Moja mama dorastała w biednej, wielodzietnej rodzinie. Takie środowisko ukształtowało jej gust co do ubrań, które według niej powinny spełniać tylko dwa kryteria- brak dziur i wygoda. Moda, fasony czy kolory nie miały dla niej żadnego znaczenia. Swoje przekonania przelała też i na swoje dzieci.
Jako dziecko i nastolatka nosiłam ubrania o kilka rozmiarów za duże. Moja mama zawsze mówiła, że i tak w końcu do nich urosnę. Kiedy się wyprowadzałam z domu, wyrzuciłam wszystkie rzeczy i kupiłam takie, które mi się podobały i były w moim stylu. Próbowałam do tego też namówić mamę, przekonując, że nie musi ciągle chodzić w ubraniach sprzed 20-stu lat, ale stanowczo odmawiała zakupów. Co więcej, często nie akceptowała moich ubrań, które, według niej, były zbyt ekstrawaganckie.
Gdy wyszłam zamąż, mama przestała narzekać na moje ubrania. Ale wkrótce znalazła nowy obiekt do realizowania swojego zamiłowania do starych ubrań, ponieważ urodziłam córkę. Po porodzie mama odwiedziła mnie w szpitalu z workiem ubrań. Gdy je obejrzałam, okazało się, że większość z nich kojarzę ze zdjęć, na których miałam je na sobie. Ja albo moje siostry. Gdy tylko wyszła, dyskretnie pozbyłam się ich, ale mama i tak prawie dostała zawału, gdy zobaczyła moją córkę w nowych śpioszkach, a nie tych, które mi przywiozła.
Później zaczęła przynosić nowe ubrania, ale i te, przywodziły na myśl modę godną PRL-u. Niemowlaka jeszcze mogłam w nie ubrać, by sprawić jej radość, ale nie miałam zamiaru później zmuszać córki do chodzenia w czymś takim.
Moja córka, Amelka, od początku miała swoje własne wyczucie stylu. Nigdy nie kupowałam córce ubrań, bez jej zgody. Niestety, babcia próbuje przekonać ją do swojego stylu, a raczej jego całkowitego braku. Nie chce słuchać, gdy Amelka mówi, że coś jej się nie podoba. Twierdzi, że to tylko dziecko i nie powinna wybrzydzać. Ostatnio nawet pokłóciły się, gdy Amelka nie chciała włożyć do przedszkola ogrodniczek, które chyba kiedyś nosił mój brat. Oczywiście stanęłam po stronie córki, zresztą sama bym się nie zgodziła, aby dziecko poszło w miejsce publiczne w czymś, co jest za duże i ma na oko 30 lat. Mama obraziła się na nas i zagroziła, że już nic więcej nie podaruje mojej córce, nazywając nas niewdzięcznymi.
Oby dotrzymała obietnicy.
Wiem, że powinnam szanować zdanie matki, ale nie ustąpię w tej kwestii, ani nie zmuszę do tego córki.




