Tydzień temu spotkała mnie bardzo nieprzyjemna sytuacja. Mój teść na co dzień mieszka we Niemczech, ale miał do załatwienia jakieś sprawy urzędowe w rodzinnym mieście, więc przyleciał na dwa dni. Ostatniego dnia przed wylotem umówiliśmy się u mnie na kawę. Byłam wtedy sama z kilkuletnim synkiem, mąż odbywał podróż służbową.
Teść zostawił swoją torbę razem z płaszczem na korytarzu i usiadł ze mną w salonie, a synek wędrował z zabawkami po całym mieszkaniu. Nie zwracaliśmy na niego szczególnej uwagi, był pochłonięty nową ciężarówką, którą dostał od dziadka. Cieszyliśmy się, że mieliśmy chwilę na rozmowę.
Czas jednak szybko mijał i po godzinie pożegnaliśmy z synkiem teścia, który miał udać się już prosto na lotnisko.
Nie minęło wiele czasu, a zadzwonił telefon. To był zdenerwowany teść. Mówił, że mój syn dobrał się do jego torby i wszystko pociął włącznie z biletami i dowodem osobistym.
Jest mi niesamowicie wstyd, przeprosiłam go już wielokrotnie… Nie tak wychowuję syna, by grzebał w cudzych rzeczach, ale przecież to jeszcze kilkuletnie dziecko. Teść oczywiście zapewnia, że nic się nie dzieje, ale sama nie wiem, jak powinnam zareagować.
Czy powinnam zwrócić pieniądze za ten niewykorzystany bilet, czy to wyłącznie wina teścia, że zostawił torbę z tak ważnymi dokumentami w korytarzu?
Z drugiej strony, mnie często zdarza się zostawiać torebkę razem z okryciem i butami właśnie przy wejściu. Nigdy nie spotkała mnie taka sytuacja, więc nie mam pojęcia jak należałoby się zachować.




