Moja rodzina
Boże, Martynko, jakaś Ty piękna! zachwyciła się Barbara, wchodząc do pokoju córki.
Martyna stała przed lustrem, gdy Iga, jej przyjaciółka i zarazem stylistka, dopinała ostatnie wsuwki do welonu. Dziewczyna obróciła się do mamy z nieśmiałym uśmiechem.
Naprawdę, mamo? Ładnie? zapytała niepewnie.
Przepięknie, córeczko! Jesteś najładniejszą panną młodą na świecie! Barbara wypowiedziała te słowa z czułością i w tej chwili przypomniała sobie, że jej mama powiedziała to samo, gdy wychodziła za mąż. Chyba każda matka powtarza te słowa swojej córce w dniu ślubu.
Wybór sukni zajęło Martynie mnóstwo czasu. Była wyjątkowo wymagająca, jeśli chodzi o ubrania. Nie interesowała jej moda ani opinia innych miało się podobać przede wszystkim jej. Miała świetny gust i piękną sylwetkę, więc nikt nigdy jej nie powiedział, że jest źle ubrana. Tak samo było z suknią ślubną nie wybrała tej najnowszej ani typowo modnej. Pragnęła czegoś innego. Konsultantki z salonu załamywały ręce. Jak zadowolić taką pannę młodą? Pomogła właścicielka salonu, Kinga.
Chyba mam coś, czego szukasz.
Po chwili wróciła z dodatkowym pokrowcem, w którym była schowana suknia. Gdy tylko Martyna ją zobaczyła, od razu wiedziała: to jest to!
Proste linie, żadnych zdobień, szlachetna tkanina. Gdy spojrzała w lustro, nie miała wątpliwości to wymarzone! Suknia leżała idealnie, jakby uszyta na miarę.
I co sądzisz?
Biorę!
Kinga uśmiechnęła się lekko, a w jej oczach przemknął cień smutku. Ale zaraz go odpędziła nie ma sensu żałować. Przecież suknia była zamówiona dla niej, lecz ślubu nie będzie Nie warto wychodzić za mąż bez zaufania i miłości. A bez jednego nie ma i drugiego. Tak to już bywa… Kinga potrząsnęła głową i wróciła do rzeczywistości.
Mam do tej sukni przepiękny welon. Przyniosę go zaraz.
Martyna mrugnęła do mamy:
A nie mówiłam, że znajdę dokładnie taką, jaką chcę?
Barbara przytaknęła, szczęśliwa jak nigdy. Wiedziała, że te dni zapamięta na zawsze. Przypomniała sobie, jak sama wychodziła za mąż. Wtedy nie można było po prostu kupić wszystkiego w sklepie. Albo brało się to, co było, albo szyło się samemu. Przyjaciółka jej mamy pracowała kiedyś w pracowni krawieckiej i szyła dla Barbary suknię. Jedna z ciotek zdobyła materiał i dodatki. Mimo trudności wyszło wspaniale, choć szczęścia długo nie zaznała. Z mężem rozeszli się, gdy Martyna miała zaledwie dwa lata. Nowa miłość, nowy świat… Ale wtedy okazało się, że ani ona, ani córka nie są już nikomu potrzebne. Ojciec Martyny płacił regularnie alimenty, bo przecież wszyscy by zauważyli, gdyby tego nie robił. Ot, życie. Po prostu inna rodzina. Ale relacji z córką nigdy nie chciał.
Nie potrzebuję niepotrzebnych problemów.
Barbara nie naciskała. Lepiej chyba żadnego ojca niż ojca, który dziecka nie kocha.
Starała się ułożyć sobie życie na nowo i sprawić, by Martyna miała drugą szansę na prawdziwego ojca. Z nowym partnerem nie wyszło. Nie lubił dzieci, chociaż bardzo lubił Barbarę. Gdy pewnego razu stwierdził, że Martynę powinno się oddać do ojca, Barbara spakowała mu walizkę i bez słowa poprosiła, by odszedł.
Damy sobie radę, córeczko. Poradzimy sobie.
Martyna wtedy nie wszystko rozumiała, poza jednym mama wybrała ją. I to zapadło w jej pamięć na całe życie. Może dlatego nigdy nie sprawiała problemów w domu mama była dla niej najważniejsza.
