Dziś znowu muszę przemyśleć wszystko, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Moja szwagierka spędzała wakacje w luksusowych kurortach, kiedy my poświęcaliśmy każdą złotówkę na remont, a teraz domaga się wygodnych warunków do mieszkania i oczywiście u nas. Mam żal, bo tak wyszło trochę przez jej upór.
Dom kiedyś należał do babci mojego męża i po jej śmierci przypadł jemu i jego siostrze. Budynek był stary, ale postanowiliśmy go wyremontować i w nim zamieszkać. Dom miał dwa osobne wejścia, więc spokojnie mogłyby tam mieszkać dwie rodziny, a ogród i podwórko były wspólne. Pokoje były rozdzielone po równo.
Podział spadku nastąpił już wtedy, gdy byłam po ślubie. Wszystko przebiegło spokojnie teściowa od razu odmówiła przyjęcia nieruchomości, bo całe życie ceniła sobie wygody miasta. Powiedziała dzieciom: „Róbcie co chcecie”.
Mój mąż z mężem siostry wzięli się ostro do pracy i zrobili nowy dach, wzmocnili fundamenty. Gdy zaproponowałam szwagierce, żebyśmy dorzucili się razem do remontu, tylko wzruszyła ramionami i mówiła, że jej to niepotrzebne. Potem nawet się zirytowała, uważając, że nie ma sensu dokładać się „do kurnika”. Jej mąż spuścił głowę i jak zwykle nic nie powiedział z nią się nie dyskutuje.
Planując własne życie, wiedzieliśmy, że chcemy zamieszkać na wsi. Miejscowość była niedaleko Krakowa, a do pracy mieliśmy samochód, więc dojazdy nam nie straszne. Marzyliśmy też o wyprowadzce z ciasnej kawalerki, własny dom był marzeniem nie do zrealizowania od podstaw kosztowałoby to fortunę.
Dla szwagierki ten dom miał być głównie miejscem na letnie wypady przy grillu. Oczywiście od początku dawała nam do zrozumienia, żebyśmy na nią nie liczyli.
W ciągu czterech lat wyremontowaliśmy naszą połowę. Niebezinteresownie musieliśmy wziąć kredyt, ale nie patrzyliśmy na to. Zrobiliśmy łazienkę, ogrzewanie, wymieniliśmy instalację elektryczną, okna i odnowiliśmy werandę. Praca była non stop, ale wytrwaliśmy, bo mieliśmy cel.
Szwagierka w tym czasie wymieniała jedynie zdjęcia z zagranicznych wycieczek. Kompletnie nie interesowało jej, co robimy. Żyła swoim życiem, używając życia, nie przejmując się swoim kawałkiem domu. Potem jednak urodziła dziecko i przeszła na urlop macierzyński.
Zakrawało to na ironię, że wtedy kiedy ją przycisnęło i nagle zabrakło pieniędzy na podróże, przypomniała sobie o swojej połówce domu. Z niemowlakiem w bloku było jej za ciasno, a na wsi dziecko mogłoby cały dzień brykać w ogrodzie.
My już mieszkaliśmy w naszym domu, a mieszkanie w Krakowie prawie od razu wynajęliśmy. Nie ruszaliśmy połowy szwagierki przez te lata jej część zdążyła dosłownie przegnić. Nie mam pojęcia, jak chciała tam mieszkać zero ogrzewania, wc na zewnątrz. Przyjechała z walizką i zaczęła nalegać, by zamieszkać z nami choć na tydzień. W końcu się zgodziłam.
Jej syn okazał się hałaśliwy niesłychanie. Podobnie jak ona robiła wszystko po swojemu, nie zważając na innych. Pracuję zdalnie, więc bardzo mnie to irytowało. Na pewien czas przeniosłam się do koleżanki akurat wyjechała i cieszyła się, że ktoś dogląda jej mieszkania.
Po prawie miesiącu musiałam wrócić mama zachorowała i musiałam się nią zająć. Zapomniałam już o szwagierce, pewna że wróciła dawno do swojego mieszkania.
Jakie było moje zdziwienie, gdy zastałam ją… u nas, rozsiadłą wygodnie, jak u siebie. Spytałam, kiedy planuje się wyprowadzić.
Gdzie mam niby iść? Z dzieckiem jest mi dobrze tutaj rzuciła.
Jutro zabieramy cię do miasta odpowiedziałam.
Nie chcę do miasta.
Nawet nie sprzątnęłaś po sobie przez cały ten czas, wracaj do siebie. To nie jest hotel.
Jakim prawem mnie wyrzucasz? To mój dom!
Twój dom jest za ścianą, idź tam.
Spróbowała nastawić męża przeciwko mnie, ale odezwał się do niej nawet łagodniejszy z natury Janek: „Za długo tu mieszkasz”. Obraziła się i wyszła. Kilka godzin później zaczęła do mnie wydzwaniać teściowa.
Nie miałaś prawa jej wyrzucić, to jej własność!
Może mieszkać u siebie, przecież tam jest panią, odpowiedział mój mąż.
Ale jak z dzieckiem, jak tam nie ma ogrzewania, tylko wychodek?! Mogłaś zatroszczyć się o siostrę!
Mąż wybuchł. Wytłumaczył matce, że wiele razy proponowaliśmy wspólny remont podzielilibyśmy koszty i byłoby znacznie taniej. Nie chciała, więc o co teraz pretensje?
Próbowaliśmy znaleźć wyjście zaproponowaliśmy, by sprzedała swoją połowę mojej mamie. Szybko się zgodziła, ale cena jaką zażądała była tak wysoka, że za tyle kupilibyśmy cały dom w świetnym stanie. Odpuściliśmy.
Sytuacja się zaogniła. Teściowa ciągle urażona, a Ala bo tak typowo po polsku nazywają się u nas dziewczyny stała się zmorą. Odwiedza nas rzadko, ale jak już, to tylko po to, by hałasować, narzekać, robić drobne przykre rzeczy i niszczyć ogródek.
Podjęliśmy decyzję. Budujemy płot i wydzielamy wszystko na sztywno. Nie ma już kompromisów tego zawsze chciała szwagierka.



