Mój brat Paweł, zawsze uważał się za jednego z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Miał szczęśliwą rodzinę, w której panowała harmonia, a także ulubioną pracę, z wysokim dochodem. Żył w luksusowym domu, niedawno kupił drogi samochód. Wszyscy go szanowali, zarówno przyjaciele, jak i koledzy. Jednym słowem, nie miał powodów do narzekania na życie. Jego żonę znam z czasów szkoły, uczyliśmy się razem. Mają jednego syna, który niedawno poszedł do przedszkola, a bratowa do pracy. Ostatnio bratu przydażył się poważny wypadek, potrącił go samochód. Nagle został przykuty do wózka inwalidzkiego.
Jego żonie przyszło dużo więcej pracować. Z czasem zaczęło być widoczne, że Beata się zmieniła. Myśleliśmy, że jest zmęczona, ale pewnego dnia oznajmiła, że zamierza się z Pawłem rozwieść. Okazało się, że w jej życiu pojawił się inny mężczyzna i trwają w związku od kilku miesięcy. Powiedziała, że nie zamierza być opiekunką dla chorego męża. Ponadto chce przy rozwodzie otrzymać mieszkanie i zabrać samochód, argumentując, że ma dziecko, a mężowi teraz samochód nie jest potrzebny. Powiedzieć, że brat i ja byliśmy zszokowani, to za mało. Rozstali się szybko, bez skandali i bez kłótni.
Paweł dosyć szybko wyzdrowiał. Jest troskliwym ojcem, nie odmawia synowi niczego. Kupuje mu wszystkie potrzebne ubrania, obuwie, zabawki, komputer, nowy smartfon. Miesiąc temu, była żona złożyła wniosek o wyższe alimenty. Żądania tej kobiety nie mają granic. Jej zdaniem, on jest ojcem i ma obowiązek utrzymywać syna. Nowy partner Beaty dobrze zarabia, ale ona domaga się fortuny od byłego męża. Mój brat oczywiście nie odmawia opieki nad synem. Dbając o niego, często go zabiera do siebie. Problem polega na tym, że tamten mężczyzna powtarza, że nie ma obowiązku dbać o cudze dziecko. Twierdzi, że jeżeli będzie miał własne dzieci, to będzie je wspierał finansowo, a teraz, niech robi to rodzony ojciec.