Martynko, już czas! Bo się spóźnicie. Barbara delikatnie poprawiła welon i pocałowała córkę w czoło. Bądź szczęśliwa, kochanie!
Martyna roześmiała się:
Mamo! Jeszcze się rozpłaczę i Iga mnie zamorduje. Tyle się malowała, żeby nie było widać, że mam makijaż, a wszystko spłynie.
Ściskając mamę mocno, szepnęła jej do ucha:
Postaram się
Dzień ślubu minął jak jedna chwila. Barbara wróciła do pustego już mieszkania, zamknęła drzwi i usiadła na ławce w przedpokoju. Została sama. Martyna miała mieszkać z mężem, Kubą, w mieszkaniu po babci, które Barbara im oddała. Kamil, czyli pan młody, nie miał własnego lokum, a kiedy rozważał wspólne zamieszkanie z rodzicami, Barbara wolała nie komentować wieczorem, gdy pojechał, wręczyła córce klucze.
Kochanie, zamieszkajcie sami. Osobno od wszystkich.
Ale co z lokatorami? Przecież z nich były pieniądze, mamo. My planowaliśmy wynajem na początek
Poradzę sobie. Przecież nie potrzebuję wiele. Pracuję i daje radę. Zamieszkajcie razem.
Martyna ucieszyła się jak dziecko, ściskając klucze.
Dzięki, mamusiu! Spełniasz moje marzenie o własnym domu.
Domu?
Tak! Dużym, jasnym, żeby było miejsce dla wszystkich i trzy pokoje dla dzieci, co najmniej! zarumieniła się i przytuliła do mamy. Za dużo?
Moja kochana, ile by nie było, bylebyście byli zdrowi i szczęśliwi!
Jak dobrze, że mnie rozumiesz, mamo
I że Twoje dzieci będą miały młodą babcię! Barbara roześmiała się i pocałowała Martynę w czubek głowy. Mieszkajcie tak, jak Wam się marzy!
Barbara nie wspomniała córce ani słowem o rozmowie z przyszłymi teściami, która odbyła się dzień wcześniej.
Zaprosili rodzinę, jak się u nas przyjęło, do domu panny młodej. Barbara spędziła cały dzień w kuchni. Uwielbiała gotować, choć przy niej i Martynie rzadko robiła wielkie uczty. To była okazja, by się wykazać.
Rodzice Kamila wydawali się sympatyczni. To wrażenie jednak prysło po pierwszych wymownych gestach teściowej. Próbując pieczonego pstrąga i poliki z dziczyzny według rodzinnego przepisu, kręciła nosem.
Dziwne Nie po naszemu wszystko
Barbara uniosła brwi ze zdziwieniem. Ojciec Kamila jadł bez słowa, dokładnie próbując różnych dań najwyraźniej mu smakowało.
A Martyna też nie umie gotować? Teresa przewróciła oczami. Będę ją musiała nauczyć. Dobrze, że zamieszka z nami dom duży, miejsca sporo. Może w końcu nauczy się dbać o Kamila, bo on jest bardzo rozpieszczony. Jedyny syn, więc wie pani, jak jest Martyna też chyba jedynaczka?
Tak.
I wychowywała ją pani sama?
Tak się życie ułożyło.
No właśnie. Przykład pełnej rodziny jest ważny. Jak dziewczyna ma się nauczyć życia w rodzinie, jeśli nie ma w domu ojca? Martyna bardzo nam się podoba, ale wiadomo Wychowana przez jedną mamę, bez ojca, trudno później odnaleźć się w rodzinie.
Barbara słuchała z rosnącym zdumieniem, lecz powstrzymała się od komentarzy, bo Martyna dyskretnie szturchała ją pod stołem. Już wcześniej córka ostrzegała, że Kamil bardzo różni się od swoich rodziców.
On jest świetny, zrozumiesz to, mamo. Nie denerwuj się, proszę.
Barbara dopiero teraz zdała sobie sprawę, o czym mówiła córka. Miała ochotę wyprosić tych ludzi, ale oddała decyzję Martynie ufała jej.
