Poprosiłem moją matkę o pomoc, bo żona musiała jechać do lekarza, a ja pracuję w ochronie, więc wracam zazwyczaj późno. I wiecie co moja droga mamusia odpowiedziała?
Razem z żoną mamy synka Stasia, kochane dziecko. Wysłaliśmy go do przedszkola, ale czasem zdarzają się takie sytuacje jak ta, że ktoś musi popołudniu z dzieckiem zostać, a nie bardzo nas stać na opiekunkę. I tak było ostatnio. Żona miała jechać na konsultację do innego miasta, nie wiadomo czy by wróciła na czas. To zapytaliśmy o pomoc moją matkę, na co ona:
– Chcieliście dziecko, to teraz bawcie.
Przecież ona cały czas chwali się tym wnukiem przed każdym, kto tylko zechce słuchać. A jak przychodzi co do czego, to nagle „babcie nie są od siedzenia z wnukami”.
To po co się tak chwali, jak nie chce pomóc? Ja rozumiem, każdy ma swoje życie, ale chwalić się wnukiem a potem odmawiać pomocy? To jakaś paranoja. Żona była wściekła, a ja też. Musieliśmy kombinować, jak to zorganizować, bo przecież nie zostawię dziecka samego w domu.
A wiecie, co jest najlepsze? Moja matka zawsze mówiła, jak to będzie super babcią, jak tylko wnuki się pojawią. Tak nas naciskała, żebyśmy na nic nie czekali, że nigdy nie będzie lepszej pory na dziecko, żeby jak najszybciej… Mówiła, że ona ze wszystkim pomoże, będziemy mogli na niej polegać. I co? Gdzie ta super babcia, co to miała mieć zawsze czas dla swojego wnuka? No nie ma jej. Tylko do zdjęć się nadaje, żeby na Facebooku się pochwalić.
To jest właśnie problem. Ludzie myślą, że bycie dziadkami to tylko zabawa i miłe chwile. A prawda jest taka, że czasami trzeba też pomóc. Nie mówię, żeby siedziała z nim codziennie, ale w takiej sytuacji? Chyba można było zrobić wyjątek.
Ja też bym wolał siedzieć w domu z synem, zamiast biegać po tych wszystkich obiektach i pilnować, czy ktoś nie chce niczego ukraść. Ale muszę pracować, żeby zapewnić rodzinie byt. I w takich momentach liczyłem, że rodzina się wspiera. A tu taka klapa.
Najgorsze jest, że to wszystko odbija się na żonie. Ona się stresuje, bo nie chce zostawić synka samego po przedszkolu, a na nianię też nas nie stać, a ja nie mogę wziąć wolnego w pracy, bo wiadomo – ochroniarz to nie lekarz, nie mam elastycznego grafiku. I co z tego, że mamy rodzinę, jak na każdym kroku musimy się męczyć sami?
Przeczytaj także: Chcieliśmy uczcić nasze złote gody, a córki zrujnowały nasze święto. Jesteśmy zdruzgotani ich zachowaniem
Dla mnie rodzina to coś więcej niż tylko puste słowa i fajne zdjęcia na Facebooku. To też pomoc i wsparcie, kiedy tego potrzebujesz. A tu? Pusto. Mam nadzieję, że kiedyś moja matka to zrozumie, bo na razie to robi mi tylko wstyd. „To Wasze dziecko, ja jestem tylko babcią od zabawy, a nie niańczenia” – co to za pomoc?
I tak, wiem, że to moje dziecko i moja odpowiedzialność, ale kiedy słyszę takie teksty od własnej matki, to po prostu aż się we mnie gotuje. Chciałbym, żeby to zrozumiała, że rodzina to nie tylko chwile radości, ale też wsparcie w trudniejszych chwilach. Ale cóż, chyba niektórzy ludzie tego nie rozumieją. A najbardziej boli, kiedy tacy ludzie to twoi najbliżsi.




