Nie przepadam za moją sąsiadką z trzeciego piętra. Rzadko odpowiada „dzień dobry” i jest bardzo niesympatyczna. To co ostatnio zaobserwowałam, tylko umocniło mój stosunek do niej. Do niedawna, mieszkała razem z mężem i córką. Mąż pracował nocami, a w dzień opiekował się dzieckiem. Widać było jego ogromną czułość i miłość do Małej. Często widziałam ich jak bawią się wesoło na osiedlowym placu zabaw. Po rozwodzie, moja sąsiadka została sama. Nie wiem dokładnie, dlaczego się rozstali, ale myślę, że go zdradziła, bo w czasie kłótni próbowała się usprawiedliwiać. Dziewczynka zamieszkała z ojcem, a matkę odwiedzała tylko w niektóre weekendy. Niedługo potem, w mieszkaniu mojej sąsiadki pojawił się pies. Przygarnęła do siebie jakiegoś kundla ze schroniska i co ciekawe, traktowała go lepiej niż własne dziecko. Widywałam ją, jak chodzi na spacery ze swoim zwierzakiem i wozi go w specjalnym wózeczku. Do tego, czesała mu kokardki i kupowała najlepsze przysmaki. Wobec psiaka było czulsza niż w stosunku do własnej córki. Dziewczynce dobrze było z ojcem, bardzo się kochali. Kiedy odwiedzała matkę zawsze wyglądała na przygnębioną, jakby pozbawioną energii. Snuła się ulicami blada i przestraszona. Matka dawała jej specjalne wskazówki, kiedy wyprowadzała zwierzaka. „Nie wpuszczaj jej do kałuży, uważaj, aby nie skaleczył sobie łap.” Martwiła się tylko o kundla, zupełnie nie dbała o córkę. Było mi strasznie szkoda tej małej dziewczynki. Nie potrafię tego zrozumieć. Jak można być taką podłą osobą? Która matka pozwala odejść własnemu dziecku?! To szokujące! Może ta kobieta sama nie zaznała troskliwej, matczynej miłości? Kiedy kogoś kochasz powinno Ci zależeć, prawa? Na samą myśl, chce mi się płakać.
Moja sąsiadka lepiej traktuje swojego psa niż córkę z którą widuje tylko w niektóre weekendy.