Zbierając naczynia w kuchni, nagle usłyszała za plecami głos Teresy:
Może porozmawiamy bez młodych?
Za plecami stał Jan, ojciec Kamila, patrząc na Barbarę z wyrazem lekkiego zakłopotania w oczach. Milczała, gotowa słuchać.
Pani Barbaro, chcę mieć pewność, że mojemu synowi nic nie grozi. Teraz podejmuje najważniejszą decyzję w życiu. Choć oczywiście może nie ostatnią Teresa zawahała się, widząc opanowaną minę Barbary. Ta od lat powstrzymywała się od przerywania ludziom wiedziała, że wtedy powiedzą o wiele więcej.
Proszę się nie martwić, Martyna bardzo nam się podoba. Ale mam wiele pytań i tylko pani może na nie odpowiedzieć.
Słucham. Barbara znowu powstrzymała się przed ripostą. Serce już czuła to, co nadchodzi.
Wiem, że z ojcem Martyny jesteście rozwiedzeni, ale czy zna pani coś z jego rodziny? Jak ze zdrowiem w rodzinie? Czemu się rozstaliście? Były jakieś problemy z alkoholem czy zachowaniem?
Nic takiego odpowiedziała spokojnie Barbara.
A szczegóły? Musimy wiedzieć, czy warto ryzykować wnuki. Pani jako lekarz powinna rozumieć Przymknę oko na niepełną rodzinę i pani pracę, ale muszę wiedzieć, czego się spodziewać.
W tym momencie Barbarze zabrakło już cierpliwości. Tyle już tego w sobie dusiła Ale zanim zdążyła powiedzieć słowo, Martyna pojawiła się w drzwiach i rozpaczliwie dała znak matce, by nie reagowała.
Mamo?
Tak, Martynko. Barbara znowu się uspokoiła. Zaraz zrobię herbatę. Przynieś babciny serwis, dobrze?
Kiedy Martyna wyszła, Barbara zwróciła się do Teresy:
Martyna ma świetne zdrowie, więc proszę się nie martwić. Gdyby pani chciała dokumentację, mogę ją udostępnić. Ale w sprawy rodzinne nie będę wnikać tym niech zajmą się młodzi. Liczę, że pani obawy nie popsują najważniejszych decyzji pani syna.
Barbara podała przyszłej teściowej talerz domowego sernika:
Pomoc pani się przyda. Dzieci już czekają.
Jan spojrzał na nią z wdzięcznością, a Barbara dała jasno do zrozumienia, że więcej poruszać tego tematu nie zamierza. Do ślubu nie widzieli się już do tego czasu.
Martyna i Kuba pracowali, sami opłacili wszystkie koszty, nie oczekując wsparcia od rodziców.
Dwa lata później zaczęli budować dom. Sprzedali mieszkanie po babci, a za uzyskane złotówki kupili działkę pod Warszawą. Ciężarna Martyna, która przez kilka lat zbierała wiedzę o budowie, wcieliła się w rolę kierownika nawet doświadczeni budowlańcy śmiali się, że będą robili tak, jak chce „pani domu”. Nie zdążyli jednak wprowadzić się przed porodem, więc po wyjściu ze szpitala Martynę wraz z maleńką Klarą przywiozła Barbara do siebie.
Przepraszam, że do pani, a nie do siebie wyznał niepewnie Kuba, kładąc córkę na łóżku ale Martynie i mi tak będzie spokojniej.
I dobrze zrobiłeś Barbara uśmiechnęła się do niego ciepło. Czego się boisz, tato? Przewiń ją, gorąco jej.
Trochę się boję wydusił Kuba.
Niepotrzebnie. To twoja córka, dasz radę. Instynkty masz, uwierz.
Barbara porwała Martynę za rękę i szepnęła:
Nie przeszkadzaj, niech się uczy.
I kąpiel, i pierwszy spacer wyszły Kube świetnie. Następnego dnia przyszła Teresa, by obejrzeć wnuczkę.
Mężczyźni nie powinni się zajmować noworodkami orzekła stanowczo.
To przesąd Barbara spojrzała z uznaniem na zięcia, który tuląc Klarę czuł się coraz pewniej.
