Mój wyrodny syn wyrzucił mnie z domu jak niepotrzebną rzecz

Samochód jechał spokojnie po śliskiej drodze, Zofia wciąż patrzyła przez okno w głąb lasu, który rósł po bokach. Kierowcą był jej syn Grzegorz, w samochodzie siedziała też synowa Iwona. W głowie staruszki kłębiły się myśli – jak to możliwe, że własny syn wysyła ją do domu starców? Co ona złego zrobiła, czy źle go wychowała? Może za mało okazywała mu matczynej miłości? Tak wiele dla niego zrobiła przez te wszystkie lata, starała się zapewnić mu szczęśliwe dzieciństwo. Ten człowiek jednak zawsze miał swoje zdanie, nawet jego żona wiele razy nie miała nic do powiedzenia.

Pewnego ranka przyszedł z torbą pełną różnych rzeczy, matka siedziała właśnie w kuchni, popijając herbatę i dogryzając ciasteczka. Wszedł pewny siebie, rzucił torbę na podłogę i powiedział z uśmiechem:

– Mamo, przygotuj się do sanatorium, pozbieraj co jeszcze chcesz ze swojego pokoju i jedziemy, tam będzie Ci o wiele lepiej.

-Jakie sanatorium Grzesiu? O czym ty mówisz?

– Do domu starców Cię wiozę, zapłaciłem już za sześć miesięcy Twojego pobytu, resztę zapłacę później.
– Twój pokój jest bardzo ładny, tylko dla Ciebie, bez współlokatorów. Są tam wspaniali lekarze, zrobią Ci masaże i zastrzyki, ciśnienie krwi też będziesz miała mierzone codziennie. Posiłki podają aż pięć razy dziennie, czasem są nawet egzotyczne owoce. W sumie mamo, pójdziesz do raju na ziemi, zobaczysz jaka będziesz zadowolona, jeszcze mi podziękujesz.

– Ale synu, ja nie chcę jechać do żadnego domu starców, pragnę być z Tobą, z Iwonką, z moją rodziną i doczekać moich ostatnich dni we własnym domu.

– Proszę Cię, nie wymyślaj, Iwona i ja wszystko przemyśleliśmy, zdecydowaliśmy że tam pojedziesz, już zapłacone za wszystko. Nie przeciągaj, nie ma czasu, ubieraj się i jedzmy.

Biedną matkę zabolało serce, łza spłynęła po jej pomarszczonej twarzy. Przypomniała sobie jak kiedyś jej syn Grzegorz był mały i stłukł sobie kolano. Siedział w jej ramionach, płakał i mówił – „Mamusiu, ja Cię nigdy nie zostawię”. Jego niebieskie oczka wpatrywały się w ukochaną mamę, a serce jej biło jak szalone, kochała go ponad wszystko i wierzyła że jej synek jest jej przyszłą podporą.
Co się nagle stało z jej jedynym dzieckiem? Z niebieskookiego, dobrodusznego chłopca wyrasta bezduszny tyran, który bez wyrzutów sumienia wysyła matkę do ośrodka zwanego domem starców.

Kiedy jechaliśmy samochodem, wciąż powracały wspomnienia z pierwszego spotkania z Feliksem, ojcem Grzegorza. Zofia wspominała, jak zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, jak planowali swój dom i dzieci, to była jej pierwsza i największa miłość. Później wydarzyła się tragedia, jej ukochany zmarł, gdy z Grzesiem była w szóstym miesiącu ciąży. To był okropny cios dla przyszłej matki, długo nie mogła się z tym pogodzić.

„Feliks, dla kogo mnie zostawiłeś? Kto to jest?, ja nie poznaję tego człowieka.” Myśli i wołanie do utraconej miłości stawały się coraz głośniejsze w jej umyśle. Starsza kobieta błagała, żeby ją zabrał do siebie, gardło dławiły łzy a ból przeszywał jej serce.

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Mój wyrodny syn wyrzucił mnie z domu jak niepotrzebną rzecz