Niedawno zakończyliśmy budowę naszego domu i zaprosiliśmy wszystkich krewnych na parapetówkę. Była z nami też moja teściowa. Przywitała się i wręczyła mojemu mężowi prezent. Była to sztabka złota, o której nikt nie wiedział. Gdy siostry mojego męża się o tym dowiedziały, były bardzo zdziwione. Nie podobało im się to i nie kryły swojego oburzenia. Ale teściowa miała swoje racje: przez całe życie kierowała się zasadą „dobro za dobro”.
Ostatnio moja starsza szwagierka namówiła mamę, żeby sprzedała swoje mieszkanie i dała jej pieniądze, mówiąc, że mają problemy finansowe. W zamian mama miała z nimi zamieszkać. Teściowa zgodziła się i sprzedała mieszkanie, ale najstarsza córka wzięła pieniądze i wypięła się na matkę, zostawiając ją na ulicy.
Teściowa postanowiła pojechać do młodszej córki, ale ona też nie przyjęła matki, a nawet nie wpuściła jej do domu. Biedna kobieta została bez dachu nad głową. Gdy dziewczyny były małe, starała się robić wszystko, żeby niczego im nie brakowało. Teraz także starała się pomóc. I czym skończyła się jej dobroć?
Pięć lat temu, kiedy się pobraliśmy, teściowa nie przyjęła mnie dobrze: córki nastawiły ją przeciwko mnie. W ogóle się nie dogadywaliśmy. Byłam zmuszona zabrać dziecko i pojechać do swoich rodziców. Ale teraz minęło dużo czasu i nie chowam urazy, a nawet jestem wdzięczna, bo to sprawiło, że zdecydowaliśmy się na budowę własnego domu.
Dwa tygodnie temu teściowa zadzwoniła do mojego męża i powiedziała szeptem, że została na ulicy; córki ją wyrzuciły i teraz nie ma gdzie mieszkać. Pobiegł do niej i przyprowadził ją do nas. Kiedy weszła do domu, przytuliła mnie i przeprosiła, że źle mnie traktowała. Opowiedziała, jak potraktowały ją córki. Zrobiło mi się jej żal. Poprosiła syna, aby pomógł jej znaleźć jakieś tanie mieszkanie do wynajęcia, ale nalegałam, żeby została z nami. Teściowa przyznała, że bardzo się myliła, co do swoich córek i żałuje, że kiedyś mnie odtrąciła. Bardzo ją szanuję, nie tylko dlatego, że jest matką mojego męża. To bardzo miła i dobra kobieta.