Nie wspomniała nawet, jak bardzo sama jako babcia miała ochotę przejąć wnuczkę, bo wszystkie babcie mają pokusę, by robić wszystko po swojemu.
Klarcia rosła zdrowa i silna. Rodzinę wprowadzili do nowego domu, a półtora roku później Martyna zaczęła myśleć o kolejnym dziecku. Wtedy wydarzyło się nieszczęście.
Mamo, Klarcia ma gorączkę głos Martyny brzmiał tak rozpaczliwie, jakiego Barbara jeszcze nie słyszała.
Wysoką?
Tak, i nie spada.
Dzwoń po karetkę. Jadę już!
Barbara przez całą drogę modliła się, żeby nie było nic poważnego…
Niestety, tym razem modlitwy nie zostały wysłuchane od razu. Szybkie przyjęcie do szpitala, reanimacja i dwie doby ciągłego oczekiwania na korytarzu po słowach lekarza:
Robimy, co się da Proszę czekać.
Martyna trwała jak skamieniała. Barbara nie zmuszała jej do odejścia, tylko przynosiła napoje i pilnowała, by czasem coś zjadła.
Potrzebne Ci siły, Klarcia będzie Cię potrzebować.
Kuba biegał między pracą a szpitalem, Barbara tuliła go czasem, gdy widziała, że traci siły.
Wytrzymaj! Ratujesz rodzinę.
Teresa pojawiła się niemal od razu.
Jak to? Skąd to? Nieprawdopodobne! To dziedziczne? Zakaźne? Kto zawinił?
Tereso, nie teraz! pierwszy raz Barbara nie wytrzymała. Liczy się tylko jedno.
Ale jak to Teresa wycofała się po chwili, widząc spojrzenie wszystkich.
Po dwóch dniach Klara odzyskała świadomość, natychmiast domagając się mamy. Przeniesiono ją na salę, a Barbara odetchnęła.
Kilka dni później, gdy przyjechała do Klarci i pochwaliła się wnuczką, Martyna poprosiła ją, by chwilę została.
Poczekaj, mama. Chcemy z tobą pogadać z Kubą.
Gdy się dowiedziała, na co czekają, Barbara zamknęła oczy ze szczęścia…
Mamusiu, pomożesz, prawda?
Jasne! Nie trzeba pytać!
Dzięki! Bez twojej pomocy się nie obejdziemy Klarcia wciąż wymaga opieki, a drugie dziecko w drodze.
Poradzicie sobie i bez babci, macie siebie!
Kuba rozbawiony wysunął głowę spod kołdry, pod którą Klara bawiła się z nim w chowanego.
Czyli jesteś na pokładzie?
Przeprowadzić się? Protestuję! Ale tymczasowo mogę! Zażartowała Barbara.
Nie pytała, czemu Kamil nie poprosił o to matki.
Ale tylko na trochę, dopóki Klarcia nie wydobrzeje. Będę jak pracownik sezonowy.
Mamo!
Co? Tak już ustalone!
W domu Barbara zaczęła się pakować, gdy zadzwonił telefon.
Barbaro, to dziwne, nie sądzisz? Czemu ty? Teresa, jak zwykle, była konkretna. Uważam, że więcej pożytku będzie ze mnie. Mam czas, lepiej znam się na dzieciach.
Tereso, to nie ja decydowałam. Zadaj to pytanie Kubie lub Martynie. Ja po prostu pomagam, kiedy proszą.
Kuba nawet nie chciał mnie słuchać! Nie wiem, czym do siebie ich przyciągasz, ale to dziwne Prawdziwa matka się nie liczy?
Nie wiem. Może warto go zapytać?
Z tobą naprawdę nie da się rozmawiać! Powinnaś odmówić! Powiedz, że jesteś zajęta!
Serio, uważasz tak? A kiedy byłaś ostatnio u Klarci?
Ale co mam tam robić? Przecież zawsze jesteś na miejscu. Nawet jedzenia nie mogę jej przynieść, bo już to zrobiłaś…
Odpowiedź już znasz. Przepraszam, muszę kończyć.
Barbara odłożyła telefon i zamyśliła się. Zniszczyć delikatną rodzinną równowagę jest prosto. Odbudować ją czasem prawie niemożliwe. Wie o tym aż za dobrze…
Wyciągnęła telefon i wybrała numer zięcia.
