nie nauczyła córki gotować. Przez nią teraz panoszą nam się w domu obcy ludzie