Dom, w którym dorastałam i nadal mieszkam, wydaje się przeklęty. Przez ostatnie dziesięciolecia żadna rodzina w nim nie była szczęśliwa. Mężczyźni zawsze opuszczali swoje rodziny.
Spotkałam Krzysztofa jeszcze w szkole. Był ode mnie starszy o sześć lat. Zauważywszy sympatyczną dziewczynę, zaczął się do mnie zalecać. Wtedy nie był jedynym, który starał się o moje serce. Jakub był dokładnym przeciwieństwem Krzysztofa. Krzysiek był brutalny, surowy i często używał przekleństw. Jakub natomiast był delikatny i wrażliwy. Nie zwracałam na niego uwagi, ale za to serce biło mi szybciej, gdy Krzysiek był w pobliżu.
Pewnego dnia przyszedł z kwiatami. Czekał na mnie przed szkołą, trzymając się z daleka, a potem odprowadził mnie do domu. Bił każdego, kto patrzył na mnie zbyt długo. W końcu zaczęliśmy się spotykać. Później szybko zaszłam w ciążę, porzuciłam naukę i zamieszkałam z Krzyśkiem. Moja matka uwielbiała go i ciągle chwaliła moją decyzję. Mój ojciec opuścił ją wiele lat temu. Chciała, żebym była szczęśliwa, choć zawsze mnie pouczała. Oboje pobraliśmy się, gdy nasz syn miał rok. Po ślubie Krzysztof zaczął się do mnie inaczej zachowywać. Stał się obojętny wobec syna.
Nigdy nie spędzał z nim czasu, a ja byłam zaniepokojona. Moja matka broniła go, mówiąc, że dzieci to nie męska sprawa. Z czasem zaczął spędzać coraz więcej czasu poza domem, wracał głównie pijany. Moja matka mówiła mi, abym nie narzekała na męża. Twierdziła, że „Kobieta powinna milczeć i być wdzięczna”. Miałam milczeć i znosić. Starałam się postępować zgodnie z radami mojej matki. Nie krzyczałam na Krzysztofa, nawet gdy był dla mnie niesprawiedliwy. Znosiłam jego zmienne humory, wierząc, że milczenie i wyrozumiałość przyniosą zmianę.
Krzysztof odszedł ode mnie miesiąc temu. Opuścił nas dla kobiety z trójką dzieci. Podobno jest teraz szczęśliwy i chętnie spędza czas z dziećmi. Cierpię bardzo, nadal nie rozumiem, dlaczego tak się stało.