Kuba, musimy pogadać.
Trzy lata później.
Babciu, a dziś ty mnie wieziesz na taniec, czy babcia Teresa?
Dzisiaj ja. Babcia Teresa wychodzi na spacer z Olkiem. Mama wraca do pracy.
To dziś jem u Ciebie?
Tak.
Hurra! A będą te bułeczki jak ostatnio?
Jeśli tak Ci smakowały, to jasne. Barbara spojrzała przez lusterko na wnuczkę w foteliku na tylnym siedzeniu.
Babciu
Słucham, skarbie?
A do zoo w weekend pójdziemy z Tobą czy z babcią Teresą?
Wszyscy razem pójdziemy. I dziadka zabierzemy, spacer dobrze mu zrobi.
Kupisz mi balon?
I lody, i watę cukrową.
Super! rozpromieniła się Klara. Ale Olek też musi dostać balon, dobrze?
Oczywiście! Barbara uśmiechnęła się.
Babciu
Tak?
Mogę ci powiedzieć sekret? Tylko nie wygadaj!
Jasne, mów!
Będę miała jeszcze jednego brata albo siostrę.
Barbara aż uniosła brwi. Co za niespodzianka! Martyna rzeczywiście ostatnio uśmiechała się tajemniczo, ale nic nie mówiła. Odkąd Barbara nie przeprowadziła się do córki, pomagając na zmianę z Teresą, Martyna jeszcze bardziej szanowała matkę, ale z najnowszymi wieściami najpierw biegła do Kuby.
Na początku było ciężko, nie brakowało spięć, ale wspólnie dali radę. Ktoś musiał ustąpić, ktoś nauczyć się milczeć dla dobra rodziny, dla zdrowia Klary i kolejnego dziecka. Teraz Klara i Olek mieli dwie babcie i jednego świetnego dziadka.
A skąd wiesz? Barbara ściszyła radio.
Mama z tatą gadali wczoraj, myśleli, że już śpię Babciu, mogę chcieć siostrzyczkę?
A czemu pytasz?
No bo jak będzie brat, będzie mu smutno, jak nie chciałam braciszka
Barbara znowu się uśmiechnęła. Dobra dziewczynka nam rośnie!
Klarciu, a Olka kochasz?
Bardzo!
No to nowego braciszka też pokochasz, jeśli będzie chłopczyk, prawda?
Tak!
Zaczekajmy, aż mama powie, kto się urodzi, dobrze? I wiesz co?
Co takiego?
Ja zawsze marzyłam o bracie, a najlepiej dwóch.
Naprawdę?
Prawda najprawdziwsza!
To już dobrze. Klarcia zaczęła się kręcić, poprawiając zabawki zajączka dostała od babci Barbary, misia od babci Teresy. To będę czekać i na braciszka.
A wiesz? Barbara skręciła w stronę domu Martyny i Kuby. To jak prezent na Boże Narodzenie. Dopóki nie otworzysz pudełka, nie wiesz, co tam jest.
Kupiłaś mi już prezent na święta? Klara popatrzyła przez ramię na babcię.
Na Wigilię jeszcze nie, wcześnie. Ale na urodziny już tak. A chcesz sekret?
Tak!
Babcia Teresa też już ma prezent, ale co, tego nie powiem!
O nie! Klara udała obrażoną.
Czemu się dąsasz? Przecież urodziny masz już niedługo. Zaraz się dowiesz.
No dobra! Klara wzięła zajączka za uszy i ruszyła do furtki.
Barbara wyjęła z bagażnika plecak z rzeczami na basen i kiwnęła głową do Teresy, która szła z Olkiem na rękach.
Cześć, babciu!
Witaj, babuniu! Teresa się uśmiechnęła. Idziemy na spacer.
A my na taniec. Tylko się przebierzemy.
Barbara patrzyła, jak Klara przytula się do Teresy i opowiada, połykając słowa w pośpiechu. Pomyślała z wdzięcznością, jak trudne, a jednocześnie proste jest życie kochać bliskich, być razem, słuchać i słyszeć, widzieć i rozumieć, że jest się potrzebnym Po prostu być rodziną.




